Bydgoszcz
3C
100% wilgotność
Wiatr: 2km/h SSW
H 3 • L 3
9C
Pt
8C
Sob
8C
Nd
6C
Pon
10C
Wt
Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]
Metropolia BydgoskaAKTUALNOŚCIMemo w zupełnie nowej odsłonie. Jedna z najlepszych bydgoskich restauracji zmieniła lokalizację [RECENZJA]
16.02.2019 | 07:41

Memo w zupełnie nowej odsłonie. Jedna z najlepszych bydgoskich restauracji zmieniła lokalizację [RECENZJA]

Na zdjęciu: Byliśmy w nowym MEMO w Osielsku.

Fot. Stanisław Gazda

Mamy dla Was dwie wiadomości: jedną złą i jedną dobrą. Zła jest taka, że na ulicy Jatki nie ma już restauracji Memo mistrza Rafała Godziemskiego. Dobra jest taka, że restaurację Memo mistrza Rafała Godziemskiego znajdziecie w… Osielsku!

Lokal mieści się przy ulicy Centralnej 2m. W porównaniu z poprzednimi kulinarnymi królestwami tuza bydgoskich kucharzy: restauracją hotelu Słoneczny Młyn, restauracją hotelu  Blue Diamond w Trzebownisku, Memo Restaurant & Wine przy ul. Jatki – ten w Osielsku wydaje się być małą klitką. Ot, pokój z czterema stolikami. Jak w domu. I chyba o to chodzi, bo gdy uważniej przyjrzeć się logo lokalu, to jego nazwa brzmi: Memo Bistro at Home. Niesamowite, ale po przekroczeniu progu nie odczujesz, że wchodzisz do restauracji, ale że przekraczasz próg kulinarnego domu Rafała Godziemskiego, do którego zaprosił cię on sam lub jego żona, witając słowami: „Prosimy, rozgość się u nas”.

Nie tylko ja byłem w szoku, zobaczywszy, że restauracja Memo zniknęła z Jatek, tej najbardziej kulinarnej ulicy w Bydgoszczy. Przecież od lat zajmowała pierwsze miejsce w rankingu TripAdvisor, zamawiać w niej stolik należało z nawet dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Była miejscem od momentu powstania w 2015 roku skazanym na sukces. I  go osiągnęła. Słowem, żyć nie umierać – być tam do końca świata i jeden dzień dłużej! Coś się wypaliło? Coś się skończyło? Co się stało, że zniknęła z kulinarnej mapy Bydgoszczy?

Na Jatkach już wszystko osiągnęliśmy. Udowodniliśmy sobie i innym, że potrafimy zrobić coś dobrze, że potrafimy gotować i długi czas sprawiało nam to radość i przyjemność. Gdy przestało, stało się niewolą. Będąc mieszkańcami Osielska stwierdziliśmy z żoną, że również tutaj można stworzyć coś nowego, z nową koncepcją, nowym jedzeniem, z powiązaniem z regionem. Uwielbiam nowe wyzwania. Otworzyć nowe miejsce i starać się,  żeby było pełne gości, tętniło życiem – to niesamowicie nakręca do działania – mówi Rafał Godziemski.

Najpotężniejszą siłą sprawczą był pomysł na nowy lokal. Memo na Jatkach, choć w założeniu miało być połączeniem awangardy z domowością i kulinarną tradycją, prędko stało się lokalem z zadęciem, z wyższej półki, z takim „ą”, „ę”, gdzie przychodząc nie wypadało się ładnie nie ubrać. Dania były ekskluzywne, wyszukane. Na domowość i kulinarną tradycję zabrakło już miejsca. Memo w Osielsku ma być udanym spełnieniem pierwotnych wizji państwa Godziemskich o restauracji domowej, gdzie ma się wpadać na śniadanie, obiad, a niedługo także kolację, jak do znajomego gospodarza domu, jak do kumpla, którego nie będziemy się wstydzili poprosić: jeżeli masz takie a takie produkty, ugotuj nam to a to, albo zapytać: „Co jeszcze masz poza kartą menu?” Czymś normalnym ma być to, że gospodarz lub gospodyni wychylą się z kuchni i rzucą do gości: „Słuchajcie, przywieźli nam fajne ryby! Ma ktoś ochotę?!”

Jaka jest zatem kuchnia w Memo Bistro at Home w Osielsku? Przaśna, to za mocno powiedziane, ale prosta, swojska, momentami nieco wyszukana (to Rafał Godziemski z Jatek łamiący przepisy), zahaczająca o świat, ale też zakotwiczona w regionie za sprawą potraw oraz chleba, serów i przetworów wytwarzanych na miejscu z lokalnych produktów, a także warzyw i mięs od lokalnych producentów. Lato przyniesie ze sobą owoce z pobliskich sadów, dzikie zioła z okolicznych łąk…

Karta menu, w której raz w tygodniu coś się zmienia, nie jest długa i nigdy taką nie będzie. Będzie, ba już jest, odpowiedzią na propozycje gości lokalu. Menu w Memo Bistro at Home, to prostota  połączona z perfekcją…

 A dzień w lokalu u Rafała Godziemskiego można zacząć już od śniadania. Są więc kanapki z chrupiącym boczkiem, pomidorem, sałatą i omletem; z tuńczykiem, pomidorami, sałatą, kukurydzą i majonezem; grzanki, francuskie omlety, jajecznica, jajka na bekonie, śniadanie po Osielsku, czyli wiejski twarożek, smażona kiełbaska, rzodkiewka, sałatka jarzynowa, gotowane jajko z sosem tatarskim. Ale jest też typowy english breakfast (jajka sadzone, pieczarki, pomidor, fasolka w pomidorach z bekonem i kiełbasą); croque monsieur (tosty przekładane szynką i serem z białym sosem beszamelowym. Całość namoczona jest w jajku i usmażona na złoto). Można również skosztować  szakszuki – dania rodem z Tunezji.

A na obiad? Trzy rodzaje zup (dziś: krem z pieczonych ziemniaków, żurek i pomidorowa). Domowe pierogi: z mięsem, ricottą i szpinakiem oraz z wiejskim twarogiem i rodzynkami. Jest „rybnie”, „tradycyjnie” i „coś specjalnego”, a więc na przykład filet z dorsza w chrupiącym cieście, rumsztyk wołowo-wieprzowy z cebulką, chrupiący stek z ozorków wieprzowych.

Zajeżdżając gdzieś w Polsce do nowego lokalu, z zup zazwyczaj wybieram żurek, w myśl zasady: jeżeli ten będzie dobry, to inne dania nie powinny być złe. Niestety, nierzadko trafiał mi się albo zbyt kwaśny, że aż podrażniał przełyk, a to zbyt słony, albo kwaśny i słony zarazem, z posmakiem kiełbasy pośledniej jakości lub z jajkiem o sino-zielonym żółtku. Ten u Rafała Godziemskiego był wręcz genialny: delikatny, o smaku czystym, niezakłamanym dodaniem na przykład mnóstwa majeranku lub czosnku. Na pewno robiony był na własnym zakwasie, bez podkręcania kwasowości octem. W tym żurku główny wpływ na fantastyczne pobudzenia jego kwasowości miał imbir. W zupie znajdowały się malutkie klopsiki z białej kiełbasy. Była też cząstka jajka na twardo oraz łyżka kremowego puree ziemniaczanego.

Na drugie danie wybrałem  potrawę z „działki” pod nazwą „Coś specjalnego”, a więc nawiązującą do ekskluzywnej kuchni na Jatkach – stópkę wieprzową a la Koffman, nadziewaną szynką oraz kaszanką z odrobiną trufli. Skórę z takim nadzieniem dusi się z warzywami, boczniakami i piwem. Do tego kremowe ziemniaki, sałatkę z pieczonego topinamburu z boczkiem. Efekt? Hmmm. Palce lizać!

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Piotr
Piotr
2 lat temu

I dobrze, na pewno tam będę stałym gościem. Ważne, żeby właściciele nieco wydłużyli czas pracy.

Powiązane treści