Ogromne wyzwanie przed Zawiszą Bydgoszcz. „Będę rozczarowany”
Dodano: 07.11.2026 | 15:20Na zdjęciu: Piłkarze Zawiszy Bydgoszcz, w kółku Adrian Stawski.
Fot. Szymon Fiałkowski
Zawisza Bydgoszcz jest rewelacją rundy jesiennej Betclic 2. Ligi. Beniaminek zajmuje miejsce w ścisłej czołówce rozgrywek i jest chwalony zewsząd. – Często pokazują nas w TVP Sport. Wiem od komentatorów i ekspertów, że to pokłosie interesującego stylu gry. Odrabiamy lekcje i wzorujemy się na najlepszych – mówi MetropoliaBydgoska.PL trener zespołu Adrian Stawski.
Zawisza Bydgoszcz zajmuje 4. miejsce w Betclic 2. Lidze. Ma jednak tylko siedem punktów przewagi nad strefą spadkową. W niedzielę beniaminek podejmie wicelidera tabeli, GKS Tychy, w meczu na szczycie. Rozmawialiśmy przed tym spotkaniem z trenerem Adrianem Stawskim.
Bogumił Burczyk, dziennikarz MetropoliaBydgoska.PL: Hit wisi w powietrzu. Do Bydgoszczy przyjedzie GKS Tychy z wielkimi nazwiskami w kadrze meczowej. Jaka atmosfera panuje w bojowym zespole przed ważnym meczem?
Adrian Stawski, trener Zawiszy Bydgoszcz: Bojowa. Przyznam szczerze, że szczególnie nie odbiega od tej, która towarzyszy przygotowaniom do innych spotkań. Otwarcie mówiłem, że każdy mecz jest niezwykle ważny. Teraz możemy skonfrontować tę opinię z układem tabeli. Różnice są kosmetyczne. Kilka porażek skutkuje spadkiem o wiele pozycji. Z kolei dwa zwycięstwa mogą umożliwić błyskawiczny powrót do czołówki. Jesteśmy tego znakomitym przykładem.
Mecze GKS-u Tychy i Zawiszy Bydgoszcz są szczególne dla miejscowych kibiców. Fani obu drużyn pałają do siebie sympatią. Dodatkowy smaczek to bardzo wysokie lokaty obu zespołów w tabeli.
Przede wszystkim do Bydgoszczy przyjedzie świetna drużyna, wręcz gwiazdorsko obsadzona, jak na standardy drugoligowe. Wystarczy spojrzeć na jej zestawienie. W kadrze zespołu GKS-u Tychy jest na przykład Paweł Olkowski, który w ubiegłym sezonie sięgnął po wicemistrzostwo Polski, a także wywalczył Puchar Polski. Gra tam też Damian Kądzior, wieloletni filar Dinama Zagreb i jeden z najlepszych zawodników chorwackiej ligi. Jest też wielu innych zawodników, którzy grali na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w przeszłości. Dlatego to wielkie wyzwanie.
Z drugiej strony GKS Tychy też nie jest zespołem, którego nie można pokonać. Nie trzeba szukać daleko przykładów na potwierdzenie tej tezy. Lechia Zielona Góra przegrała w 13. kolejce 0:6 u siebie z Górnikiem Łęczna. Potem pojechała do Tychów i pokonała GKS 2:1 w poprzedniej kolejce. Lider tabeli, Znicz Pruszków, przegrał z Górnikiem Łęczna 0:3, z którym my z kolei zremisowaliśmy, a mogliśmy nawet wygrać, gdybyśmy wykorzystali dogodne sytuacje. Wynik każdego meczu jest sprawą otwartą. Nawet ostatni zespół może wygrać z pierwszym. Rozgrywki są bardzo wyrównane.
Do tej pory Zawisza spisywał się bardzo zadowalająco. 4. lokaty w rozgrywkach nie powstydziłby się żaden beniaminek. Czy obecna pozycja pokrywa się z przedsezonowymi oczekiwaniami na ten etap?
Na razie uproszczę to do minimum – chcemy wygrywać mecze. Lokata nas cieszy, ale sytuacja wymaga szczególnego skupienia. Każdy przestój ma bardzo duże konsekwencje i skutkuje spadkiem w tabeli. Łatwiej jest trenować zespół, który wygrywa. My jako sztab wiemy, że pomogliśmy wyjść drużynie z trudnej sytuacji. Kryzysem bym jej jeszcze nie nazwał, ale przegraliśmy trzy mecze z rzędu, a wcześniejsze trzy zremisowaliśmy. Teraz wygraliśmy dwa spotkania i to zawsze podbudowuje.
Cieszy przede wszystkim, że wyeliminowaliśmy pewne błędy, co było widać już w meczu ze Śląskiem II Wrocław. Największe mankamenty dotyczyły sytuacji, w których drużyna przeciwna decyduje się na dośrodkowanie. Traciliśmy w ten sposób dużo bramek. Przeprowadziliśmy gruntowną analizę, aż do przedsezonowych meczów sparingowych. Podjęliśmy odpowiednie działania. Poprawa jest widoczna.
Porażki z Sandecją Nowy Sącz, Zniczem Pruszków i Olimpią Grudziądz wynikały z czegoś jeszcze?
Z braku skuteczności. Ona zemściła się szczególnie w konfrontacji przeciwko zespołowi z Grudziądza. Przeprowadzone treningi strzeleckie jednak sprawiły, że poprawiliśmy się w tym elemencie. Stawiamy na ofensywny, nowoczesny futbol. Gdy przed laty byłem analitykiem w Polsacie i rozrysowywałem poszczególne sytuacje, niekiedy znajdowałem się w sytuacji, w której trudno było wyłowić choć kilka ciekawych akcji wartych przedstawienia widzom. Wówczas jako ekspert obiecałem sobie, że po objęciu jakiejkolwiek drużyny nigdy nie doprowadzę do czegoś podobnego. Chcę, żeby grę moich podopiecznych oglądało się z przyjemnością.
W ubiegłym sezonie pana drużyna grała z Chojniczanką Chojnice. W przygotowaniach do tego spotkania inspirował się pan Luisem Enrique. Nadal podpatruje pan największych?
Wyznaję filozofię, że trener powinien być na bieżąco. Oczywiście, że śledzę najlepsze drużyny. Wszyscy jesteśmy pod wrażeniem tego, co prezentują Como i niezmiennie Paris Saint-Germain. Oba zespoły łączy jeden czynnik. Wysoka intensywność i nieustanna wymienność pozycji. I my też próbujemy tak grać. Niekiedy moglibyśmy iść na skróty, ustawić drużynę inaczej. Tylko nie chcemy iść na skróty. Budujemy zespół w perspektywie długofalowej. Nie chcemy bazować na grze defensywnej. Uważam to za szkodliwe dla rozwoju. Dlatego często wybieramy nieoczywiste rozwiązania. One bywają skomplikowane i trudne do odtworzenia na boisku, ale wierzę, że są zdecydowanie skuteczniejsze.
Jak reagują na nie piłkarze?
I z tego właśnie jestem najbardziej zadowolony. Mam inteligentną drużynę. Chłopacy podchodzą i zadają dużo pytań. Nie boją się wyzwań. Oczywiście, nie jest łatwo grać jak Paris Saint-Germain albo przywołane Como. Ostatnio nawet rozmawiałem na ten temat ze Zbigniewem Bońkiem. Doszliśmy do tych samych wniosków. Że wymienność pozycji jest dziś szalenie istotna, ale bardzo często pomijana.
Nawet w najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Ekstraklasie. Dlatego prezentowany przez nas model nie jest łatwy do realizacji. Ale się sprawdza. Nawet mogę odwołać się do ostatniego spotkania ze Śląskiem II Wrocław. Zrobiliśmy fajną rotację i wdarliśmy się w pole karne. Drużyna przeciwna nie połapała się w naszym planie. Po uderzeniu Mateusza Stępnia wywalczyliśmy rzut karny, który zamieniliśmy na gola.
Pana zespół kładzie nacisk na ofensywę. Zawisza strzelił 26 bramek. Jest pod tym względem w ścisłej czołówce drużyn w rozgrywkach.
Statystyka bramek jest najistotniejsza, ale my monitorujemy także inne, bardziej szczegółowe. I nieustannie dążymy do tego, żeby się w nich poprawiać. Przykładowo jesteśmy bezkonkurencyjni w pojedynkach 1 na 1. Nasi skrzydłowi grają tak bardzo często i dzięki temu nikt nie dorównuje nam w tym elemencie. Jesteśmy na 2. miejscu pod względem oddanych strzałów. Na 5. jeśli chodzi o grę w pressingu wysokim. Odbieramy piłkę po średnio pięciu podaniach wymienionych przez przeciwny zespół. Chcemy jednak jeszcze poprawić ten element i sprawić, żeby ta wartość spadła w okolice ośmiu podań.
Załóżmy, że z GKS-em Tychy padnie remis. Jak pan zareaguje na taki wynik, zważywszy na siłę przeciwnika?
Wtedy będę rozczarowany. Nigdy nie satysfakcjonuje mnie podział punktów. Sprawa porażki już w ogóle jest oczywista. Jedyny remis, który mnie ucieszył, to ten ze Stalą Stalowa Wola. Od 29. minuty graliśmy w osłabieniu. Jeszcze przed przerwą zdołaliśmy wyrównać. Potem rywale w 59. minucie prowadzili już dwoma golami. Mimo tego zdołaliśmy wrócić do gry. W 2. połowie stworzyliśmy wręcz więcej sytuacji. Mecz zakończył się remisem. Trudno mi sobie przypomnieć podobną sytuację, żeby któraś drużyna wyszła z takiej opresji. I właśnie dlatego mówię, że wolimy grać niekonwencjonalnie. Inna filozofia z dużą dozą prawdopodobieństwa by nie zdała egzaminu w takiej sytuacji.
Inne kluby mają wyższe budżety, Zawisza jako beniaminek jednak potrafi się im przeciwstawiać. Musicie być bardzo silni mentalnie jako zespół.
To jeden z kluczowych czynników. Oprócz kwestii merytorycznych, przygotowania do meczu, warsztatu, metod treningowych i taktyki czujemy się silni w sferze mentalnej. Mamy za sobą bardzo udany sezon. Awansowaliśmy bezpośrednio na szczebel centralny. Każdy trener wie, jak szalenie trudno to zrealizować. Wchodzi jedna drużyna. Konkurencja jest spora. Niby są jeszcze szanse w barażach, ale w minionych rozgrywkach żadna z czterech ekip nie zdołała wywalczyć promocji do Betclic 2. Ligi za pomocą tej ścieżki.
Zaszliśmy do półfinału Pucharu Polski, w którym graliśmy świetne mecze. Byliśmy chwaleni zewsząd. Wygraliśmy wyjazdowe derby ligowe z Elaną Toruń, co nie udało się wcześniej przez trzydzieści lat. To wszystko siedzi w głowach. Czujemy się mocni. Poziom na szczeblu centralnym jest wyższy. My lubimy grać w piłkę, dominować. Wciąż uczymy się narzucać swoje warunki gry na wyższym szczeblu, nacechowanym większą intensywnością. Wychodzi nam to jednak nieźle. Kontynuujemy swoją misję.
Zawisza Bydgoszcz – GKS Tychy w niedzielę, 8 listopada, o godz. 19:30. Transmisja w TVP 3 i aplikacji TVP Sport. Relacja tekstowa NA ŻYWO na portalu MetropoliaBydgoska.PL.
Bogumił Burczyk, dziennikarz MetropoliaBydgoska.PL
- Ogromne wyzwanie przed Zawiszą Bydgoszcz. „Będę rozczarowany” - 7 listopada 2026
- Zima niestraszna Bydgoszczy. Wiemy, gdzie tanio kupisz opał! - 7 listopada 2026
- Tak będzie wyglądał Bydgoski Jarmark Świąteczny! Przygotowania trwają - 6 listopada 2026


















