Bydgoszcz
24C
Słonecznie
68% wilgotność
Wiatr: 4km/h SSE
H 24 • L 23
29C
Pon
24C
Wt
23C
Sr
20C
Czw
14C
Pt
Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]
Metropolia BydgoskaREGIONNa sygnalePodejrzani o podpalenie składowiska opon niedaleko Bydgoszczy na wolności. Milionowe kary dla właściciela
29.03.2021 | 12:14

Podejrzani o podpalenie składowiska opon niedaleko Bydgoszczy na wolności. Milionowe kary dla właściciela

Eryk Dominiczak | e.dominiczak@metropoliabydgoska.pl

Na zdjęciu: Akcja gaśnicza w Raciniewie trwała kilkadziesiąt godzin. Brało w niej udział kilkuset strażaków z całego regionu.

Fot. Andrzej Goiński / urząd marszałkowski

Dwaj mężczyźni podejrzani o podpalenie ponad hektarowego składowiska opon w Raciniewie koło Unisławia są na wolności. Jednemu z nich areszt uchylił sąd, w przypadku drugiego prokuratura sama zrezygnowała z takiego środka zapobiegawczego. Z wypowiedzi śledczych nie jest łatwo wywnioskować, czy są oni bliżej czy też dalej od wyjaśnienia okoliczności ogromnego pożaru z połowy listopada.

Presja na szybkie działania po pożarze z 13 listopada, którego gaszeniem zajmowało się przez cztery doby kilkuset strażaków z całego województwa kujawsko-pomorskiego, była bardzo duża. Także ze strony Ministerstwa Klimatu i Środowiska, które wielokrotnie zapewniało o wypowiedzeniu wojny właścicielom niebezpiecznych składowisk odpadów. Nic więc dziwnego, że gdy wieczorem 26 listopada wiceminister Jacek Ozdoba ogłosił, że zatrzymano dwie osoby podejrzane o podpalenie składowiska w Raciniewie, opinia publiczna biła brawo. Wrażenie miała robić również grożąca podejrzanym kara – dziesięć lat więzienia za spowodowanie pożaru, który sprowadził niebezpieczeństwo na zdrowie i życie ludzi lub mienie w wielkich rozmiarach.

Tyle że po czterech miesiącach – już bez wrzawy medialnej – sprawa nie wygląda aż tak efektownie. Podejrzani mieszkańcy powiatu bydgoskiego – Tomasz L. oraz Rafał Cz. przebywają na wolności. Jak ustaliliśmy w Prokuraturze Okręgowej w Toruniu, jeden z nich złożył zażalenie na decyzję o areszcie, a sąd do tego wniosku się przychylił. W przypadku drugiego z mężczyzn z trzymania go pod kluczem zrezygnowali sami prokuratorzy. I już to każe stawiać pytania, czy to efekt zebrania tak mocnych czy tak słabych dowodów na winę obu podejrzanych.




Z naszych informacji wynika, że dwaj 42-latkowie to pracownicy firmy Ergum, właściciela składowiska opon w Raciniewie. Od początku wśród mieszkańców królowała zresztą teoria, że – w następstwie kar nałożonych przez wójta (2,5 mln złotych za nielegalne składowanie opon w pasie drogowym) – teren został podpalony. Teorię o podpaleniu potwierdził zresztą biegły z zakresu pożarnictwa. Wyjaśnieniem, czy i kto je zlecił, nadal zajmują się śledczy. Ale prokuratura niechętnie przekazuje informacje z toczącego się postępowania. Wiadomo jedynie, że taki wariant jest brany pod uwagę. Ale w ramach tego samego postępowania rozważany jest wątek, że Ergum jest w tej sprawie poszkodowane, bo spłonął jego majątek.

Wiadomo także, że podejrzani mężczyźni złożyli wyjaśnienia. Ale tu znowu prokuratorzy nie chcą ujawniać szczegółów. Wieść gminna niesie jednak, że monitoring – który stał się podstawą ich zatrzymania – zarejestrował dwa pojazdy w odstępstwie kilkunastu minut i niewykluczone, że kluczem do rozwiązania zagadki może być ten drugi. A zatrzymani pracownicy mieli wrócić do firmy, bo jeden z nich zapomniał z siedziby przy ulicy Dębowej w Raciniewie telefonu i poprosił o podwiezienie swojego kolegę. Jako że na konkretne pytania prokuratorzy nie chcą odpowiadać, zasłaniając się dobrem śledztwa, pytamy o to, kiedy może się ono skończyć. – Trudno powiedzieć. Być może w tym roku, ale to jedynie moje przypuszczenie – mówi nam Andrzej Kukawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

Wysypisko już nielegalne

Firma Ergum Krzysztof Rutkowski w Raciniewie funkcjonuje od wielu lat. Sama istnieje od 1998 roku i wywodzi się z Małopolski. Konkretnie – ze wsi Klucze niedaleko Olkusza. W ostatnim czasie zintensyfikowała swoje działania w powiecie chełmińskim. Do tego stopnia, że gromadzeniem odpadów w Raciniewie i okolicach miały zajmować się aż trzy firmy z Ergum w nazwie. Oprócz firmy Krzysztofa Rutkowskiego są to: spółka Ergum, której prezesem jest Adrian Żuk, zięć Rutkowskiego (członkiem zarządu jest zaś jego córka Milena) oraz powołana do życia w sierpniu ubiegłego roku firma Ergum Recycling Magdalena Rosołek. Co ciekawe, ta ostatnia jako adres wykonywania działalności wskazała również dwie działki w Raciniewie, na których w listopadzie wybuchł pożar. A działalność zawiesiła… 14 listopada, a więc w trakcie akcji gaśniczej.

Wójt gminy Unisław Jakub Danielewicz podkreśla w rozmowie z nami, że pogorzelisko jak dotąd nie zostało uprzątnięte. I to pomimo monitów. – Pan Rutkowski deklarował jednak chęć dalszego prowadzenia składowiska – dodaje wójt Danielewicz. Tyle że na ten moment jest to niemożliwe, gdyż Ergum nie posiada już pozwolenia na składowanie odpadów w tym miejscu. Potwierdziliśmy to w Starostwie Powiatowym w Chełmnie, które w 2015 roku wydało 10-letnią zgodę na prowadzenie składowiska. – Pozwolenie wygasło z mocy prawa – ustawy o ochronie środowiska. W tym momencie ma więc status nielegalnego – mówi lakonicznie Jolanta Janiszewska, inspektor ds. ochrony środowiska i leśnictwa.

Tym samym teren w Raciniewie jest obecnie drugim w gminie Unisław, który ma status nielegalnego składowiska. Pierwszy znajduje się w samym Unisławiu na terenach Krajowej Spółki Cukrowej. W grudniu ubiegłego roku gmina odkupiła od spółki blisko 11 hektarów nieruchomości w Unisławiu, ale samo składowisko w ich skład nie wchodzi. – Krajowa Spółka Cukrowa nie poczuwa się do uprzątnięcia opon. Wezwaliśmy więc do tego – bez skutku – firmę Ergum. W oparciu o ustawę o odpadach nakażemy jej uporządkowanie składowiska. Jeśli tego nie zrobi, zlecimy wykonanie zastępcze – wyjaśnia MetropoliaBydgoska.PL Jakub Danielewicz.

Droga administracyjna do wyegzekwowania obowiązków od właścicieli składowisk odpadów jest wyjątkowo długa i kręta. Może dowodzić tego fakt, jak niewiele zmieniło się od pół roku w kwestii kar za składowanie opon na gminnych terenach przy ulicy Dębowej w Raciniewie. Od wspomnianej już kary 2,5 mln złotych Ergum się odwołało. Sprawa trafiła do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Termin jego posiedzenia pozostaje nieznany.

Milionowe kary na papierze

Gmina Unisław nie jest zresztą jedynym organem, który ukarał Ergum za nieprawidłowości przy składowaniu odpadów. Od dawna działalności firmy przygląda się bowiem również Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Jeszcze przed pożarem prowadził on dwa postępowania w stosunku do małopolskiej firmy. Pierwsze dotyczyło Raciniewa, gdzie – według wyliczeń WIOŚ – znajdowało się niemal 50 tysięcy metrów sześciennych opon. Czyli tyle, aby szczelnie pokryć boisko piłkarskie do wysokości drugiego piętra. Drugie – wspomnianego Unisławia, gdzie zalega do dzisiaj ponad 18 tys. metrów sześciennych odpadów.

Do tych postępowań wskutek pożaru dołączono trzecie. Dotyczyło ono braku monitoringu na składowisku w Raciniewie. W ten sposób, jak tłumaczy nam Marek Pawlik, kierownik toruńskiej delegatury WIOŚ, naruszono warunki pozwolenia wydanego przez starostę. WIOŚ nałożył już po wszystkich postępowaniach kary. Za nielegalne składowisko w Unisławiu – milion złotych. – To maksymalna kara, którą dopuszcza prawo – wskazuje Pawlik. I dodaje, że do tego należy doliczyć około 500 tysięcy złotych kar za nieprawidłowości w Raciniewie.

Także i tutaj do wyegzekwowania kar daleko. Wszystkie decyzje wydane przez WIOŚ oprotestowało Ergum. – Nasze decyzje mają więc obecnie charakter nieprawomocnych – podkreśla Marek Pawlik. W ramach drugiej instancji sprawą zajmuje się więc Główny Inspektorat Ochrony Środowiska. Do kiedy potrwają jednak postępowania odwoławcze – nie wiadomo. Kierownik Pawlik szacuje, że może to potrwać od kilku miesięcy do nawet roku.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Więcej artykułów na temat pożaru składowiska opon w Raciniewie

5 1 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
jan
jan
2 miesięcy temu

Kaktus mi na głowie wyrośnie jak właściciele wysypiska jakiekolwiek odszkodowanie zapłacą. Natomiast jest duże prawdopodobieństwo że za niemożność urzędnikom standart życia się mocno polepszy.

Powiązane treści