Bydgoszcz
20C
Niebo częściowo zachmurzone
88% wilgotność
Wiatr: 7km/h E
H 21 • L 19
13C
Nd
14C
Pon
17C
Wt
16C
Sr
14C
Czw
Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]
Metropolia BydgoskaBydgoszczSportPowrót do elity na plus, choć nie bez skazy – podsumowanie sezonu w wykonaniu Enea Astorii Bydgoszcz
26.03.2020 | 09:56

Powrót do elity na plus, choć nie bez skazy – podsumowanie sezonu w wykonaniu Enea Astorii Bydgoszcz

Na zdjęciu: Koszykarze Enea Astorii zakończyli sezon na 11. miejscu.

Fot. Szymon Fiałkowski

Dla bydgoskich koszykarzy minione, skrócone rozgrywki były pierwszymi na najwyższym szczeblu po trzynastu latach tułaczki po niższych ligach. Ostatecznie podopieczni Artura Gronka sezon ukończyli na jedenastej pozycji, wygrywając dziesięć spotkań, a przegrywając jedenastokrotnie.

Patrząc na to, co aktualnie dzieje się na świecie, takie rzeczy jak przedwczesne zakończenie Energa Basket Ligi, wstrzymanie rozgrywek NBA czy też opóźnienie sezonu żużlowego wydają się zupełną błahostką. Mimo tego, w dobie trudnych dni, wielu kibiców sportowych na całym świecie ogarnęła wszechobecna pustka. Z pewnością nie inaczej czują się kibice koszykówki w grodzie nad Brdą, którzy na kolejne, koszykarskie emocje będą musieli poczekać aż do przyszłego sezonu. Bydgoskim fanom “basketu” przykro musi być podwójnie, ponieważ ich pupile w ostatnich kolejkach rozpieszczali wynikami oraz świetną grą. Wydawało się, że brama z napisem “Play – off” otwiera się coraz szerzej i tylko od Michała Chylińskiego i jego kolegów zależy, czy przez tę bramę przejdą. Los napisał jednak inny scenariusz, więc jak to zawsze na koniec sezonu nadszedł czas ocen, komentarzy, podsumowań. Jaki był więc ten pamiętny, a zarazem pechowy rozdział w wykonaniu Enea Astorii Bydgoszcz?

PLUSY:

Charakterny, widowiskowy styl

O ile na przestrzeni całego sezonu forma Astorii była bardzo nierówna, to styl gry, jaki wpoili swoim podopiecznym trener Artur Gronek oraz jego sztab, zasługuje na bardzo duże słowa uznania. Były szkoleniowiec Polpharmy Starogard Gdański z grupy walecznych zadaniowców stworzył kolektyw, w którym każdy doskonale wiedział, za co jest odpowiedzialny. Gronek świadom potencjału ludzkiego, jaki posiada, nie bawił się w skomplikowany atak pozycyjny, czy też nie opierał całego ataku na jednym graczu. Zamiast tego jego zawodnicy skupiali się na walce w obronie oraz na piekielnie szybkich atakach.

“Asta” w sezonie 2019/2020 zdobywała średnio 87.6 punktu na mecz, co dawało czwartą pozycję pod tym względem w całej EBL. Najlepiej styl gry bydgoszczan odzwierciedla jednak inna statystyka. Mianowicie liczba wykonywanych rzutów za dwa, która wynosiła aż 48 w każdym spotkaniu. Astoria co mecz starała się wymuszać jak najwięcej błędów rywali, co wyraźnie odbijało się na dużej ilości zbiórek oraz przechwytów. Praca w defensywie często pozwalała, na zdobywanie łatwych punktów spod kosza, które miały niebagatelny wpływ na wyniki zespołu.

Po wyleczeniu kontuzji przez Michała Chylińskiego, trener Gronek, aby jeszcze bardziej przyśpieszyć tempo gry swoich podopiecznych, zdecydował się na manewr, który za oceanem jest spotykany stosunkowo często, jednakże na naszym kontynencie ciągle stawia wiele znaków zapytania, a więc na granie z zaledwie jednym podkoszowym. Ustawienie Mateusza Zębskiego na pozycji numer cztery było zagraniem va banque, ale odwaga przyniosła pożądane korzyści i “Asta”, grając niską piątką, zanotowała bilans 4-2, a sezon zakończyła serią trzech wygranych z rzędu.

Szybka i efektowna koszykówka, choć często cieszyła oko oraz była prawdziwą kopalnią akcji do top 10 każdej kolejki, miała oczywiście swoje wady. Czasem zawodnikom “nie siedziało” lub też rywal był po prostu zbyt poukładany, silny fizycznie i radził sobie z zasiekami bydgoszczan, tak jak zrobili to lublinianie. Ostatecznie trzeba jednak przyznać trenerowi “Asty”, że wykonał kawał dobrej roboty i stworzył najszybciej grającą i jedną z efektowniejszych drużyn całej ligi.

Trafione transfery

Jak na beniaminka przystało, przedsezonowe okienko transferowe było dla działaczy klubu bardzo pracowite. Szeregi zespołu zasiliło aż 8 graczy, z których tak naprawdę zawodził tylko sprowadzony w trakcie rozgrywek Jaren Sina. Pozostałe nabytki, czyli Walton, Clyburn, Zębski, Kemp oraz zdrowy Chyliński stanowili przez cały sezon trzon drużyny i rozpoczynali w wyjściowym składzie większość spotkań. Po świetnym początku loty obniżył nieco sprowadzony z Ostrowa Michał Nowakowski, ale i on miał na przestrzeni rozgrywek dobre momenty. Lepsze i gorsze mecze notował Walton, jednakże 29-letniemu Amerykaninowi nigdy nie można było mu zarzucić braku zaangażowania oraz waleczności. “Chylu” stracił sporo grania przez problemy zdrowotne, co niebagatelnie odbiło się na formie drużyny, która bez swojego kapitana przegrała dziewięć z trzynastu spotkań. Prawdziwym strzałem w dziesiątkę było jednak sprowadzenie do Bydgoszczy Krisa Clyburna oraz Mateusza Zębskiego.

#ASTATOMY – WESPRZYJ KLUB W TRUDNYM MOMENCIE!

Młody Amerykanin, który w barwach Astorii debiutował w dorosłej koszykówce, dość niespodziewanie na przestrzeni sezonu stał się jednym z liderów drużyny, zwłaszcza w ofensywie. Kris ze średnią zdobywanych punktów na poziomie 15.3 był najlepszym strzelcem drużyny, a jego popis w Zielonej Górze, gdzie nastrzelał miejscowym 35 oczek zostanie na długo w pamięci kibiców.

Zębski natomiast, w układance trenera Gronka był człowiekiem, który spinał poszczególne elementy w jedną całość. W zależności od potrzeby dnia rzucał, zbierał, podawał, czyli robił dokładnie to, czego potrzebowała drużyna. Wiele razy ocierał się o double – double i w porównaniu z zeszłym sezonem zanotował progres w niemal każdej statystyce.

Świetny początek roku

Po słabej końcówce 2019 roku kibice oraz eksperci wróżyli Astorii walkę o utrzymanie. W owym przekonaniu utwierdził wszystkich pojedynek ze Startem Lublin na otwarcie 2020 rok. “Asta” przegrała z lublinianami we własnej hali 75:104 i wszyscy w klubie zgodnie twierdzili, że po tym blamażu muszą spojrzeć w lustro i szczerze odpowiedzieć sobie na kilka pytań.

Wydaję się, że ta męska rozmowa miała wymierny wpływ na wszystkich graczy. W następnych sześciu spotkaniach “Asta” pięciokrotnie schodziła z parkietu zwycięska, a jedyną drużyną, która popsuła serię bydgoszczan, był rywal zza miedzy – Anwil Włocławek. Podopieczni trenera Gronka zaprezentowali się imponująco zwłaszcza w Zielonej Górze, gdzie sensacyjnie pokonali tegorocznych mistrzów i zostali jedyną ekipą, która podbiła halę CRS w sezonie 2019/2020. Kolejnym rywalem beniaminka miały być Wilki Morskie ze Szczecina i w przypadku bydgoszczanie zwycięstwa prawdopodobnie wskoczyliby do czołowej ósemki. Niestety do tego spotkania nie doszło i czarno–czerwoni muszą zadowolić spokojnym utrzymaniem i jedenastym miejscem na koniec sezonu.

MINUSY:

Słabe końcówki i liczne przestoje

Astoria w zakończonym przedwcześnie sezonie rozegrała dwadzieścia jeden czwartych kwart, z których dwanaście przegrała, osiem wygrała i jedną zremisowała. Jest to, bilans delikatnie mówiąc przeciętny, który można porównać do rekordu walk jakiegoś węgierskiego boksera dorabiającego sobie na ringu raz w miesiącu na gali w Międzyzdrojach. Te porażki w finałowych odsłonach były o tyle bolesne, że bydgoszczanie oprócz klęski z Lublinem w każdym spotkaniu byli w bardzo bliskim kontakcie z przeciwnikiem.

Wystarczy cofnąć się pamięcią do dwóch derbowych potyczek z włocławianami. W Bydgoszczy miejscowi prowadzili na kilka minut przed końcem meczu już nawet ośmioma punktami, ale i tak po szalonej końcówce przegrali tamto spotkanie. Podobnie było na początku lutego we Włocławku. Tam Astoria również była bardzo blisko sprawienia niespodzianki, ale ponownie błędy własne i brak pewności na finiszu zadecydowały o porażce.

Przegrane z tak silnym rywalem, jakim był Anwil można jeszcze Astorii wybaczyć, jednakże taki “wyczyn”, jaki bydgoszczanie zafundowali swoim fanom, przegrywając finałową ćwiartkę 11:27 w domowym meczu przeciwko ekipie z Gliwic, wołał o pomstę do nieba. Na liczbie porażek bardzo odbiły się też przegrane końcówki w wyrównanych meczach we Wrocławiu, czy też Radomiu.

Gdyby choć kilka z tych przegranych finiszów “Asta” rozstrzygnęła na swoją korzyść, to prawdopodobnie na koniec sezonu beniaminek znajdowałby się na miejscach 6-7. Trudno powiedzieć, jaka była przyczyna tych słabych końcówek. Część kibiców i ekspertów uważała, że duży wpływ na zaistniały stan rzeczy miała gra z rozgrywającym pozbawionym rzutu z dystansu, inni twierdzą, że brakowało wyraźnego lidera, który wziąłby odpowiedzialność w trudnym momencie na swoje barki. Jedno jest pewne – jeśli w przyszłym sezonie bydgoszczanie marzą o walce z czołówką, to będą musieli znacząco poprawić grę w kluczowych fragmentach spotkań.

Rzuty zza łuku   

Innym, choć mniej bolesnym, aczkolwiek irytującym kłopotem bydgoszczan były nieskuteczne rzuty za trzy punkty. Taktyka zespołu zakładała, że liczne kontrataki kończone były na dwa sposoby. Pierwszy to atakowanie obręczy, co wychodziło koszykarzom Astorii świetnie, a drugi to rozrzucenie piłki za linię 6,75 i rzuty z otwartych pozycji. Tam bydgoszczanom wielokrotnie brakowało pewnej ręki, a rozgrywki zakończyli oni z niespełna 35-procentową skutecznością.

Jedynym zawodnikiem, na którym bydgoszczanie mogli regularnie polegać w tym względzie, był kapitan drużyny Michał Chyliński (42.3% za trzy). Stosunkowo wysoką skuteczność miał również rezerwowy Michał Aleksandrowicz, jednakże popularny “Panda” miał duże wahania formy i nie zawsze był pewnym punktem swojej drużyny. Tacy gracze jak Mateusz Zębski czy Michał Nowakowski zaliczyli kilka spotkań, w których wpadały im rzuty z daleka, jednakże działacze będą musieli w przyszłym sezonie pomyśleć o jakimś strzelcu z pewniejszym nadgarstkiem.

Patrząc na to, jak wiele czasu minęło od ostatniego sezonu “Asty” w najwyższej klasie rozgrywkowej można zdecydowanie stwierdzić, że cała organizacja dobrze poradziła sobie wśród koszykarskiej śmietanki w Polsce. Kibice dopisywali w niemal każdym spotkaniu, a podczas derbowych konfrontacji nawet hala Immobile Łuczniczka pękała w szwach. Klub bez zarzutu wywiązywał się z kontaktów z kibicami, a co najważniejsze – zawodnicy grali koszykówkę, która wielokrotnie sprawiła, że fani wstawali z miejsc. Szkoda, że sezon zakończył się w momencie, kiedy drużyna osiągnęła swój top formy, ale trzeba przyznać, że Enea Astoria Bydgoszcz oficjalnie rozbudziła koszykarskiego ducha Bydgoszczy i wszyscy z niecierpliwością czekać będziemy na dalszy rozwój tej perspektywicznej drużyny.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane treści