Sławomir Czarnecki: Młyny Rothera będą odpowiadać na zmiany, które będą się działy wokół nich [WYWIAD]
Dodano: 28.02.2025 | 06:00Na zdjęciu: Od 2019 roku Sławomir Czarnecki pełni funkcję dyrektora Młynów Rothera. Jak ocenia swoją kadencję?
Fot. Aneta Pawska/Młyny Rothera
Od pięciu lat jest liderem zespołu tworzącego Młyny Rothera – wpierw nakreślił scenariusz instytucji, a teraz odpowiada za jego „reżyserię”. Sławomir Czarnecki – dyrektor Centrum Nauki i Kultury Młyny Rothera odpowiada na pytania o wystawę „Węzły”, koncepcję „Brainspace”, Urban Lab czy brak powierzchni wystawienniczych. W rozmowie nie brakuje spostrzeżeń do dalszego rozważania, także przez inne placówki kultury w Bydgoszczy.
***
Błażej Bembnista: Młyny Rothera otworzyły się dla mieszkańców ponad trzy lata temu. Od tego czasu obiekt wypełnia się treścią. Czy jest Pan zadowolony z jej jakości i tego, co obecnie oferuje się mieszkańcom i turystom?
Sławomir Czarnecki, dyrektor Centrum Nauki i Kultury Młyny Rothera: Czuję dużą satysfakcję z tego, co udało nam się zrobić od momentu, w którym instytucja zaczęła opiekować się obiektem. Zawsze można zrobić więcej i staramy się szukać pól do poprawy swojego działania – tak też powinna funkcjonować każda organizacja. Jesteśmy cały czas w procesie: bardzo dużo udało się zrobić. Trzy wystawy stałe to spora baza do funkcjonowania Młynów.
Pamiętam rozmowę z artystką Violą Kuś, która stwierdziła, że trzeba uznać, że proces ciągłego tworzenia jest cechą instytucji kultury i zawsze będzie im towarzyszył. Młyny zawsze będą w budowie, a przez długi czas używaliśmy przecież nazwy „Młyny w budowie”. Czuję zadowolenie, a jednym z osobistych wymiarów tej satysfakcji jest zespół pracowników i pracowniczek Młynów Rothera. Niezależnie od tego, czy zajmują się księgowością, techniką czy administracją, programem, edukacją, kontaktem z naszymi gośćmi, komunikacją – robią to z wielkim zaangażowaniem. Podobnie jak osoby współpracujące z nami przy świadczeniu usług ochrony i sprzątania.
Porozmawiajmy zatem o procesie. Trwają prace nad przebudową strefy wejścia i sali konferencyjnej – a jak wyglądają przygotowania do kolejnych inwestycji? Zacznę od propozycji zapowiadanej i pozostałej z pierwotnej wizji zagospodarowania Młynów – „Brainspace”. Czy to będzie coś atrakcyjnego? Czy uda się uniknąć typowego “muzeum mózgu”?
Pomysł już jest. Mamy gotową koncepcję – jeszcze w tym roku zlecimy przygotowanie projektu. Od początku ideą prof. Marka Harata było to, by o mózgu opowiadać w sposób, który będzie interesujący dla odbiorcy. Istotą było to, by przybliżyć tematykę związaną z funkcjonowaniem mózgu oraz przede wszystkim z dbaniem o swój mózg. To doskonale objawiło się w koncepcji i takie będzie przesłanie tej interaktywnej, immersyjnej wystawy. Planowane są też działania wokół niej, żeby uświadomić sobie, jak wspaniałym narządem dysponujemy i jak ważne jest to, by go nie niszczyć.
„Brainspace” dopełni ofertę ekspozycji w Młynach Rothera – pierwsza wystawa, czyli „Węzły. Opowieść o mieście nad rzeką” jest przede wszystkim narracyjna. „Młyn-Maszyna” i „SOWA – Strefa Odkrywania, Wyobraźni i Aktywności” są interaktywne, z kolei odwiedzając „Brainspace” dotkniemy popularnego obecnie nurtu immersyjnego – wcześniejsze wystawy dysponowały multimediami bardzo oszczędnie. Będzie ona oddziaływać na wszystkie zmysły i dążyć do wystawy immersyjnej – czyli takiej, która stwarza perspektywę „totalnego zanurzenia” w realnym doświadczeniu. Czasem na odbiorcę będziemy działać samym dźwiękiem, czasem będziemy wpływać na zmysł równowagi, a czasem na wzrok. Nie chcemy przeładować odbiorcy wiedzą, a zabrać w podróż po mózgu i poruszyć tak, by sam czuł się zachęcony do działania, na przykład do pogłębienia wiedzy. Nie chcemy dużo zdradzać, ale to nie będzie trywializacja tematu i rozrywka, a mocna, intensywna opowieść.
Podczas której poczujemy „przyjemne mrowienie”?
Gość ma z jednej strony poczuć zachwyt, a z drugiej – co jest ważnym wątkiem i ujęło mnie w koncepcji prof. Harata – budować współczucie dla osób, które doświadczają różnych zaburzeń neurologicznych. Wiemy, że coraz częściej występują one w społeczeństwie; a depresja staje się swojego rodzaju epidemią.
Precyzując – w tym roku będzie przetarg na projekt ekspozycji? Co dalej?
Na podstawie gotowej koncepcji możemy ogłosić przetarg na projekt wykonawczy i zrobimy to w tym roku. Będzie to projekt złożony i skomplikowany, zatem zakładam, że prace nad nim zajmą minimum rok. Potem wejdziemy w fazę realizacji: jej termin będziemy w stanie określić po przygotowaniu projektu. Dla mnie perspektywa oddania wystawy dla zwiedzających w ciągu trzech lat byłaby optymalna.
W zeszłym roku zapowiadał Pan również powstanie księgarni z pamiątkami, pracowni kulinarnej z wkomponowanymi w nią elementami wyposażenia z Piekarni Bigońscy – co jest istotne dla tożsamości Bydgoszczy, strefy ogólnodostępnej czy pracowni edukacyjnej (m.in. laboratorium nasion). Jak wyglądają przygotowania do ich realizacji?
To wszystko zacznie się materializować w przyszłym roku. W połowie tego roku zaczniemy prace związane z dostosowaniem pomieszczeń, by wprowadzić w Spichrzu Mącznym funkcję edukacyjną. Perspektywa uruchomienia pracowni edukacyjnych jest znacznie bliższa niż „Brainspace”. To dla nas ważne, że wyposażenie piekarni i cukierni Bigońscy pojawi się w pracowni kulinarnej. Nie będą to tylko eksponaty, ale miejsce aktywności. Pracownia domknie jedną z opowieści o Młynach: na wystawie „Węzły” opowiadamy o rozwoju Bydgoszczy, dzięki któremu powstały Młyny, na „Młyn-Maszynie” nawiązujemy do tego, jaką funkcję pełniły, a w pracowni kulinarnej będziemy mówili o efektach ich młyńskiej pracy.
Warto podkreślić, że w Młynach mamy już jedną pracownię kulinarną – w kawiarni społecznej „Nowe Miejsce”. Kulinaria wpisują się w trend turystyczny, który nigdy nie traci na ważności – doświadczenia smaku. Zachowana pamięć o piekarni i cukierni Bigońskich będzie hołdem dla wszystkich bydgoskich rzemieślników i przedsiębiorców, którzy przed II wojną i po niej budowali dobrobyt miasta.
Siłą Bydgoszczy jest przemysłowa historia miasta. Czy Młyny nie będą także poruszały innych tematów z nią związanych? Przez pięć lat Pana kadencji pojawiło się zapewne znacznie więcej pomysłów niż tylko te poddane pod realizację?
Będziemy to rozpracowywać. Jest potencjał do opowiadania o każdym zakładzie pracy. Każdy aspekt dziedzictwa przemysłowego zasługuje na swoją wystawę czasową bądź projekt. Chcielibyśmy to robić, ale mamy ograniczone zasoby, musimy wybierać. Tworzymy jednak Bydgoskie Dni Projektowe, a one są także okazją do mówienia o dziedzictwie. W zeszłym roku opowiadaliśmy o neonach, o wizualnej stronie miasta; wcześniej wraz z Fundacją Bochińskich tworzyliśmy wystawy, które podejmowały temat dziedzictwa przemysłowego i projektowego Bydgoszczy.
Bydgoskie zakłady miały – a niektóre do dziś mają – działy projektowe. To ważne, by podkreślić kreatywny potencjał miasta. Będziemy dalej snuć opowieści o przemyśle- robimy to w ramach projektu Wywiad-Rzeka. W jego ramach zbieramy historie, przyjmujemy pamiątki, skanujemy zdjęcia – dziedzictwo jest dla nas ważne i w naszym przekonaniu jest budulcem tożsamości miasta. Przy czym, nie należy tylko nostalgicznie rozpamiętywać tego, co było, ale być dumnym z Bydgoszczy i iść do przodu.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Nowe plany Młynów Rothera. Wiosna pod znakiem młodzieży, spotkań literackich i rozmów
Mówimy o dziedzictwie też po to, by mówić o przyszłości i o przemysłach kreatywnych. Młyny – co mnie bardzo cieszy – stają się kreatywnym sercem Bydgoszczy. Odbywają się tu hackathony, konferencje dla start-upów, spotkania różnych branż, np. cykliczne spotkania dla projektantów, grafików i innych osób z branży kreatywnej z Bydgoszczy i okolic „Dawaj na Dizajn”. Jako instytucja udostępniamy organizatorom naszą przestrzeń – dla mnie było to ważne od początku.
A jakich tematów nie było na początku, a teraz funkcjonują?
Na pewno temat migracji. Do Bydgoszczy przybywają nowi mieszkańcy i mieszkanki. Kawiarnia Nowe Miejsce, przestrzeń międzypokoleniowych i międzykulturowych spotkań, jest na to odpowiedzią. Impulsem do jej powstania był wybuch pełnoskalowej wojny w Ukrainie, równo trzy lata temu. Projekt udało się zrealizować dzięki wsparciu Miasta Bydgoszczy i IKEA.
Drugi temat to młodzi. Obecnie skupiamy się na nich – to też jest efekt tego, co zadziało się wokół Młynów. Młodzież spontaniczne wypełniła Młyny, szczególnie taras po jego otwarciu. Nie mogliśmy tego zignorować, chociaż temat młodych nie był wiodący na początku funkcjonowania Młynów.
Czy dzięki mikrograntom i innym programom, jak Open Call 5×5 Młynom udaje się skutecznie przyciągać młodzież?
Udaje się to robić w ten sposób, że przyciągamy poszczególne grupy, świadomie organizujemy wydarzenia, np. szkolenia dla młodzieżowych liderów czy mikrogranty. Są też grupy, które przyciągają same Młyny – ich atmosfera, klimat. Młodzi korzystają z naszej przestrzeni i się w niej spotykają. To wydaje się drobnym działaniem, ale dzięki temu jesteśmy „trzecim miejscem” w ich życiu, mogą się u nas poczuć bezpiecznie. Postrzegamy to w kategoriach sukcesu; teraz staramy się zapraszać młodzież na spotkania dotyczące tematów dla nich ważnych. Rozpoczęliśmy cykl „Odpowiedzialni za siebie”.
PRZECZYTAJ WIĘCEJ: Mocne przesłania i osobiste historie. Nowy cykl Młynów Rothera z rekordową frekwencją
Trzeba też jasno powiedzieć, że przyciąganie młodych ludzi do instytucji jest potężnym problemem. To nie wynika z ich złej woli. Młodzi – co wynika z badań – są potwornie przeciążeni i zmęczeni. System edukacyjny, problemy dnia codziennego, dojazdy do szkoły wykańczają ich na tyle, że naprawdę należy się cieszyć z każdej młodej osoby, która korzysta z oferty kulturalnej.
Chciałbym wrócić do Bydgoskich Dni Projektowych. Trzeba Panu oddać, że wraz z zespołem ożywił bydgoską ofertę kulturalną i edukacyjną, czego przykładem jest to wydarzenie. Czy Dni Projektowe w tym roku podniosą poprzeczkę?
Bydgoskie Dni Projektowe to ambitny projekt. On jest rozpisany na lata. Pozwólmy się mu spokojnie rozwijać, szukać swojej drogi. Chcę nie tyle iść w spektakularność wydarzenia, a bardziej w działanie przez cały rok, w trwałe efekty. W zeszłym roku na jednym z warsztatów prowadzonych przez Natalię Wielebską z Traffic Design narodził się pomysł na projekt „zróbMY. to” – stworzenia na terenie Politechniki Bydgoskiej miejsca sprzyjającego integracji społecznej i pracę nad nim trwają, są duże szanse na realizację. To dla nas miara sukcesu przedsięwzięcia.
Chcieliśmy poprzez Dni Projektowe wypełnić niszę i zająć się tematyką dizajnu, chociaż nie tworzymy typowego festiwalu dizajnu, bo od tej formuły się odchodzi. Bydgoskie Dni Projektowe to bardziej festiwal miejski. W tym roku zrobimy kolejny krok, ale to nie będzie „więcej, szybciej i mocniej”, za to bardziej wejdziemy w miasto i codzienność.
Skoro mówimy o mieście – czy tak jak społecznicy wiąże Pan duże nadzieję z Urban Labem?
To spełnienie marzeń społeczników. Bardzo się cieszę, że udało się go otworzyć. Jest to program miasta, koordynowany przez Biuro Aktywności Społecznej, ale nieprzypadkowo został zlokalizowany w Młynach jako przestrzeni, która ma potencjał przyciągania i stała się już hubem kreatywnym. Wiążę duże nadzieję z tym programem – on tematycznie dotyczy młodych ludzi, do 35. roku życia, czyli także tych, które pracują zawodowo, założyli rodziny.
Takie formy laboratoryjne i badawcze są dla mnie interesujące. Urban Lab wprowadzi nowe idee. Myślę, że będzie takim „think-tankiem”.
Znaczenie Młynów jest spore, o czym świadczy, że stały się być może jedynym miejscem debaty o Bydgoszczy – o jej przyszłości, o młodzieży czy o architekturze i urbanistyce. Czy będzie ich więcej? Czuję, że jest taka potrzeba, bo podczas nich pojawią się ważne tematy i przyciągają one środowisko kreatywno-miejskie.
Myślę, że tych ognisk debaty jest więcej – i tak powinno być. Widzę w Bydgoszczy potrzebę, by działania kulturalne „rozlewały się” na osiedla i były prowadzone przez różne, także małe, organizacje. My jesteśmy miejscem na Wyspie Młyńskiej i pracujemy na rzecz tego konkretnego miejsca, ale kultura powinna przenosić się z ulicy na ulicę. Nie możemy poprzestać na symbolicznej Gimnazjalnej. Ulicy, która tętni życiem i ma status kultowej. Powinniśmy mieć już pięć takich „Gimnazjalnych”.
Nam też zdarza się wyjść z murów, takie odważne wyjście skierowaliśmy do Fordonu. Na etapie prac nad wystawą „Węzły” osoby ze Stowarzyszenia Miłośników Starego Fordonu uświadomiły nas o jego znacz





