„To był trudny czas”. Przyjemski nigdy nie porzucił marzeń o Bydgoszczy
Dodano: 25.09.2026 | 09:48Na zdjęciu: Marek Ziębicki i Wiktor Przyjemski.
Fot. Michał Młodzikowski.
Wiktor Przyjemski opuścił Abramczyk Polonię na dwa sezony. Wrócił i walnie przyczynił się do upragnionego awansu Bydgoszczan po trzynastu latach do PGE Ekstraligi. – Sport polega na podejmowaniu trudnych decyzji. Przy tamtej Wiktor szczerze płakał. Najważniejszy był rozwój kariery – wspomina Marek Ziębicki, menedżer Przyjemskiego w rozmowie z WP SportoweFakty.
Abramczyk Polonia czekała na powrót do elity 13 długich lat. W tym czasie zdążyła odbudować swoją kibicowską potęgę. Frekwencja podczas wyjazdu na finał Metalkas 2. Ekstraligi do Poznania była prawdopodobnie największą w historii klubu. Tak sądzi również prezes Jerzy Kanclerz, co podkreślił w rozmowie z MetropoliaBydgoska.PL.Droga do awansu nie była też łatwa dla Wiktora Przyjemskiego, który wielokrotnie musiał podejmować trudne decyzje. Pierwsza z nich, to ta z 2019 roku, na którą zdecydował się 7 lat wcześniej.
– Z prezesem Jurkiem Kanclerzem poznaliśmy się w 2019 roku. Wtedy przejmował klub, a my byliśmy dosłownie kilka dni przed podpisaniem kontraktu w Zielonej Górze. Mieliśmy super relacje z Patrykiem Dudkiem i stąd taki pomysł. Jurek powiedział mi wtedy, że mamy kilka dni na określenie się, czy zostaniemy w Bydgoszczy. Wkrótce Wiktor został zawodnikiem Polonii, a inni koledzy niestety nie” – powiedział menedżer Wiktora Przyjemskiego, Marek Ziębicki, w rozmowie z WP SportoweFakty.
Prezes Jerzy Kanclerz odbudował Abramczyk Polonię. „Sukces należy do niego, jego synów i trenera”
Awans Abramczyk Polonii do PGE Ekstraligi jest zasługą żmudnej pracy wielu osób. Na czele projektu nieprzerwanie przez osiem lat stał jednak prezes Jerzy Kanclerz. Kulisy rozmów z Przyjemskim i innych negocjacji oraz dobrze podjętych kluczowych decyzji jasno wskazują, że awans jest przede wszystkim zasługą prezesa, którego nie przerosło trudne wyzwanie, jakim było prowadzenie klubu. Choć z wielkimi tradycjami, to pogrążonego w kryzysie, pozostawionego z długami. Odbudowa reputacji 7-krotnych Drużynowych Mistrzów Polski wymagała czasu.
– Jurek zawsze jest i był konkretny, wymagający. Mamy fajną relację. Gdy się z nim sprzeczam, pomimo różnicy wieku, jak na przykład o to, jak wygląda dziś zawodowy biznes, zawsze stawia na swoim. Rezultaty pokazują jednak, że idzie dobrą drogą i jego metody działają. Dowodem jest na przykład to, że Wiktor płatności otrzymywał od prezesa następnego dnia. Pomagam, ile mogę, ale cała zasługa tego, co się udało zrobić, należy do niego, jego synów, trenerów Darka Śledzia, Jacka Woźniaka i osób technicznych. Mój udział był tylko dodatkiem – podkreśla Ziębicki.
Trudna rozłąka. Cierpiał zarówno Przyjemski, jak i kibice Abramczyk Polonii
W 2023 roku Abramczyk Polonia nie zdołała wywalczyć awansu do PGE Ekstraligi. Z kolei Przyjemski został najlepszym zawodnikiem rozgrywek. W kluczowym momencie sezonu nie mógł też pomóc drużynie, bo z jazdy wyeliminowała go kontuzja. Część kibiców nie mogła przełknąć, że ulubieniec publiczności rozstaje się z lokalną społecznością.
– To bezapelacyjnie najtrudniejszy moment mojej żużlowej działalności. Na szali wisiał rozwój Wiktora. Graliśmy fair, bazując na transparentności. Prezes dowiedział się o naszych planach z dużym wyprzedzeniem już rok wcześniej, co zrobimy, jeśli ponownie nie uda się awansować. Okoliczności podsyciły dramaturgię. Kontuzja wyeliminowała Wiktora w kluczowym momencie. W Rybniku i w Bydgoszczy nie było mu dane na torze wspomóc kolegów. Powstałej luki nie udało się zniwelować. Abramczyk Polonia odpadła po dramatycznej walce. Wiktor mógł tylko bezsilnie przyglądać się wszystkiemu z boku, a to jest dla zawodnika zawsze najtrudniejsze. Nie mógł wyjechać na tor – wspomina Ziębicki tamten czas.
Część fanów nie zaakceptowała odważnego kroku Przyjemskiego. Zarzucano mu, że utracił lokalny patriotyzm. Wychowanek jednak nawet po transferze był częstym gościem w bydgoskim parkingu. Nadal myślał o projekcie i powrocie.
– W naszym obozie nikt nie utracił lokalnego patriotyzmu. Już rok wcześniej świadomie przedłużyliśmy kontrakt na kolejny rok w 1. lidze określając warunki na wypadek, gdyby awans się nie udał. Rozumiem natomiast rozgoryczenie. Nam towarzyszyły tak samo intensywne emocje, trudne do okiełznania. Chyba najlepszym dowodem były łzy Wiktora, gdy ogłaszał swoją decyzję. Szczere. Widoczne w tamtej chwili nie tylko u niego. Wziął odpowiedzialność na klatę, przemówił do kibiców, jak na faceta przystało, przed całym stadionem. Większość przyjęła to do wiadomości, zaakceptowała. Życie jest sztuką podejmowania trudnych decyzji. To nas wiele kosztowało. W Bydgoszczy mieliśmy dom, marzenia i niezrealizowane cele. Trzeba było jednak skoczyć na głęboką wodę. Najważniejszy był rozwój kariery – podkreśla Ziębicki.
Przyjemski chciał wrócić już po roku. O odroczeniu planów zadecydował jeden bieg
Przyjemskiemu stworzono idealne warunki do rozwoju. Choć zmiana środowiska była dużym wyzwaniem, skok na głęboką wodę go nie przytłoczył. W Lublinie czerpał wiedzę od najlepszych. W tym Bartosza Zmarzlika. Zdobył Drużynowe Mistrzostwo Polski. Rok później awansował z Orlen Oil Motorem do finału rozgrywek.
– O Wiktora dbano, jak o wychowanka. Zawsze traktowaliśmy ten rozdział w karierze bardzo poważnie. Drużynowo sięgnęliśmy po złoty medal Drużynowych Mistrzostw Polski w debiutanckim sezonie, rok później też pojechaliśmy w finale. Niemniej Wiktor w tym samym czasie nigdy nie zapomniał o Bydgoszczy. Wręcz przeciwnie. On i ja myśleliśmy o Abramczyk Polonii nieustannie – przyznał Ziębicki.
Już po roku Przyjemski był bliski powrotu do Bydgoszczy. Ostatecznie jednak Abramczyk Polonia o włos przegrała finał rozgrywek z Innpro ROW-em. Wtedy decydował ostatni wyścig. Z kolei umowa dotyczyła powrotu w przypadku awansu. Ziębicki jasno podkreślił, dlaczego Przyjemski często pojawiał się w parkingu, przy okazji różnych imprez, a gdy grafik na to pozwalał, regularnie pojawiał się podczas meczów ligowych.
– Bo ani Wiktor, ani nikt z naszego obozu nie porzucił marzeń związanych z Bydgoszczą. Tu jest nasz dom i nic tego nie zmieni. Zresztą media szybko zaczęły rozpisywać się na temat planów dotyczących powrotu do Abramczyk Polonii w przypadku awansu do PGE Ekstraligi. Ten sukces w 2024 roku był na wyciągnięcie ręki. O wszystkim decydował ostatni wyścig. Znów los napisał dramatyczny scenariusz i jak to bywa w karierze zawodowego sportowca, pojawiły się złość i rozżalenie. Ponownie dała o sobie znać bezsilność, tylko innego typu. Trzeba było się z tym pogodzić. Drugi rok w elicie był nam potrzebny. Po raz kolejny stanęliśmy przed trudną decyzją, chociaż sytuacja była klarowna. Zachowaliśmy się konsekwentnie. I tak trochę nagięliśmy niepisane zasady, którymi większość środowiska się kieruje. Prezes Jakub Kępa poszedł nam bardzo na rękę i czekał na rozwój wypadków. To był szczodry gest, za który byliśmy mu wdzięczni. Danego słowa nie złamaliśmy – zauważył Ziębicki.
W sezonie 2025 awans do elity znów się nie udał. Tym razem lepsza w finale od Abramczyk Polonii okazała się Fogo Unia. Baraż z kolei wygrała Gezet Stal Gorzów. Mimo tego Przyjemski zdecydował się na odważny krok i opuścił Motor Lublin. Był jednym z czołowych zawodników, z ugruntowaną już pozycją w elicie. Wrócił jednak do domu realizować cele i walczyć o wspólne marzenia.
– Zetknęliśmy się z opiniami, że takie postępowanie to sportowe szaleństwo, choć trudno było się z tym do końca nie zgodzić. Powiedziałem mu, że w 1. lidze rok to nie wyrok: podnieś sobie poprzeczkę, zrezygnuj z pozycji juniora pomimo wieku 21 lat, pokonaj jako U-24 zawodników w biegach nominowanych. To dopiero go zmobilizowało. Wtedy też Wiktor jasno zasygnalizował, jakie są jego priorytety, marzenia oraz odpowiedział nielicznym niedowiarkom, czy tęskni za domem na pełen etat. W jego sercu od zawsze płynie Abramczyk Polonia. Tu miał niedokończone sprawy. Myślę, że wrócił w momencie, gdy klub go najbardziej potrzebował. I zrobił to bez zawahania – wspominał Ziębicki.
Odważna decyzja Przyjemskiego o powrocie. „Mieliśmy jeden wspólny cel – wprowadzić Abramczyk Polonię z powrotem na salony”
To okazało się ważnym krokiem dla całej bydgoskiej społeczności. Pomogło także w negocjacjach z Szymonem Woźniakiem. Kapitan Abramczyk Polonii otwarcie przyznał, że ruch Przyjemskiego wywarł na nim ogromne wrażenie i wpłynął na jego decyzję o przedłużeniu kontraktu z bydgoskim klubem.
– Nasz wspólny sponsor Krzysztof pomógł w powrocie Szymona do Bydgoszczy. To był początek, o którym mało osób wie. I nie chodzi, jak zawsze, o pieniądze, tylko w pełni profesjonalne doradztwo. To był wtedy trudny czas dla wszystkich bydgoskich kibiców. Losy naszego wspólnego projektu bardzo się ważyły. Perspektywa prezesa Kanclerza była nie do pozazdroszczenia, choć cały czas trzymał rękę na pulsie i wykazywał się ogromnym zaangażowaniem. W zawodowym sporcie pewne rzeczy trzeba przewidywać z wyprzedzeniem. Wszyscy wiedzieli, że Fogo Unia jest trudna do pokonania, ewentualny baraż też, i trzeba być gotowym na każdy scenariusz. Nadal byliśmy z Wiktorem blisko bydgoskiego żużla. Zdawaliśmy sobie sprawę z gwarantowanego poziomu sportowego oraz z wagi ewentualnego powrotu Abramczyk Polonii do Ekstraligi, jednak wiedzieliśmy, że to będzie bardzo duże wyzwanie dla Polonii – opisywał tamte chwile Ziębicki.
Woźniak podkreślał też, że ruch Przyjemskiego należy określić mianem bardzo dojrzałego. Jak opowiada z kolei menedżer wychowanka Gryfów, współpracującego z Red Bullem, Zaczęło się to wspólnego spotkania i zazębienia wizji kilku osób.
– Mieliśmy z Szymonem, jego menedżerką Karoliną i Wiktorem wspólny cel – wprowadzić Abramczyk Polonię z powrotem na salony. Warto dostrzec, że kilka osób blisko związanych z klubem pomogło złożyć to w całość. Oczywiście na końcu akceptował to prezes Jurek. Te osoby chcą pozostać anonimowe, choć mnie, aż korci, aby im oficjalnie podziękować – przyznał Ziębicki.
Abramczyk Polonia nie tylko wróciła do PGE Ekstraligi, ale dokonała tego zestawieniem kadrowym ściśle związanym z Bydgoszczą. To z kolei krok w stronę spełnienia marzeń Ziębickiego.
– Szymon i Wiktor to nasi wychowankowie. Bydgoscy kibice traktują też jak swojego Krzyśka Buczkowskiego. On wprawdzie żużlowego rzemiosła uczył się gdzie indziej, ale nad Brdą spędził wiele lat i jest uwielbiany przez lokalną publiczność. W dorosły żużel wchodził wtedy wielki talent Maks Pawełczak, który również był kolejnym kluczem do tego sukcesu. Także Kai Huckenbeck ścigał się dla Abramczyk Polonii trzykrotnie, w różnych odstępach czasu. Również ten mój ulubieniec Olek Łoktajew jeździł z gryfem w poprzednich latach. To nie była zbieranina przypadkowych ludzi. Serce aż mi rośnie, jak o tym mówię. Osoby, które mnie znają, wiedzą, że mam trochę szalone marzenie, by ujrzeć Abramczyk Polonię opartą na samych wychowankach i chłopakach z bydgoskim DNA – zauważył menedżer.
Ziębicki wykonał trudną pracę. Przyczynił się do rozwoju wychowanków
Ziębicki również miał wpływ na odbudowę Abramczyk Polonii. Wykonywał żmudną pracę, której na co dzień nie widać. Doglądał interesu wielu bydgoskich młodych adeptów, w tym oczywiście Przyjemskiego, pomagając w zapewnieniu im solidnego zaplecza i rozwojowi kariery.
– Swego czasu angażowałem się w rozwój wielu karier, ale na dziś pracuję tylko i wyłącznie z Wiktorem i dodatkowo pomagam finansowo kilku innym. Doba niestety nie jest z gumy i na wszystko nie starcza czasu. Gdy już się czegoś podejmuję, lubię to robić na swoich zasadach, z dbałością o najdrobniejsze detale. Zawodowo zajmuję się zupełnie czymś innym. To jednak nie sprawia, że nie mam czasu na żużel. On zawsze będzie zajmował bardzo ważne miejsce w moim sercu – opowiadał menedżer.
Bardziej uważne osoby mogły dostrzec Ziębickiego podczas obchodów toru w trakcie sezonu, z koszulką członka sztabu szkoleniowego Abramczyk Polonii. Ten uchylił rąbka tajemnicy i opowiedział o swojej roli.
– Była nieformalna, bo nie mam żadnej licencji PGE Ekstraligi, w pełni społeczna. Z prezesem Jurkiem Kanclerzem poznałem się w 2019 roku. Wtedy przejmował klub, a my byliśmy dosłownie kilka dni przed podpisaniem kontraktu w Zielonej Górze. Mieliśmy super relacje z Patrykiem Dudkiem i stąd taki pomysł. Jurek powiedział mi wtedy, że mamy kilka dni na określenie się, czy zostaniemy w Bydgoszczy. Odparłem, żeby dał mi kilka dni. Wkrótce Wiktor został zawodnikiem Polonii, a inni koledzy niestety nie. Jurek zawsze jest i był konkretny, wymagający. Mamy fajną relację. Gdy się z nim sprzeczam, pomimo różnicy wieku, jak na przykład o to, jak wygląda dziś zawodowy biznes, zawsze stawia na swoim. Rezultaty pokazują jednak, że idzie dobrą drogą i jego metody działają. Dowodem jest na przykład to, że Wiktor płatności otrzymywał od prezesa następnego dnia. Pomagam, ile mogę, ale cała zasługa tego, co się udało zrobić, należy do niego, jego synów, trenerów Darka Śledzia, Jacka Woźniaka i osób technicznych. Mój udział był tylko dodatkiem – podkreślał menedżer.
Marzenie Ziębickiego się realizuje. Wrócił do znaczących słów
Ziębicki widzi szansę na dalszy rozwój bydgoskiej żużlowej potęgi. Nie jest tajemnicą, że dla klubu z tak bogatą historią, szczytem spełnienia marzeń nie jest awans do elity. Klub nadal może bazować na znakomitych wychowankach. Od wielu lat w PGE Ekstralidze utrzymywali się tylko beniaminkowie, którzy wracali do niej po roku. Abramczyk Polonia ma realną szansę zmienić trend, który zdaniem środowiska doprowadził do zabetonowania rynku i znacząco skomplikował sytuację poszczególnych drużyn, które cieszyły się z awansu.
– Dla klubu kierunek jest tylko jeden, ten, który wyznaczają najlepsi. Miałem okazję przed sezonem 2024 rozmawiać o przyszłości Wiktora nie tylko z Jakubem Kępą z Motoru, gdzie ostatecznie trafiliśmy, ale również z panem Andrzejem Rusko z Wrocławia oraz Adamem Krużyńskim z Torunia. Świetne spotkania, nie tylko od strony sportowej, ale również organizacyjno-biznesowej. Wierzę, że Jurek i jego synowie będą dalej rozwijać klub jak dotychczas i wzorem najlepszych rozwijać naszą Polonię. W 2023 roku powiedziałem dosyć znamienne słowa w jednym z wywiadów.
– One nadal są aktualne. Nie żyję z żużla, ale tylko dla żużla. Mam na Wiktora dalsze pomysły, pomagam też innym chłopakom z Bydgoszczy. I mam takie marzenie, żeby kiedyś Polonia była oparta na samych swoich wychowankach. Marzę o czymś, co wydaje się mało logiczne. Chcę, żeby za kilka lat ludzie przyszli na Polonię i zobaczyli samych wychowanków wspartych Szymonem Woźniakiem i Emilem Sajfutdinowem, bo jego też traktuję jak wychowanka. Przybywa chłopaków, z których za kilka lat będzie można zbudować mocną Polonię. Mówią mi: przestań marzyć, zejdź na ziemię, ale ja w to wierzę. Gdy teraz przypominam sobie tę wypowiedź sprzed trzech lat, jestem przekonany, że właśnie realizują się moje i nie tylko moje marzenia. To się naprawdę dzieje. Dedykuję te słowa kibicom i sponsorom związanym z Abramczyk Polonią. Jednocześnie ślę im podziękowania za współtworzenie tak wyjątkowego projektu z tradycjami – podsumował Marek Ziębicki.
- „To był trudny czas”. Przyjemski nigdy nie porzucił marzeń o Bydgoszczy - 25 września 2026
- Abramczyk Polonia ze złotem! Decydowała ostatnia runda - 23 września 2026
- Czas na święto żużla w Bydgoszczy! Abramczyk Polonia ma los w swoich rękach - 20 września 2026








