Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]

Znany polski aktor naprawdę to powiedział i zrobił furorę w Bydgoszczy. Publika nie mogła uwierzyć

Dodano: 12.01.2026 | 20:05

Na zdjęciu: Adam Woronowicz potrafi zaskoczyć. Przekonali się o tym Bydgoszczanie.

Fot. Materiały Prasowe/ Film Song Festival Bydgoszcz

Adam Woronowicz skradł show podczas Film Song Festival Bydgoszcz w Młynach Rothera. Wystarczyła jego rozbrajająca szczerość. – Ludzie często mylą moje role albo mówią, że mnie znają, chociaż nie wiedzą z czego. Inni myślą, że jestem złym człowiekiem, bo grałem złoczyńcę. Przywykłem do tego – mówił znany aktor.

Publika nie zawsze jest przychylna sztuce. – Pewnie w Warszawie im się to nie sprzedawało, więc przyjechali z tym gównem do Gdyni! – naśladował Woronowicz na samym początku spotkania.

– Publika nie zawsze jest zadowolona i wychwala cię pod niebiosa. Zdarzają się i takie komentarze. […] Najgorzej gdy wiesz, że spektakl jest słaby, a musisz go potem zagrać jeszcze kilkanaście razy. To chyba najtrudniejsze i z mojej perspektywy najgorsze dla aktora. W filmie wykonacie ujęcia, pójdziesz na premierę i więcej go nie zobaczysz. Kariera toczy się dalej. W teatrze nie jest to takie proste – opowiadał podczas rozmowy z Kingą Burzyńską.

„Synu nie patrz na niego, bo to zły człowiek”

W jednej z najpopularniejszych ról Woronowicz wcielił się w Sylwestra Hepnera, mrocznego kierownika penitencjarnego. Schwarccharakter ze „Skazanej” chwilami wywoływał wręcz obrzydzenie.

– Niektórzy ludzie nie oddzielają ekranu od rzeczywistości i kojarzą cię z taką rolą w realnym świecie. Miałem sytuację w galerii handlowej, że pokazało na mnie palcem dziecko i powiedziało – zobacz tato, to on. Na co rodzic patrzy i odpowiada – synku spokojnie, to aktor. I po chwili dodał – ale nie patrz na niego, bo to zły człowiek – powiedział Woronowicz, po czym publika wybuchła gromkim śmiechem.

Z podobnym problem borykają się także Tomasz Schuchardt i Tomasz Kot. Drugi z wymienionych aktorów również był w Bydgoszczy i dzień wcześnie spotkał się z mieszkańcami. Także w ramach Film Song Festival. Spotkanie opisywaliśmy w osobnym materiale.

– Doskonale rozumiem jednego i drugiego Tomka. Znam spojrzenia, które teraz na sobie czują. Wielokrotnie doświadczyłem tego samego. Na podstawie takich sytuacji możesz odnieść wrażenie, że zagrałeś dobrze – przyznał serialowy „Darek Wasiak” z „The Office PL”.

Nie ukrywając, że takie role sprawiają mu wielką przyjemność. – Są proste. Wszyscy się ciebie boją. Zdecydowanie więcej się męczysz przy produkcjach typu „Teściowie”. Tam na planie wylewasz siódme poty. Dosłownie. Co chwilę się wycierasz – opowiadał.

Tak powstał hit

Wspomniani „Teściowie” to komedia uwielbiana przez miliony Polaków. Początkowo niewiele wskazywało, że osiągnie taki sukces. – Wszyscy byliśmy zaskoczeni. Zaczęło się od spektaklu, tekstu dla teatru pt. „Wstyd”. Producent patrzy i zachwyca się. Mówi, przenieśmy to do kin. Jest przełom grudnia i stycznia, panuje pandemiczna zima – nie wiadomo kiedy otworzą kina, czy otworzą kina… Podejmujemy szybką decyzję -mamy pieniądze, kręcimy to – opowiadał aktor.

– W Hotelu Polonia realizowaliśmy całe przedsięwzięcie. Mieliśmy mało czasu – 17 dni zdjęciowych. Normalny film kręcisz w 28-35. Warunki jednak należały do bardzo komfortowych. Nie zakładaliśmy, że powstanie druga, a tym bardziej trzecia, czy czwarta część. Osiągnęliśmy sukces. Ludzie płacą za komedię i chcą widzieć komedie, śmiać się. „Teściowie” im to zapewniają – dodał.

Woronowicz podziwiał ekstraklasę, aż sam do niej trafił

Woronowicz wywodzi się z teatralnej ekstraklasy. Rzemiosła uczył w słynnym warszawskim Teatrze Powszechnym, obserwując z bliska największe gwiazdy pokroju Krystyny Jandy i Janusza Gajosa. Dziś sam stał się jednym z najlepszych w swoim fachu.

– Byłem w zespole, który można porównać do piłkarskiego Realu Madryt. Wprawdzie siedziałem na ławce rezerwowych, ale jednak. Podziwiałem to wszystko z bliska. Wtedy w środowisku się śmiali, że nie ma jednak filmu w kinach, w którym nie zagrałby ktoś z Teatru Powszechnego – opowiadał Woronowicz w Bydgoszczy.

To właśnie Janda wywarła na nim największe wrażenie. Nie tylko ze względu na kunszt, ale również etykę pracy. – Mam do pani Krystyny ogromny szacunek. Pamiętam, jak raz skręciła nogę. Mimo tego przyjechała i wystąpiła w monodramie. Dziś młodzi ludzie potrafiliby odwołać występ ze względu na ból głowy – powiedział aktor.

– Nie tylko to było godne podziwu w postawie pani Krystyny. Obserwowałem jak zapełnia sale i myślałem, czy ktoś kiedyś przyjdzie na mnie. Droga, którą musisz przejść jest bardzo długa… – dodał Woronowicz.

I kontynuował, jak to miał w zwyczaju. Nie unikając barwnej anegdoty. – Wyobraźmy sobie mecz Old Boysów FC Barcelony z Old Boysami Lecha Poznań. Przyjeżdżają Katalończycy, okazuje się że grają u nich tylko osoby funkcyjne, liniowi i tak dalej… W skrócie – nie są w optymalnym zestawieniu. Tymczasem zwracają uwagę, że piłki niedobrze napompowane, murawa nie taka… W tym samym czasie w polskim obozie panuje wrzawa, bo znaleźli w szafkach alkohol i się ucieszyli. Właśnie tak opisałbym różnicę pomiędzy początkami a najwyższym poziomem – żartował aktor.

Interweniował… Lech Wałęsa. No prawie…

Zawód aktora nadal wiąże się z pewnymi ograniczeniami. Nie wszystkie sceny można zagrać. – Okazało się, że nikt w tym kraju nie jest w stanie załatwić sceny w samolocie i nawet trudno zdobyć jakąś kartonową imitację, która jest wiarygodna. Zresztą to samo jest ze stacjami benzynowymi, pociągami… nie da się. W końcu wpuszczono nas w Gdańsku, bo zadzwonił Lech Wałęsa…. Wróć. Żartuję – mówił Woronowicz i wybuchł gromkim śmiechem.

– Mówiąc poważnie, odniosłem wrażenie, że gdyby ktoś zadbał o odpowiednie rekwizyty, tworząc imitacje takich wnętrz, zostałby chyba milionerem. W Polsce na pewno trudno nakręcić pewne sceny. Przepisy zabraniają i koniec – kontynuował.

Nie zabrakło także pochwał skierowanych do… Karola Strasburgera. – Jedyny komik w swoim rodzaju. Karol jest zabawny dlatego, że nie umie opowiadać dowcipów. Zawsze coś pokręci albo zapomni. I to jest w tym wszystkim najlepsze – stwierdził Adam Woronowicz.

Bogumił Burczyk