Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]

Trener Zawiszy Bydgoszcz o następnym awansie. „Teraz będzie łatwiej”

Dodano: 05.06.2026 | 13:28

Na zdjęciu: Adrian Stawski i Marcin Łukaszewski.

Fot. Szymon Fiałkowski

Zawisza Bydgoszcz awansował do Betclic 2. Ligi na kolejkę przed końcem. Teraz, gdy emocje opadły, analizę sukcesu dla MetropoliaBydgoska.PL przeprowadził trener zespołu, Adrian Stawski. – Następny sezon to na pewno będzie wyższa szkoła jazdy. Musimy dokonać właściwej analizy. Są jednak sprzyjające czynniki – mówi nam głowa bydgoskiego sztabu szkoleniowego. 

Zawisza Bydgoszcz wygrał w sezonie ligowym 25 spotkań z 34 rozegranych. Zanotował też 5 remisów i 4 razy przegrał. Dorobek okazał się wystarczający, by awansować do Betclic 3. Ligi, na szczebel centralny, w dodatku kolejkę przed końcem. Przypieczętował to triumf 2:0 z Wikędem Luzino, świetnie grającym w końcówce sezonu wiceliderem.

Bogumił Burczyk, MetropoliaBydgoska.PL: Jak pan ocenia sukces na chłodno? Zawisza był piłkarsko najlepszą drużyną rozgrywek, także pod względem stylu gry?

Adrian Stawski, trener Zawiszy Bydgoszcz: Wydaje mi się, że tak i pokazało to kilka spotkań. Przede wszystkim cieszy mnie konsekwencja mojego zespołu. To nie był łatwy sezon. Pod koniec odpieraliśmy ataki Wikędu Luzino, który notował zwyżkę formy i deptał nam po piętach aż do zwycięstwa w bezpośredniej konfrontacji. Wcześniej w pościg ruszyła Polonia Środa Wielkopolska. Liczyła się również Elana Toruń. Sytuacja w tabeli na przekroju poszczególnych kolejek pokazuje więc, jak trudny był to sezon.

Zawisza zawdzięcza swój sukces przede wszystkim temu, że grał najlepszy futbol? Nie tylko pod względem skuteczności, ale również dla oka?

Na pewno końcowy sukces jest kulminacją kilku sprzyjających czynników. Odpowiadając jednak na pana pytanie, wydaje mi się, że spośród zespołów rywalizujących w Betclic 3. Lidze, prezentowaliśmy futbol najprzyjemniejszy dla oka. W aspektach czysto piłkarskich byliśmy najlepsi. Przełożyło się to również na skuteczność. Pomagała także konsekwencja w defensywie. W przedostatniej kolejce wiedzieliśmy, że Wikęd ma swoją koncepcję, troszeczkę bardziej chaotyczną i fizyczną, bazującą na wstrzeliwaniu wysokich piłek w głąb pola.

Byliśmy jednak na takie warianty przygotowani. Mecz długo nie układał się po naszej myśli, ale stworzyliśmy więcej sytuacji. Ostatecznie rywala udało się dopaść dopiero w końcówce meczu i wtedy już dopięliśmy swego. Zazwyczaj Zawisza okazywał się stroną dominującą w rozgrywanych przez siebie spotkaniach. Wystarczy spojrzeć na współczynniki okazji w stosunku do oczekiwanych bramek. Czasami nie wpadało, tak jak w przegranym u siebie spotkaniu z Flotą Świnoujście 0:1. Niemniej chcieliśmy grać w piłkę i to najczęściej procentowało, a że czasem nie idzie… taka jest piłka nożna.

To był sezon bardzo udany na dwóch frontach, także w Pucharze Polski. Jakie to uczucie zajść do półfinału turnieju, z czwartego szczebla rozgrywkowego?

Oczywiście bardzo przyjemne. Widziałem na przykład wywiad z prezesem Zbigniewiem Bońkiem, który chwalił nasz styl gry (mowa o rozmowie z MetropoliaBydgoska.PL, dostępnej -> TUTAJ). Gdy jedna z największych legend polskiej piłki mówi, że grasz fajnie, docenia twoje pomysły i chwali, to zachęca do ciężkiej pracy i działa bardzo motywująco.

Zresztą po meczu z Górnikiem Zabrze, w półfinale Pucharu Polski, podszedł do mnie trener Michal Gasparik i powiedział, że jest pod ogromnym wrażeniem. Jego zdaniem absolutnie nie wyglądaliśmy na drużynę z 4. szczebla rozgrywkowego. Był wręcz w szoku, analizując naszą organizację gry. Tymczasem to jest trener wicemistrzów Polski, w konfrontacji z którymi o awansie do finału, zadecydowała dość przypadkowa bramka. Nie można powiedzieć, że Górnik miał wiele świetnych sytuacji, bo uniemożliwiliśmy stworzenie wielu takich.

Czuje się pan w najlepszym momencie swojej trenerskiej kariery?

Można tak powiedzieć. Wprawdzie już wcześniej, w kilku drużynach, przez wiele lat prowadziłem zespoły na szczeblu centralnym, ale od tamtego czasu wiele się nauczyłem. Teraz znowu wracam na szczebel centralny, z Zawiszą Bydgoszcz. Patrzę w przyszłość z optymizmem. Perturbacje, które napotykałem w Bytovii Bytów i Stomilu Olsztyn mnie zaprawiły.

Potrafiłem z najniższym budżetem w lidze zajmować czołowe miejsca i pokonywać takie zespoły, jak chociażby Widzew Łódź. Potem drużyny przejmował ktoś inny, wcale nie słaby, bo w tym gronie byli znakomici fachowcy, którzy do dziś odnoszą sukcesy na wyższych szczeblach. Jednak w projektach, które zostawiałem z dobrym sportowo wynikiem, spisywali się dużo gorzej. Myślę, że to też o czymś świadczy. W każdym razie, tamte sytuacje wiele mnie nauczyły i przygotowały na bardzo duże wyzwania.

Gdy pan opowiada o takich sytuacjach, przypomina się postać Jose Mourinho. Portugalczyk mówił, odchodząc z niektórych angielskich klubów – po latach zobaczycie, ile znaczył mój wynik i co się stanie. 

Wielokrotnie wychodziło, że miał rację. Oczywiście ja nie zamierzam się przechwalać, ani porównywać do Mourinho, bo to trochę inna liga. Siłą rzeczy jednak też podglądam wielką piłkę. Myślę, że nie ma lepszego pola do nauki, niż czerpać od najlepszych. Powiem więcej, sam starałem się wdrażać pewne rozwiązania w moim zespole i one procentowały. Dlatego nie zamierzam rezygnować z tego również w przyszłości.

Na przykład?

Przed meczem z Chojniczanką Chojnice, która grała taką samą formacją, jak Atalanta Bergamo, pokazałem chłopakom spotkanie Włochów z Paris-Saint Germain w Lidze Mistrzów. Luis Enrique świetnie rozpracował cały projekt i wzorcowo pokazał, jak ogrywać zespół ułożony w ten sam sposób. W skupieniu dokonaliśmy analizy, skorzystaliśmy z tych rozwiązań, także bazując na wymienności pozycji, bardzo widocznej u Paryżan. Efekt był taki, że Chojniczanka odpadła po karnych, ale stworzyła od nas mniej sytuacji. Byliśmy stroną dominującą. Na przykład wtedy usłyszałem wiele pochlebnych opinii na temat mojej drużyny. To zachęcało oczywiście do jeszcze cięższej pracy i pokazało, że moje pomysły mają sens.

Przekazać filozofię to jedno. Kunszt polega na tym, by trafić do zawodników w taki sposób, żeby mogli realizować określoną koncepcję. 

I tu jestem bardzo wdzięczny, że miałem bystry zespół. Nigdy nie mieliśmy problemów, żeby znaleźć wspólny język. Chłopacy mnie słuchali, wyciągali wnioski i razem pchaliśmy projekt do przodu. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem zadowolony z postawy moich podopiecznych.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jest jeden awans, kibice już myślą o kolejnym. 

Nie chcę wychodzić przed szereg. Pewne kwestie musimy ustalić z zarządem, kolejne z chłopakami. Oczywiście po awansie stało się jasne, że czeka nas pewne przemeblowanie, to było nieuniknione. Dlatego już teraz słychać o kilku odejściach. Potrzebujemy też wzmocnień. Czas pokaże, po jakie uda się sięgnąć.

Zależało mi przede wszystkim na napastniku wysokiej klasy. Nie mówię, że takich nie mamy, ale centralne rozgrywki są bardziej wymagające, potrzeba więcej rotacji. Na pewno sportowo staniemy przed dużo trudniejszym zadaniem. Dlatego nie chcę teraz jeszcze niczego obiecywać. Mogę za to zapewnić, że będziemy walczyć i zrobimy wszystko, aby kibice byli z nas dumni.

Wreszcie najważniejsze. W środowisku panuje pogląd, że z 2. ligi łatwiej awansować niż z tej, w której graliśmy. Ja się z tym zgadzam. Po pierwsze, bezpośredni awans wywalczą dwa zespoły. Po drugie, są jeszcze baraże. Teoretycznie więc, można wejść do następnej ligi nawet z szóstego miejsca.  Zobaczymy, jaki piłka nożna napisze scenariusz i na co nas będzie stać, ale jesteśmy gotowi. Następne tygodnie na pewno pozwolą wyciągnąć więcej wniosków i przyniosą liczne odpowiedzi.

 

Bogumił Burczyk