Bydgoszcz
24C
Słonecznie
38% wilgotność
Wiatr: 4km/h SSW
H 25 • L 24
23C
Nd
22C
Pon
21C
Wt
15C
Sr
20C
Czw
Relacja na żywo z dróg w Bydgoszczy i regionie w naszej nowej usłudze TRAFFIC. Kliknij, aby zobaczyć więcej.
Metropolia BydgoskaREGIONInwestycjeDyrektor bydgoskiego oddziału GDDKiA odwołany. Czy czeka nas krach na budowie S5?
mikolaj_bogdanowicz_jaroslaw_golebiewski_gddkia_s5_ST
21.02.2019 | 23:36

Dyrektor bydgoskiego oddziału GDDKiA odwołany. Czy czeka nas krach na budowie S5?

Eryk Dominiczak | e.dominiczak@metropoliabydgoska.pl

Na zdjęciu: Jarosław Gołębiewski (w środku) pełnił funkcję dyrektora bydgoskiego oddziału GDDKiA od końca lutego 2017 roku.

Fot. Sebastian Torzewski

Jarosław Gołębiewski nie jest już dyrektorem bydgoskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. W czwartek został odwołany ze stanowiska – dowiedziała się MetropoliaBydgoska.PL. Zmiana na fotelu dyrektorskim następuje w trudnym momencie – aktualnie toczą się rozmowy GDDKiA z wykonawcą trzech odcinków drogi ekspresowej S5 w województwie kujawsko-pomorskim – firmą Impresa Pizzarotti. Włosi domagają się bowiem dodatkowych pieniędzy za realizację swojej części inwestycji.

I właśnie z uwagi na turbulencje we współpracy z Impresa Pizzarotti odwołanie Gołębiewskiego należy uznać za zaskoczenie. Rzecznik prasowy GDDKiA Jan Krynicki w rozmowie z nami potwierdza, że taka decyzja została podjęta, ale nie wskazuje jej przyczyn. – Odwołanie dyrektora regionalnego oddziału GDDKiA należy do kompetencji generalnego dyrektora – mówi lakonicznie. Jak ustaliliśmy, pełniącym obowiązki dyrektora został mianowany dotychczasowy zastępca ds. inwestycji Zbigniew Szymczak. Ma pełnić tę funkcję do czasu wyłonienia nowego dyrektora, co ma nastąpić w drodze konkursu.

Dużo bardziej wylewni są nasi rozmówcy proszący o zachowanie anonimowości. – Ta decyzja jest totalnie niezrozumiała. Zwłaszcza teraz, gdy Impresa Pizzarotti bierze pod uwagę zejście z placu budowy, co może oznaczać wielomiesięczny paraliż przy powstawaniu drogi S5. Nikt, kto nie będzie miał odpowiedniego umocowania, nie weźmie za tę sytuację pełnej odpowiedzialności i będzie działał asekurancko – przekonuje jedna z osób znających sprawę. Co ciekawe, zdaniem naszego źródła dymisja Gołębiewskiego nie ma związku z problemami z włoskim wykonawcą. – I to jest jeszcze bardziej każe zastanowić się nad sensownością takiego ruchu – podkreśla informator.

O tym, że sytuacja na niektórych odcinkach S5 jest alarmująca, wiadomo od wielu miesięcy. Głównie chodzi o odcinki, za które odpowiedzialna jest Impresa Pizzarotti. Z informacji przekazanych na styczniowej sesji rady miasta przez rzecznika bydgoskiej GDDKiA Tomasza Okońskiego wynika, że na odcinku Nowe Marzy – Dworzysko wykonano jedynie nieco ponad jedną piątą planowanych prac. Niewiele lepiej wygląda sytuacja na odcinku Dworzysko – Aleksandrowo, gdzie zrealizowano zaledwie czwartą część robót. Również 37-procentowy wskaźnik zaawansowania prac na odcinku Białe Błota – Szubin pozostawia wiele do życzenia.

Rzecznik prasowy GDDKiA Jan Krynicki w rozmowie z nami potwierdza, że decyzja o dymisji dyrektora Gołębiewskiego została podjęta, ale nie wskazuje jej przyczyn.

Mimo to, przynajmniej oficjalnie, jedynym odcinkiem z terminem otwarcia przesuniętym na 2020 rok jest odcinek z Aleksandrowa do Tryszczyna (wykonawca to konsorcjum Intercor i Trakcja PRKiI). Tam opóźnienie wynika głównie z konieczności przeprojektowania wiaduktu w Maksymilianowie oraz trwającego dłużej niż zakładano przekazywania terenów pod inwestycję. Tyle że „włoskich” odcinków S5 na mapie GDDKiA pokazującej trasy planowane do oddania do użytku w tym roku również nie ma. – Nie podpisaliśmy jeszcze aneksów, które zmieniałyby termin zakończenia prac – mówił kilka tygodni temu Okoński. Jak podkreślał, analizy wniosków Impreza Pizzarotti trwają.

Do katalogu wspomnianych wniosków pod koniec stycznia GDDKiA mogła dopisać sobie roszczenia finansowe. Włoski wykonawca zażądał bowiem, aby z uwagi „na ogromny i nieprzewidziany wzrost cen na rynku usług budowlanych”, drogowcy „zrównoważyli finansowo kontrakty”. Mówiąc wprost – zapłacili więcej. Impresa Pizzarotti podkreśla, że do tej pory „starała się poradzić sobie z tą sytuacją”, ponosząc „bardzo wysokie dodatkowe koszty na rzecz realizacji projektu i w duchu maksymalnej współpracy”. Tyle że nieoficjalnie spływają informacje, że wykonawca na duchu podupadł, wypowiada umowy podwykonawcom i zwalnia pracowników. A wszystko to niemal w przeddzień zakończenia budowlanej przerwy zimowej, co nastąpi 15 marca.

Zobacz również:

Budowa S10 na odcinku Bydgoszcz - Toruń. GDDKiA składa wniosek o decyzję środowiskową

Przedstawiciele Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad spotkali się już kilkakrotnie z wykonawcą, ale – jak się dowiadujemy – przełomu na razie nie ma. – Pismo, w którym Impresa Pizzarotti wzywa do spełnienia dobrowolnego świadczenia w zakresie trzech odcinków S5 (wartość kontraktów na ich wykonanie to ponad miliard złotych – dod. red.) w związku ze wzrostem cen na rynku zostało jasno określone jako działanie niekontraktowe – wyjaśnia Jan Krynicki. A to oznacza, że drogowcy stoją na stanowisku, iż de facto nie mogą się w ogóle nad roszczeniami Włochów pochylić. – Firma doskonale wie, w jaki sposób zgłaszać roszczenia. Robiła to już zresztą wcześniej. A teraz domaga się pieniędzy w oparciu o własne wyliczenia, a nie obiektywne wskaźniki. Wygląda to na próbę sił – sprawdzenie, na jak wiele mogą sobie pozwolić – mówi nam drugi z naszych informatorów.

Najgorszą z punktu widzenia całej inwestycji byłaby oczywiście decyzja o zejściu Impresa Pizzarotti z placu budowy na wszystkich odcinkach. Oznaczałoby to w praktyce roczne opóźnienie w pracach. Kalendarz jest nieubłagany – taki scenariusz powoduje, że konieczne jest przeprowadzenie inwentaryzacji, ponowne przygotowanie dokumentacji przetargowej i wreszcie – przeprowadzenie samego przetargu. – Cały sezon budowlany 2019 musiałby zostać spisany na straty – podkreśla jeden z naszych rozmówców. Oficjalnie GDDKiA doniesień o możliwej rezygnacji Impresa Pizzarotti z prac nie komentuje, wskazując, że byłabu ona „autonomicznymi działaniami samych wykonawców”. – Nawet jeśli obecne ruchy Włochów są działaniami, nazwijmy to, sondującymi, to zdymisjonowanie dyrektora oddziału w takim momencie jest szczególnie zaskakujące. Trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność – dodaje nasz informator.

Jarosław Gołębiewski został odwołany niemal dokładnie dwa lata po swojej nominacji, która nastąpiła 24 lutego 2017 roku. Przejął wówczas stery od tymczasowo delegowanego na stanowisko dyrektora Jerzego Ptasznika. Wcześniej, w styczniu 2017 roku, z fotelem dyrektora bydgoskiej GDDKiA pożegnał się Mirosław Jagodziński, obecnie szef wydziału inwestycji w bydgoskim ratuszu.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane treści