Bydgoszcz
7C
Słonecznie
87% wilgotność
Wiatr: 1km/h N
H 7 • L 7
14C
Wt
14C
Sr
15C
Czw
13C
Pt
19C
Sob
Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]
Metropolia BydgoskaBydgoszczPolitykaIzolacjonizm czy izolacja? [FELIETON RADOSŁAWA SIKORSKIEGO]
11.09.2021 | 09:00

Izolacjonizm czy izolacja? [FELIETON RADOSŁAWA SIKORSKIEGO]

Na zdjęciu: Radosław Sikorski w Parlamencie Europejskim

Fot. nadesłane

Szanowni Państwo!

Podobno Jarosław Kaczyński już kilka miesięcy temu poinformował współpracowników, że obiera kurs na „izolacjonizm”. Problem w tym, że Polska PiS nie tylko wybiera „izolacjonizm”, ale i cierpi z powodu izolacji. I to nie Kaczyński się izoluje, ale izolują nas inni. Fakt, że Komisja Europejska wstrzymuje wypłatę środków dla Polski z powodu zamachu partii rządzącej na niezależne sądy to tylko kolejne potwierdzenie tego zjawiska.

Dziennikarz Onetu Andrzej Stankiewicz relacjonował niedawno jedną z narad kierownictwa politycznego PiS, która odbyła się „późną wiosną” i podczas której – po dyskusji między innymi o nowym prezydencie USA – Jarosław Kaczyński stwierdził, że to ekipa wroga Polsce i że w związku z tym postawi na izolacjonizm. Słowa Kaczyńskiego rzekomo „zmroziły” uczestników dyskusji, ale oczywiście nikomu nie starczyło odwagi, by otwarcie skrytykować swojego prezesa. Ograniczyli się więc do anonimowego wypuszczenia informacji do dziennikarzy. Dopiero dziś – po wyrzuceniu ze Zjednoczonej Prawicy – międzynarodowe obsesje Kaczyńskiego potwierdza otwarcie Jarosław Gowin.

Jak mówił ostatnio w „Gazecie Wyborczej”, prezes PiS „postrzega współczesny świat głównie jako źródło zagrożeń dla Polski. […] Fatalnie też zawierzył swoim doradcom twierdzącym, że rządy prezydenta Bidena będą tylko epizodem, a potem do władzy wróci Donald Trump. […] Uważa, że trzeba z Polski zrobić coś w rodzaju warownej twierdzy. I przetrwać, dopóki koniunktura międzynarodowa nie zacznie się, z jego punktu widzenia, poprawiać”. Kaczyński rzekomo wierzy również, że już wkrótce w kilku krajach Europy – Francji, Włoszech, Hiszpanii – zwyciężą partie skrajnie prawicowe i eurosceptyczne, dzięki czemu PiS „wróci do głównego nurtu”.

Przeanalizujmy sposób myślenia lidera PiS.

Po pierwsze, Stany Zjednoczone. Nawet jeśli w kolejnych wyborach dojdzie do zmiany prezydenta, to najbliższe wybory prezydenckie odbędą się w USA w listopadzie 2024 roku! Do tego czasu prezydentem będzie albo Biden, albo – gdyby z jakichś względów nie mógł pełnić funkcji – jego wiceprezydentka. W Stanach nie ma bowiem możliwości przyspieszenia wyborów. Co zatem Kaczyński planuje robić przez następne trzy lata – udawać, że Stanów Zjednoczonych nie ma?

Poza tym, owszem, już za rok mają miejsce wybory do Kongresu i niewykluczone, że partia Joe Bidena, czyli Demokraci straci większość w Senacie, a być może także w Izbie Reprezentantów na rzecz Republikanów. To oznaczałoby sparaliżowanie planów prezydenta w polityce wewnętrznej. Ale nieraz już było tak, że jeśli prezydent nie miał możliwości działania w polityce wewnętrznej, to tym bardziej koncentrował się na polityce zagranicznej, gdzie ma znacznie więcej swobody działania, niezależnie od Kongresu. Poza tym, nawet jeśli Republikanie odzyskają większość w Kongresie, to nie znaczy, że rzucą się Kaczyńskiemu w ramiona. Ostatnie potyczki PiS z amerykańskim właścicielem TVN i groźby odebrania licencji spotkały się z potępieniem polityków obu największych amerykańskich partii.

Kaczyński sądzi podobno, że Amerykanie mają w naszym regionie tak istotne interesy strategiczne, że nie zdecydują się na żadne radykalne kroki przeciwko Polsce. Zwłaszcza jeśli polski rząd będzie chciał wydać miliardy złotych na amerykański sprzęt wojskowy. I tu się myli. Ze swoich źródeł wiem z pewnością, że prośba o zgodę na zakup amerykańskich czołgów Abrams, którą wystosował polski rząd, nawet nie zostanie rozpatrzona, dopóki Kaczyński nie zmieni kursu wobec amerykańskich inwestycji w Polsce. A przecież to nie jedyne instrumenty nacisku, jakie mają Amerykanie. Wszystkich swoich żołnierzy z Polski, miejmy nadzieję, nie wycofają, ale przecież mogą wycofać ich część. A już z pewnością mogą nie wysłać dodatkowych.

Po drugie, Unia Europejska. Zastanawiam się, jak ma wyglądać izolacjonizm w relacjach z Unią Europejską, czyli organizacją, którą Polska współtworzy. Będziemy bojkotować unijne szczyty, ignorować nowe unijne regulacje, zasłonimy oczy i udamy, że nas nie ma? I czym ma być izolacjonizm w przypadku kraju o takim położeniu jak Polska? Na znanym globusie z serialu „Ucho prezesa” Polska faktycznie była zajmującą cały glob wyspą otoczoną z każdej strony oceanem. Ale w rzeczywistości jest krajem granicznym Unii Europejskiej, Strefy Schengen oraz NATO i to w czasie, gdy sytuacja na tej granicy staje się coraz bardziej napięta.

Na razie izolacjonizm Kaczyńskiego przejawia się w tym, że nie zgłaszamy się z wnioskiem o pomoc do europejskiej agencji ochrony granic Frontex, chociaż daleko nie mamy – jej siedziba znajduje się w Warszawie. Frontex mógłby wesprzeć polskie służby zarówno sprzętem, jak i dodatkowym personelem z innych krajów unijnych. Z takiej pomocy korzysta Litwa, gdzie – twierdzi Frontex – przebywa 100 dodatkowych funkcjonariuszy wyposażonych w pojazdy i helikoptery.

Jak czytamy na stronach Frontexu agencja „jest w stanie szybko wysłać straż graniczną i przybrzeżną do państw członkowskich UE i państw stowarzyszonych w ramach Schengen stojących w obliczu sytuacji nadzwyczajnej na swoich granicach zewnętrznych. Na żądanie agencji państwa członkowskie muszą zapewnić do 1500 funkcjonariuszy z puli szybkiego reagowania”. Może też pomóc „w koordynacji i finansowaniu operacji powrotowych” dla osób, które nie mają prawa przebywać na terenie UE. W biurze Frontexu poinformowano mnie, że do tej pory agencja przeprowadziła „cztery takie «szybkie interwencje» w Grecji i w tym momencie prowadzi jedną interwencję na Litwie”.

I nie jest to żadna specjalna łaska ze strony Unii Europejskiej. Ochrona granic leży w interesie całej Wspólnoty, a na budżet Frontexu składamy się wszyscy. Budżet, dodajmy, który w ostatnim czasie wzrósł ze 100 milionów euro do prawie 400 milionów euro rocznie. Z budżetu unijnego na lata 2021-2027 agencja otrzyma łącznie 6,4 miliarda euro – poinformowało mnie biuro Frontexu. Te pieniądze mogą posłużyć ochronie polskich granic.

Ale zwrócenie się do Frontexu ma też sens polityczny. Udział unijnej agencji i funkcjonariuszy z innych państw UE w patrolowaniu polskich granic wysyła to sygnał: dla Europy, że polsko-białoruska granica to problem całej Unii, a dla Putina z Łukaszenką, że cała Unia wspiera kraje graniczne. Rozumiem, że w ramach izolacjonizmu Kaczyński chce przerzucić cały ten ciężar na Polskę. Gratuluję pomysłu.

Wreszcie po trzecie, kłopot z koncepcją Kaczyńskiego polega na tym, że Polska zmierza nie tyle w kierunku izolacjonizmu, co izolacji. I nie tylko z woli Nowogrodzkiej, ale też dlatego, że odwracają się od nas nasi partnerzy. Jesteśmy skonfliktowani z Niemcami (wciąż czekam na reparacje, a przynajmniej sumę, jaką planujemy od Berlina uzyskać), z Czechami (porozumienia w sprawie czeskiej skargi na kopalnię Turów jakoś nie widać) i wreszcie z instytucjami unijnymi w Brukseli. Najnowszym przejawem tego ostatniego konfliktu jest wstrzymywanie przez Komisję Europejską zgody na wypłaty środków z 58 miliardów euro, które przypadły Polsce w ramach europejskiego planu odbudowy gospodarek po pandemii.

„Jak wiedzą polskie władze, to także kwestia dyskusji o pierwszeństwie prawa UE i o możliwych konsekwencjach tej kwestii dla polskiego KPO”, mówił 1 września unijny komisarz ds. budżetu Paolo Gentiloni, tłumacząc, dlaczego Komisja wciąż nie podjęła decyzji.

Słowa komisarza potwierdził wiceprzewodniczący UE i komisarz ds. handlu Valdis Dombrovskis. „Potrzebujemy od Polski i Węgier dodatkowych wyjaśnień, które upewnią nas, że kraje te wypełnią wszystkie stawiane przez nas warunki i wymagania. Nim udzielimy zgody na wypłatę środków, musimy uzyskać stosowne zapewnienia”, powiedział.

Chodzi między innymi o wniosek, który już kilka miesięcy temu Mateusz Morawiecki złożył do Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej. Trybunał ma „sprawdzić” relację między prawem unijnym a polską konstytucją. Jeśli stwierdzi, że przepisy unijne nie mogą stać w sprzeczności z polską konstytucją, to otworzy drogę do ignorowania wszelkich niewygodnych decyzji unijnych. Konstytucję interpretuje bowiem TK na zlecenie Kaczyńskiego. A zatem jeśli Kaczyński zażyczy sobie, aby coś z konstytucją było niezgodne, to będzie. Wiedzą to politycy PiS i wiedzą przedstawiciele Unii, dlatego komisarz ds. sprawiedliwości Didier Reynders już dawno temu prosił Morawieckiego o wycofanie wniosku. Morawiecki nie usłuchał i jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.

Ale decyzje instytucji unijnych, które nie chcą się godzić na łamanie niezależności polskich sądów czy też Stanów Zjednoczonych, które nie chcą pozwolić na sekowanie amerykańskich inwestycji, to nie jest żaden izolacjonizm. To izolacja. Z Polską Kaczyńskiego jest jak z trędowatym w średniowieczu, którego właśnie wyrzucono poza mury miasta. On też mógłby powiedzieć, że sam obrał kurs na izolacjonizm…


Powiązane treści