W ratuszu padły rekomendacje dla współczesnych miast. „Politycy muszą się bać mieszkańców”
Dodano: 14.06.2022 | 17:46Na zdjęciu: Podczas konferencji "Rekomendacje ekspertów dla współczesnych miast" ogłoszono zmianę nazwy stowarzyszenia Społeczny Rzecznik Pieszych na Bydgoski Ruch Miejski.
Fot. BB
W Bydgoszczy padły dziś (14 czerwca) ważne rekomendacje ekspertów dla współczesnych miast. Podczas konferencji zorganizowanej przez stowarzyszenie Społeczny Rzecznik Pieszych (od dziś pod nazwą Bydgoski Ruch Miejski) Jan Śpiewak radził, by samorządy zaczęły budować mieszkania, posłanka Paulina Matysiak – by walczyły z wykluczeniem komunikacyjnym, a prof. Dariusz Markowski – by nie realizować dróg w centrum miast kosztem wyburzeń i zwiększania ruchu samochodowego.
Tradycyjna coroczna konferencja popularnonaukowa w tym roku była niezwykle istotna: ogłoszono na niej, że jej organizator – Społeczny Rzecznik Pieszych zmienia nazwę na Bydgoski Ruch Miejski [CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT]. Eksperci zebrali się w sali sesyjnej bydgoskiego ratusza; jak podkreślił podczas otwarcia wydarzenia zastępca prezydenta Bydgoszczy Michał Sztybel, to własnie w tym miejscu powinny toczyć się otwarte debaty, pełne różnych spojrzeń na miasto.
Panel prezentacji w ramach konferencji „Rekomendacje ekspertów dla współczesnych miast” otworzył najbardziej rozpoznawalny gość wydarzenia – Jan Śpiewak. Warszawski socjolog i aktywista sam przyznał, że jest „kojarzony z różnymi aferami”. Działalność Śpiewaka przyczyniła się bowiem do ujawnienia patologicznej skali nadużyć w procesie warszawskiej reprywatyzacji, co sprawiło, że był również bohaterem procesów sądowych. Śpiewak podkreślił, że to, co łączy aktywistów z wielkich miast to przekonanie, że powinni nimi rządzić ludzie, a nie pieniądze. I jak dodał, obecnie nie jest to możliwe, gdyż istotniejszy jest krótkoterminowy zysk i prywatne interesy.
Jan Śpiewak: Miasto to nie suma partykularnych interesów, tylko wspólnota
Działacz stowarzyszenia Energia Miast zauważył, że poważnym problemem Bydgoszczy jest depopulacja, spowodowana nie tylko niskim przyrostem naturalnym czy starzeniem się ludności, ale przede wszystkim wyprowadzką poza jej granice. A życie pod miastem oznacza spore problemy również dla większych ośrodków, które stają się coraz bardziej nieprzyjazne do życia, także – według Śpiewaka – na „święte prawo własności” i dyktat deweloperów. Jego zdaniem, w obliczu kryzysu finansowego i coraz wyższych cen mieszkań, to właśnie władze samorządowe powinny stać się dobrymi deweloperami.
– Miasta nie budują mieszkań. Polska wydaje na politykę mieszkaniową najmniej wśród państw Unii Europejskiej. To zbrodnia na młodych ludziach
– bez ogródek przyznał aktywista. I podał przykład Wiednia, w którym 70% mieszkańców mieszka w lokalach o regulowanym czynszu, czy Londynu, w którym deweloper budujący więcej niż 10 mieszkań musi przeznaczyć 10-15% z nich na lokale czynszowe. Zachęcał też radnych miasta do zobaczenia stolicy Austrii. – 3 dni w Wiedniu robią z każdego socjalistę – przyznał Jan Śpiewak.
Znany aktywista podczas wystąpienia na wydarzeniu Bydgoskiego Ruchu Miejskiego rekomendował też odwoływanie się do koncepcji miasta 15-minutowego, czyli takiego kształtowania przestrzeni, która pozwoli na dojście w 15 minut do wielu punktów handlowych czy usługowych. – Taki wzór skopiowały galerie handlowe. Budujmy gęsto i kwartałowo, ale z zachowaniem rozsądku. Dobra ulica z różnymi funkcjami tworzy krwiobieg miasta – rekomendował Śpiewak. A czego nie rekomenduje? Na przykład budowy nowej infrastruktury dla samochodów. – Jest koszmarnie droga w utrzymaniu. Auta powinny być rugowane z centrów miast. Budowa dróg to głupi pomysł; realizujmy ulice dla ludzi, a nie dla aut – argumentował. Dodał jednak, że przy kiepskim transporcie publicznym ludzie zostali zmuszeni do korzystania z aut, bo inaczej nie dojechaliby do pracy.
Dla Śpiewaka naturalnym jest to, że życie powinno toczyć się w większych skupiskach. – Ludzie kochają żyć w miastach. Nienaturalne jest życie w domkach pod miastem – przekonywał warszawski działacz społeczny. W podobnym tonie wypowiedziała się kolejna prelegentka wtorkowej konferencji – posłanka Lewicy Razem Paulina Matysiak. – Oglądanie „urbanistyki łanowej” to przerażające doświadczenie. Pod miastami nie ma żadnych usług publicznych, ani dojazdu – przyznała.
Paulina Matysiak: Miliony Polaków nie ma dostępu do transportu publicznego
Matysiak jest członkinią sejmowego zespołu ds. walki z wykluczeniem transportowym. Do walki o poprawę jakości polskiego transportu zbiorowego przekonały ją jej własne doświadczenia. – Przez trzy lata codziennie dojeżdżałam do pracy z Torunia do Kutna. 110 kilometrów pokonywałem pociągiem – przytoczyła posłanka. A jej zdaniem, mimo oczekiwań społecznych, władze państwowe czy samorządowe nadal nie myślą o zapewnieniu dogodnej komunikacji – Wręcz przeciwnie. Podczas pandemii obniżano wydatki na nią – nie ukrywała przedstawicielka Lewicy Razem, podając za przykład województwo kujawsko-pomorskie. – Marszałek Całbecki pociął siatkę połączeń kolejowych – przyznała.
Przeczytaj wywiad z Olgą Gitkiewicz, autorką książki „Nie zdążę”: Urzędnik odpowiedzialny za transport musi pojeździć sobie komunikacją
Problem wykluczenia komunikacyjnego dotyka przede wszystkim mieszkańców wsi i mniejszych miast. Matysiak podała przykład młodej dziewczyny spod Aleksandrowa Kujawskiego, która nie może iść do liceum w Toruniu, gdyż nie ma żadnych połączeń komunikacyjnych łączących jej miejscowość z jedną ze stolic województwa. – Tam, gdzie transport odbywa się w dni nauki szkolnej, nie ma go w wakacje i weekendy. Miliony Polaków nie mają dostępu do autobusu i musiały kupić auta – mówiła Matysiak.
Posłanka rekomenduje, by we współczesnych miastach jeszcze bardziej dbać o zieleń, a także spojrzeć na osiedla budowane w okresie PRL, które jej zdaniem są „doskonale zorganizowane” oraz stworzyć taki system transportu publicznego, w którym pociągi na najważniejszych trasach kursują co chwilę, a nie co cztery godziny.
Dariusz Markowski: Nie budujmy dróg w centrum miast
Przewodniczący społecznej rady ds. estetyki Bydgoszczy prof. Dariusz Markowski w swojej prelekcji zwrócił uwagę na to, że brakuje badań zachowań ludzkich w miastach. – Więcej wiemy o siedliskach żubrów niż o zachowaniach ludzi – barwnie opisał profesor. W prezentacji odwoływał się do wielu przykładów z zagranicy m.in. Piazza di Campo we włoskiej Sienie, budynku opery w Oslo czy ukształtowaniu centrum Amsterdamu. – Jego siłą jest brak samochodów. Tam są odpowiednie przestrzenie, co tworzy miejsca spotkań – podkreślał Markowski. Niestety wiele miast jest z perspektywy człowieka wręcz „przerażających”.
– Trzeba stworzyć je pod jego potrzeby, tak jak tworzy się galerie handlowe. Wzorujmy się na miastach średniowiecznych, dodawajmy nowe budynki i stawiajmy na mniejsze odległości. Sprawmy też, by chodnik był „święty”. To niezwykle ważna przestrzeń, która musi być odpowiednio zaprojektowana – bez żadnych potykaczy. Dlaczego na chodnikach stawia się parkometry, skoro służą one zmotoryzowanym? – mówił przewodniczący rady estetyki. Kontynuując, Markowski podkreślał też znaczenie parków, których „nigdy nie jest za dużo” oraz tworzenia miejsc do siedzenia w regularnych odstępach.
– Ideałem jest tworzenie miejsc do wypoczynku co 100 metrów. Czy w Bydgoszczy znalazłbym je nawet co 200 metrów? – pytał retorycznie profesor. Aplauz publiczności wzbudziła jego wypowiedź, by nie budować dróg w centrach miast – takich jak proponowana przez ratusz ulica Nowomazowiecka.
CZYTAJ WIĘCEJ: Profesorskie zagranie w sprawie Nowomazowieckiej. Kamienica przeznaczona do wyburzenia może zostać zabytkiem
To, czego oczekują mieszkańcy, przedstawiła na podstawie swoich badań “Kształtowanie przestrzeni jako wymiar polityki miejskiej na przykładzie Bydgoszczy” Martyna Rajek-Kwiatek z Wydziału Nauk o Polityce i Administracji Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Tak jak inni goście konferencji Bydgoskiego Ruchu Miejskiego zauważyła, że wyzwaniem dla Bydgoszczy jest zatrzymanie rosnącej depopulacji i suburbanizacji, a także zmiany w przestrzeni miasta, która w wielu miejscach nie jest atrakcyjna dla mieszkańców. Z przeprowadzonych przez nią badań na próbie 800 osób wynika jednak, że bydgoszczanie są zadowoleni z życia w mieście i czują z nim związek.
Rajek-Kwiatek podkreśliła, że bydgoszczanie oczekują modernizacji infrastruktury drogowej i transportu publicznego. W ankietach najgorzej oceniali oni bowiem warunki przemieszczania się po mieście i stan powietrza. Negatywnie wypada też ocena uczestnictwa w procesach społecznych; z badań wynika bowiem, że większość z nich nie znała narzędzi partycypacji i ma niską świadomość uczestnictwa w polityce miejskiej. Wnioski płynące z pracy przedstawicielki UKW były przyczynkiem do debaty z udziałem ekspertów, prowadzonej przez dr Magdalenę Bergmann z Wyższej Szkoły Gospodarki. Zdaniem Stefanii Środy-Murawskiej z Katedry Studiów Miejskich i Rozwoju Regionalnego Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, konieczna jest praca u podstaw, by zachęcić mieszkańców do wyrażania opinii w konsultacjach.
Jan Śpiewak zauważył, że partycypacja stoi na niskim poziomie także z uwagi na decyzje władz. – Budżet obywatelski w Warszawie nie stanowi nawet 1% budżetu miasta. Dlaczego nie mamy wpływu na pozostałe 99% finansów miasta? – pytał.
– Nie wierzę w edukację i konsensus polityczny. By brać udział w dyskusji o miastach, potrzebne są emocje. W walce o zmiany sojusznikami są osoby starsze czy z niepełnosprawnościami – klasa średnia jest zniszczona przez liberalne myślenie, ta ludowa jest bardziej solidarna. Politycy muszą bać się mieszkańców
– dodał Jan Śpiewak. Zdaniem socjologa, konsultacje społeczne są używane przez urzędników do skanalizowania gniewu mieszkańców, a nie do wprowadzenia realnych zmian w przestrzeni miasta. Paulina Matysiak zarekomendowała natomiast, by to rada czy urząd miasta animowały działania i sprawdzały, dlaczego pewne elementy włączenia mieszkańców w decydowania nie działają i jak to zmienić.
Lepszą stronę konsultacji przedstawił naczelnik wydziału inwestycji ZDMiKP Marek Stanek, który podał kilka lokalnych przykładów sporej aktywności mieszkańców w tematach komunikacyjnych. W konsultacjach dot. nowych tras tramwajowych złożono 1400, a w tych w sprawie kładki na Wyżynach wzięło udział 1300 uczestników. Odbił też argument, że biorą w nich udział te same osoby. – Wcześniej otrzymywaliśmy kilkanaście wniosków, a dziś ponad tysiąc. Trzeba też pamiętać, że konsultacje z definicji są negatywne; ich uczestnikami są zazwyczaj osoby niezadowolone – dodał przedstawiciel zarządu dróg.
WARTO PRZECZYTAĆ: Filip Springer w Bydgoszczy. Chwalił miasto, ale ganił samorządowców. „Brakuje im odwagi”
- To wydarzy się jesienią w Młynach Rothera. Sprawdź najnowsze propozycje - 9 września 2026
- Na skraju. Znamy pierwsze szczegóły 5. edycji Bydgoskich Dni Projektowych - 9 września 2026
- Trwa kolejne czyszczenie płyty Starego Rynku - 8 września 2026









