Bydgoszcz
19C
Niebo częściowo zachmurzone
100% wilgotność
Wiatr: 4km/h N
H 19 • L 19
22C
Sr
21C
Czw
23C
Pt
26C
Sob
25C
Nd
Metropolia BydgoskaBydgoszczTurystykaLapidusem w świat. Bydgoscy studenci wyruszają w podróż kultowym volkswagenem
bus lapidus, dominika sobek, maksymilian libera - sg
06.07.2018 | 05:20

Lapidusem w świat. Bydgoscy studenci wyruszają w podróż kultowym volkswagenem

Na zdjęciu: Maksymilian Libera i Dominika Sobek planują w najbliższych tygodniach odwiedzić Szwecję i Finlandię.

Fot. Stanisław Gazda

Dominika i Maksymilian, pochodzący z Bydgoszczy studenci, w lipcu wyruszą w podróż po Szwecji i Finlandii. Ich towarzyszem będzie Lapidus – wyprodukowany w latach 80. ubiegłego wieku volkswagen T3.

Przez pięć pierwszych dni ubiegłoroczna podróż autostopem przez Finlandię szła nadspodziewanie dobrze. Dominika i Maks bez większych problemów przemieszczali się po kraju reniferów. Na kierowcę, który chciałby ich podwieźć, ani razu nie czekali dłużej niż kilkanaście minut. Jednak tym razem byli już lekko załamani, bo oczekiwanie trwało trzy godziny i nic nie zapowiadało przełomu. Aż w końcu nadjechał. Kamper. Wyjrzała z niego młoda para z Niemiec, która nie tylko podwiozła pochodzących z Bydgoszczy studentów, ale też opowiedziała im, jak to jest rzucić wszystko i ruszyć w podróż rozlatującym się autem. Kilka miesięcy później Maks podjechał pod dom 36-letnim, żółtym volkswagenem T3. Widząc zaskoczenie, powiedział tylko: Mamo, kupiłem samochód.

Z miłości do podróży

Dominika i Maks mają po 22 lata. Wychowali się na jednym osiedlu, chodzili do tego samego przedszkola, do równoległych klas w podstawówce i do jednej klasy w gimnazjum. Zaprzyjaźnili się, choć do liceów poszli różnych. Parą są od kiedy wyjechali na studia do… dwóch różnych miast.

– Oboje lubimy podróżować. Maksowi szczególnie podoba się Finlandia, więc byliśmy w niej już dwa razy. Ostatnio, w poprzednie wakacje, autostopem – opisuje Dominika. Finlandia to dla nich raj, bo jest tam zielono, można spać, gdzie się chce, a w noc polarną jest tak jasno, że spokojnie można czytać książkę. Na turystów czekają zadbane chatki, w których można ogrzać się i spędzić czas. Pobyt w  nich jest darmowy, a jedynym warunkiem jest utrzymanie zastanego porządku.

Finlandia ma jednak pewną wadę, zwłaszcza, gdy podróżuje się autostopem. Pogodę. – Bywa różnie. Mieliśmy na przykład dwa dni, gdy deszcz nie przestawał padać, nie było jak wysuszyć ciuchów, a temperatura w nocy, gdy spaliśmy w namiocie, spadała poniżej sześciu stopni – wspomina Maks.

To właśnie deszcz stanął im w ubiegłym roku na przeszkodzie, gdy planowali pokonać słynny pieszy Szlak Niedźwiedzia (Karhunkierros) liczący 82 kilometry. Planowali go przejść w ciągu 4 lub 5 dni, wędrując z namiotem i śpiąc w oczekujących na turystów chatkach. Przetrwali atak komarów, ale opady deszczu były tak intensywne, że ścieżki zamieniły się w strumienie, a na 13 kilometrów przed końcem okazało się, że woda zalała mostek umożliwiający przejście. – Nie było żadnej poręczy, więc wchodząc, ryzykowało się popłynięcie razem z rzeką – tłumaczą.

Wyścig z Dominiką na barkach

Szlak pieszy był jednym z głównych punktów ich zeszłorocznej podróży.  Drugim były Wife Carrying World Championships, czyli zawody, podczas których mężczyzna biegnie z partnerką zawieszoną na jego barkach. Mistrzostwa świata w tej niecodziennej odmianie biegania odbywają się od 1992 roku na specjalnie wytyczonej, 250-metrowej, krętej trasie w miejscowości Sonkajarvi. Specjalnie na tę okazję do zamieszkałej przez 4 tys. osób gminy przyjeżdżają zawodnicy z całego świata, m.in. ze Stanów Zjednoczonych i Australii. Dla zwycięzcy przewidziana jest nagroda w postaci piwa, którego ilość zależy od… wagi partnerki.

SAMSUNG CAMERA PICTURES

– Dominika znalazła te zawody w internecie i okazało się, że odbywają się akurat w trakcie naszego pobytu w Finlandii. Ja wtedy jeszcze regularnie trenowałem bieganie, a ona jest lekka, więc mieliśmy wszelkie predyspozycje, aby wystartować – mówi Maks. Na miejscu okazało się, że Dominika jest nawet… za lekka. Zgodnie z przepisami, kobieta musi mieć minimum 49 kg. Jeśli waży mniej, to zakłada plecak z obciążnikami. W tym przypadku nie było to jednak potrzebne, bo waga wskazała 48,6 kg, więc sędziny poleciły się napić, coś zjeść i wrócić na ważenie. Batonik i woda rozwiązały problem.

W trakcie rywalizacji (w jednym wyścigu startują trzy pary) nie wystarczy tylko biec z partnerką. Trzeba jeszcze pokonać trzy przeszkody. Przy pierwszej nasi podróżnicy mieli problem – To był basen, głęboki na metr i długi na dziesięć. Nie przećwiczyliśmy go, bo mieliśmy za mało ubrań.  Gdy do niego wbiegliśmy, okazało się, że Dominika jednak nie jest taka lekka, musieliśmy się rozłączyć i wyszliśmy na drugiej pozycji z dość dużą stratą – opisuje Maks. Dalszy przebieg zawodów relacjonuje ze swojej perspektywy Dominika. – Ja cały czas byłam do góry nogami i musiałam mieć zamknięte oczy, bo wokół było pełno trocin. Słyszałam tylko komentatora, który mówił, że doganiamy pierwszą parę. Gdy byliśmy na trzeciej przeszkodzie, belce, jakieś 10 metrów przed metą, nagle usłyszałam trzaśnięcie i poczułam ból, lądując na plecach – wspomina. Co właściwie się stało? – Zacząłem przyspieszać, gdy jeszcze byłem na przeszkodzie i to był błąd. Poślizgnąłem się. Pozbieraliśmy się, dobiegliśmy do mety i osiągnęliśmy nawet niezły rezultat. Byliśmy drudzy w swoim biegu, a łącznie 23 na 46 par – wyjaśnia Maks.

Pojechali go tylko zobaczyć

W tym roku ich podróż będzie wyglądać inaczej. Jak sami mówią, wejdą na wyższy poziom. A to z powodu przedstawionego na początku tej historii. Volkswagen T3. Rocznik 1981. Żółty. Do 2006 roku jeździł w Niemczech. Później trafił do Polski i przez około dziesięć lat służył jako… studio tatuażu na promenadzie we Władysławowie.

– Po powrocie z Finlandii przeglądaliśmy różne strony, ale raczej z ciekawości wzbudzonej przez opowieści pary z Niemiec. Nie sądziliśmy, że kupimy jakieś auto. Akurat oboje pracowaliśmy w Bus Lapidus_SG (2)Gdańsku, gdy natrafiliśmy na aukcję z volkswagenem, który miał podnoszony dach.  Następnego dnia mieliśmy wolne, więc pojechaliśmy go zobaczyć z nastawieniem, że pojedziemy, zobaczymy i nie kupimy. No i pojechaliśmy i kupiliśmy – wspomina Maks.

Po zakupie samochód musiał przejść renowację. Dominika i Maks pozbyli się trzydziestoletniej wełny wygłuszającej, dwudziestoletnich opon, a felgi zamienili na większe. Silnik i skrzynia biegów także potrzebowały napraw, a do tego wszystkiego doszło wiele drobnostek, jak np. przeciekające okno. – Chcemy do niego wstawić łóżko, szafę i kuchnię, w której będzie można gotować. Podróżować będziemy w dwójkę, ale na pewno odwdzięczymy się za ubiegły rok i czasem zabierzemy jakichś autostopowiczów – wyjaśnia Dominika.

W ubiegłym tygodniu odebrali samochód z ostatniej wizyty u mechanika. Mają nadzieję, że w trakcie podróży ominą ich niemiłe niespodzianki. Dominika bowiem otwarcie mówi, że nie zna się na samochodach, a Maks wie tyle, ile nauczył się przez ostatnie miesiące. – Weźmiemy ze sobą te części, które nie zajmują wiele miejsca i jest najbardziej prawdopodobne, że się zepsują. Poza tym stawiamy na internet i dobre ubezpieczenie – tłumaczy Maks.

W trakcie podróży będą musieli uważać na renifery, które w Finlandii potrafią nagle wybiec na jezdnię. Raczej nie muszą obawiać się fotoradarów. Skuteczny sposób na ich omijanie pokazał im przed rokiem jeden z miejscowych kierowców.  – Cały czas jechał z prędkością 150 km/h, a kiedy pojawiał się radar, to on zjeżdżał na pas „pod prąd” i w ten sposób był nieuchwytny – wspomina Dominika. Zresztą, volkswagen nie jest demonem prędkości – na trasie jego licznik najczęściej wskazuje 80 km/h. – Dlatego wolimy jechać do Finlandii, gdzie na drodze pojawią się trzy samochody na godzinę niż słuchać trąbienia na niemieckiej autostradzie – mówi Maks.

Vany z silnikiem porsche

Najważniejsze na najbliższym wyjeździe ma być podróżowanie – bez konkretnego celu, ograniczeń czasowych czy wielu miejsc, które koniecznie trzeba zobaczyć. – Mamy ogólny zarys wyprawy. 13 lipca wsiądziemy w Gdyni na prom, którym popłyniemy do Karlskrony. Po sześciu dniach w Szwecji popłyniemy do Turku i w Finlandii będziemy cieszyć się wolnością – mówi Maks.

W trakcie podróży odwiedzą Helsinki, których do tej pory nie mieli okazji zobaczyć, a także wezmą udział w dwóch zlotach volkswagenów. Będą tam nie tylko T3, takie jak ich, ale także starsze i młodsze vany oraz między innymi Garbusy. – W Polsce nie mieliśmy okazji uczestniczyć w takiej imprezie, więc teraz chcemy w końcu zobaczyć tę piękne auta – wyjaśnia Maks. – Te hippisowskie T2 są najfajniejsze – dodaje Dominika.

CZYTAJ TAKŻE: WAKACJE W STANACH. UAZ-y JADĄ DO AZJI

Oprócz możliwości zobaczenia innych pojazdów na takich zlotach zaplanowanych jest też wiele innych atrakcji – np. przeciąganie busów czy wyścigi. Lapidus z silnikiem diesla o pojemności 1.6 l. nie będzie miał jednak większych szans w starciu z osiągającymi 200 km/h T3, w których zamontowano silniki od Porsche. – Nasz van ma być przede wszystkim bezpieczny – wyjaśnia Maks. Pytany o koszty dostosowania zakupionego volkswagena do ich potrzeb, przyznaje, że dla studentów był to spory wydatek. – Myśleliśmy, że zrobimy to wszystko taniej, ale jak już zaczęliśmy, to nie było odwrotu. Jeśli wiec ktoś chciałby nam pomóc, zachęcamy do kontaktu – mówi. Poszukiwania partnerów dają już pierwsze efekty, bo od niedawna podróżnicy mają wsparcie firmy Mixit, która oferuje zakup i komponowanie własnych mieszanek musli, kasz czy suszonych owoców.

A co po Finlandii? Na razie młodzi bydgoszczanie nie wiedzą, jak dalej potoczą się ich losy. – Rok temu nie spodziewaliśmy się, że będziemy mieli auto, tym bardziej takie, więc dziś także trudno powiedzieć, co będziemy robić za rok – zapowiada Maks.

Relacje z wyprawy Dominiki i Maksa będzie można śledzić na portalu MetropoliaBydgoska.pl oraz na ich stronie internetowej i fanpage’u Bus Lapidus. No właśnie, dlaczego tak właśnie nazwali busa? – Niech to pozostanie zagadką – odpowiada Dominika. – Chyba, że któryś z czytelników wpadnie na pomysł, to niech się z nami skontaktuje, a my na pewno ufundujemy jakąś drobną nagrodę.

Podobne wpisy

Powiązane treści