Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]

Łukasz Schreiber: W naszym mieście króluje dziś niedasizm [WYWIAD]

Dodano: 01.03.2024 | 09:00

Na zdjęciu: Łukasz Schreiber jest kandydatem Bydgoskiej Prawicy na prezydenta.

Fot. Szymon Fiałkowski

Sam przyznaje, że nie jest faworytem, ale zdecydował się rzucić wyzwanie Rafałowi Bruskiemu. Dlaczego uważa, że w Bydgoszczy wystarcza nam obecnie przeciętność? Jak chce zatrzymać młodych ludzi? Czy na ulicach naszego miasta da się pogodzić interesy pieszych, kierowców i pasażerów? Na te i wiele innych pytań Łukasz Schreiber odpowiada w rozmowie z MetropoliaBydgoska.PL. Mówi też o trudnej decyzji, jaką jest separacja i rozstanie z żoną.

Sebastian Torzewski, Błażej Bembnista: Długo się pan zastanawiał nad startem? To pan namawiał innych, żeby być kandydatem czy to inni namawiali pana?
Łukasz Schreiber: Ten pomysł nie przyszedł mi do głowy miesiąc temu. Już rok, dwa lata temu  poważnie o tym rozmawialiśmy. Zawsze mówiłem, że jeśli miałbym kandydować, to muszę czuć, że inni tego chcą, że uznano mnie za najlepszego kandydata. To przekonanie wielu  moich współpracowników było więc decydujące, ale także fakt, że moja kandydatura dała szansę połączenia wielu środowisk w Bydgoską Prawicę, co daje nam możliwość realnej walki o zwycięstwo.

Samodzielnie Prawo i Sprawiedliwość nie miałoby takiej szansy?
Rozbicie naszych środowisk na trzy komitety, przy jednoczesnym połączeniu PO z Lewicą byłoby dla nas skrajnie niekorzystne – nawet jeśli ja odniósłbym wyborczy sukces bez większości w radzie miasta nic nie mógłbym zrobić. Mam też wrażenie, że wspólne listy pod szyldem Bydgoskiej Prawicy wzbudziły wśród wielu osób entuzjazm i wiarę w to, że tym razem rzeczywiście walczymy o coś więcej.

Czas pokazuje, że jesteśmy jedyną alternatywą. Nie powiecie mi, że jeśli ktoś na miesiąc przed wyborami nie wie, czy ma wystartować, czy się dogada, czy dostanie odpowiednią liczbę stołków albo w ogóle nie ma struktur i zaczyna urządzać łapankę, to taka osoba chce realnej zmiany. Tak może działać ktoś, kto walczy o fotel wiceprezydenta albo chce pomóc swojej liście, ale umówmy się – wiem, ile tygodni intensywnej pracy wielu osób było potrzebne na opracowanie programu.

Pan wolałby startować 1 na 1 z Rafałem Bruskim czy jeszcze z trzecim kandydatem?
Jestem zwolennikiem tego, aby było wiele opcji, ale to nie ode mnie zależy. My robimy swoje.

Ale liczba komitetów, które przekroczą ten realny próg wyborczy, ma też wpływ na późniejszy układ w radzie miasta. A jeśli pojawi się kandydat lub kandydatka na prezydenta z Trzeciej Drogi, to siłą rzeczy wzmocni też swoich kandydatów na radnych.
My zrobiliśmy swoje i przedstawiliśmy kandydatów na radnych, którzy mają coś do powiedzenia. Stwierdziliśmy, że muszą spełniać dwa warunki, aby znaleźć się na naszych listach – kochać Bydgoszcz i mieć energię do działania. Kwestie światopoglądowe czy podejście do polityki zagranicznej nas nie obchodzą. W tych wyborach liczy się miasto.

A nie chodziło o schowanie loga PiS?
W skali kraju trzeba działać w ramach partii, bo jeden samodzielny poseł nic nie zrobi. Ale już w skali miasta, interes musi być szerszy niż interes partii. Stąd właśnie wzięła się Bydgoska Prawica, w skład której wchodzi PiS, Konfederacja, działacze Solidarności, radni osiedlowi, członkowie stowarzyszeń, społecznicy i ludzie bezpartyjni. Zrezygnowaliśmy z szyldu, pieniędzy, rozpoznawalnej marki, pewności jakiegoś wyniku. To jest ryzyko, ale myślę, że dla dobra miasta warto je podjąć.

Wierzy pan w trwałość Bydgoskiej Prawicy? Jeśli wygracie, pewnie będzie o to łatwiej, ale jak przegracie…
Ja wierzę, że to porozumienie może przetrwać w bardziej lub mniej sformalizowanej formie. Proszę, zobaczcie na sejm – czy ktokolwiek krytykował Trzecią Drogę, że stworzyła dwa kluby poselskie? Nikt nie ma o to pretensji. My też mówimy jasno, że pochodzimy z różnych środowisk i po wyborach różne konfiguracje są możliwe, ale jedno jest pewne – chcemy dalej w tym gronie współpracować.

Na razie narzuciliście wysokie tempo, organizujecie wiele konferencji prasowych, dodajecie wiele materiałów na media społecznościowe. Chcecie ugrać jak najwięcej zanim prezydent zintensyfikuje działania? Z drugiej strony, przedstawiliście swój pomysł na komunikację miejską i ratusz szybko odpowiedział zwiększeniem liczby kursów.
To był typowy ruch pod wybory, bo do tej pory apele mieszkańców w sprawie komunikacji trafiały w próżnię. Ale – już nawet w czarnym scenariuszu – uważam, że choćby z tego powodu warto było się zaangażować w kampanię, jeśli komunikacja miejska zostałaby trwale poprawiona. Natomiast obawiam się, że po wyborach wszystko wróciłoby do starej normy.

Mam wrażenie, że w ratuszu jest znudzenie, zmęczenie, jakieś takie zniechęcenie. Ile prezydent odbył spotkań z mieszkańcami na osiedlach w tej kadencji? Wiem, ile razy ja się spotykałem z mieszkańcami, a reprezentować rząd i odpowiadać na te wszystkie pytania nie było łatwo.

W otoczeniu prezydenta Bruskiego panuje chyba przekonanie o pewnym zwycięstwie. Jeśli wyborcy włączą tylko partyjne myślenie, to rzeczywiście arytmetyka jest bezwzględna. Ale po rozmowach z ludźmi na ulicach naszego miasta, wydaje mi się, że w wyborach samorządowych partia to nie będzie decydujący czynnik. Oczywiście, ja nie jestem faworytem, ale mamy bardzo dobry, ambitny program, najlepszą ekipę, determinację i chcemy pozytywnie walczyć. Nikogo nie szkalujemy. Naszym wrogiem nie jest Rafał Bruski, tylko problemy, które trzeba w Bydgoszczy rozwiązać.

Drażni pana wplątywanie żony w kampanię wyborczą? Był już deepfake, a w poniedziałek posłanka Żukowska do zdjęcia kolan pana żony dodała opis, że tak wizualizuje sobie Bydgoszcz.
Jestem zażenowany, że można w taki sposób działać politycznie, bo jeżeli lider KOD-u najpierw idzie do wojewody, który zresztą bawi się w rzecznika sztabu pana Rafała, i odbiera tam gratulacje, a potem rozpowszechnia takie rzeczy… Nigdy nie rozumiałem, jakie znaczenie może mieć wplątywanie spraw rodzinnych. Dlaczego ktoś, kto jest wzorowym ojcem siedmiorga dzieci ma być lepszym prezydentem albo posłem, a ktoś, komu w życiu osobistym gorzej się układa, nie sprawdzi się jako polityk?

Nigdy nie używałem wizerunku rodziny w kampaniach wyborczych, ani teraz, ani 10 lat temu. Uważam, że to nie ma znaczenia. A przy tym wszystkim jest mi… jest to w jakiś sposób trudne dla mnie i przykre, tym bardziej, że podjęliśmy decyzję o rozstaniu i rozmawiamy o separacji.

Każde z nas robi coś indywidualnie i na swój rachunek. Zawsze będę życzył mojej żonie powodzenia i to jest oczywiste, ale nie wiem, w jaki sposób miałoby to wpłynąć na funkcjonowanie Bydgoszczy… Po prostu jest to dla mnie zagadka trudna do rozwiązania.

Pan wcześniej i nawet w tej rozmowie wspominał o pozytywnej kampanii. No to proszę nam powiedzieć, co dobrego zrobił prezydent Bruski w ostatnich latach?
Myślę, że ten propagandowy biuletyn, który się ukazuje, już dość lukru wylewa za pieniądze nas wszystkich, żebym ja jeszcze tu musiał wychodzić na pierwszą linię z pochwałami. Mamy je na co dzień w gazecie o znacznie większym zasięgu niż tak krytykowany w 2010 roku Kurier Ratuszowy. Powiem więc, że przyznaję, że to nie jest tak, że mamy miasto w ruinie i że przez 14 lat Bydgoszcz się nie zmieniła. Oczywiście, że wypiękniała, choć to też zasługa prywatnych inwestorów i wsparcia rządowego. Wskażcie mi zresztą choć jedno miasto wojewódzkie, które w ciągu 14 lat nie wypiękniało i wygląda dziś gorzej niż w 2010. Po prostu skala rozwoju Bydgoszczy jest dla mnie niezadowalająca. Nie podoba mi się, że naszemu miastu wystarcza dziś przeciętność. Dlatego nie będę chwalił.

Pan jest z Fordonu, którego stara część bardzo w ostatnich latach wypiękniała.
Ale muszę tu przypomnieć, jak to się zaczęło – w 2010 roku były już obietnice w kampanii i przez 4 lata nic nie zrobiono, więc ludzie wyszli i zablokowali ulicę Bydgoską. Zresztą jako radny współdziałałem ze Stowarzyszeniem Miłośników Starego Fordonu i innymi stowarzyszeniami na tyle, na ile mogłem. Uważam zresztą, że tacy ludzie są szalenie potrzebni Bydgoszczy i cieszę się z każdej aktywności społeczników, niezależnie, czy mi do nich blisko czy trochę dalej.

To, co dobrego zadziało się w Fordonie – bo przyznaję, że to jest dobre, to efekt determinacji tych ludzi. To oni sprawili, że Stary Fordon otrzymał środki na rewitalizację. Rząd, którego byłem ministrem też wspierał ten proces na wiele sposobów, na przykład finansując mural.

Fajnie, gdyby takie rzeczy działy się także na innych osiedlach. Zobaczcie, jakie są problemy na Brdyujściu, Łęgnowie, na osiedlach na zachodzie Bydgoszczy. Jest wiele miejsc, o których mam wrażenie zapomniano. Wiadomo, że liczba głosów stamtąd może nie jest tak duża i opłaca się inwestować gdzie indziej, ale to jest złe podejście.

Jakieś konkrety? Jak na przykład wydobyć potencjał Brdyujścia?
W programie Bydgoskiej Prawicy zapisaliśmy punkt dotyczący przebudowy toru regatowego. W ogóle wykorzystujmy potencjał Brdy i Wisły, bo mamy wyjątkową sytuację w skali kraju, czyli położenie nad dwiema rzekami. To powinna być wizytówka Bydgoszczy. Czy jesteśmy dziś zadowoleni z tego, jak jest zagospodarowana? To wszystko dzieje się zbyt wolno. Skoro mówimy o Fordonie i Wiśle, to wybudujmy przystań. Do tego ścieżki rowerowe, które można w atrakcyjny sposób poprowadzić z Fordonu w stronę zachodniej części miasta przez właśnie Brdyujście.

W Fordonie mamy sprawę budynku po szkole przy ulicy Tatrzańskiej, który miasto zamierza sprzedać mimo trzech nieudanych dotychczas prób. Co by pan zrobił z takim miejscem? Śp. radny Andrzej Młyński proponował tam przestrzeń dla mieszkańców.
Takie szkoły na obrzeżach miast to często centrum życia społeczności. Nie powinno się ich sprzedawać, tylko tworzyć tam fajną alternatywę dla mieszkańców. Zauważmy, że w Fordonie ludnościowo mamy potencjał Inowrocławia, więc to nie powinno być tylko nudne blokowisko. Mamy już Politechnikę Bydgoską, którą udało się wesprzeć, ale to wciąż za mało. Przedstawimy jeszcze nasze pomysły dla Fordonu na specjalnej konferencji prasowej. Na razie mówiliśmy o nocnym tramwaju. Dla studenta perspektywa nocnego powrotu taksówką to naprawdę spory wydatek, a godzinna wycieczka autobusem po całym mieście też jest mało atrakcyjnym pomysłem.

Skoro mówimy o studentach – jak chce pan zatrzymywać młode osoby w Bydgoszczy?
Stworzyć atrakcyjne miasto, bo to jest coś, na co młodzi ludzie wskazują w pierwszym względzie. Jasne, że prestiż uczelni jest ważny i miasto musi to wspierać, ale za tą ofertą musi jednak iść coś więcej. Ja się ciągle nie zgadzam z tym, że my się równamy do mniejszego Torunia, a i tak często przegrywamy. Powinniśmy się równać do Szczecina, do Katowic, do Lublina, a w takim zestawieniu wyglądamy już naprawdę średnio.

Jeśli Bydgoszcz ma być atrakcyjna, to musi być dobra komunikacja, bo to nią najczęściej przemieszczają się studenci. Trzeba ściągać wielkie i małe imprezy, aby ożywić miasto i dać szereg atrakcji. Mówimy o powrocie Grand Prix, ale też o Jarmarku Kazimierzowskim, wielkim festiwalu muzyki filmowej, o kobiecym międzynarodowym festiwalu filmowym im. Poli Negri oraz o festiwalu młodych talentów dla dzieci nie tylko z Bydgoszczy, ale też z okolicznych miejscowości, bo to też jest ogromny potencjał.

Promocja miasta musi wychodzić na zewnątrz, a nie być skierowana na działania propagandowe. Zapał i kreatywność tych urzędników z wydziału promocji chciałbym wykorzystać do reklamowania Bydgoszczy poza granicami miasta. Będziemy przedstawiać także pomysły, w jaki sposób nie tylko pozyskać najwybitniejszych studentów, ale także ich zatrzymać w Bydgoszczy. Ja na przykład chciałem na studia zostać w naszym mieście i dojeżdżałem do Torunia, ale wiem, że wiele młodych osób marzy, aby wyjechać z rodzinnego miasta. Spróbujemy ich ściągnąć z powrotem.

Budujmy tożsamość Bydgoszczy. Karta Bydgoszczanina, czyli jeden z naszych pomysłów, ma zachęcać studentów do tego, aby czuli się równoprawnymi bydgoszczanami i korzystali ze wszystkiego tak, jak nasi mieszkańcy. Musimy zadbać także o atrakcyjną ofertę dla przedsiębiorców, bo to generuje miejsca pracy, a wielu młodych ludzi myśli o zakładaniu firmy.

Czytaj także: Bydgoska Prawica proponuje wprowadzenie Karty Bydgoszczanina i loterii PIT

Młodzież musi gdzieś spędzać czas wolny. Obecnie nie zrobi tego w Hali Targowej. Co pan na miejscu prezydenta zrobiłby teraz z tym budynkiem?
W sprawie hali targowej popełniono wszystkie te same błędy co zazwyczaj, to samo co z Młynami Rothera i szkołą na Tatrzańskim. Pomysł był nawet słuszny, efekt wizualny jest ładny, ale dla mieszkańców nic tam nie ma. Jakbym już znalazł się w takiej sytuacji, to bym zaproponował, aby do czasu znalezienia pomysłu, zaprosić tam przedstawicieli samorządów studenckich i zrobić tam coś w rodzaju kultury studenckiej, aby przynajmniej na ten czas