Michał Sztybel: Czerpiemy wiele rozwiązań od strony społecznej [STUDIO METROPOLIA]
Dodano: 30.11.2018 | 06:00Na zdjęciu: Michał Sztybel objął stanowisko zastępcy prezydenta miasta. Jest odpowiedzialny m.in. za Wydział Inwestycji Miasta.
Fot. ST
Z nowym zastępcą prezydenta Bydgoszczy Michałem Sztyblem porozmawialiśmy o tym, dlaczego to właśnie on został wybrany na to stanowisko, a także o jego nowych wyzwaniach – zarządzaniu inwestycjami miejskimi i kierowaniem promocją oraz kontynuacji działań dotyczących komunikacji społecznej. Pytamy o to, czy mniejsze osiedla są marginalizowane, jaki wpływ na działania ratusza mają dyskusję na Facebooku i czy film z udziałem samochodu rajdowego to dobra promocja miasta.
Błażej Bembnista: – Skąd pojawił się pomysł, by to właśnie pan objął funkcję zastępcy prezydenta?
Michał Sztybel: – Propozycja oczywiście padła ze strony pana prezydenta Bruskiego. Ciężko mi mówić o tym, co kierowało prezydentem. Na pewno atutem mogłoby być to, że współpracujemy od kilku lat, że oprócz tego zakresu, związanego z komunikacją społeczną, angażowałem się w inne aspekty miasta. Myślę, że to mogło zdecydować. Mimo młodego wieku, mam już doświadczenie. Parę lat temu obrałem pewną społeczno-polityczną drogę, rezygnując z bycia radnym. Przez cztery lata pracy bezpośrednio przy prezydencie nauczyłem się więcej o mieście, niż wcześniej, kiedy pełniłem funkcję radnego.
– To oznacza, że prezydent darzy pana zaufaniem. Ta funkcja to forma nagrody za dbanie o wizerunek i pracy, jaką pan wykonał? Przez cztery lata pewne elementy w relacjach miasto-mieszkańcy uległy poprawie.
– Na pewno musi być zaufanie pomiędzy szefem a pracownikiem. To jest bezdyskusyjne. Należę do takich osób, które jak się w coś angażują, to angażują się w pełni. Jeżeli chodzi o obszary, za które odpowiadałem, to mam takie poczucie, że pokonaliśmy pewną drogę, aczkolwiek ciągle mam poczucie, że jeszcze wiele jest do zrobienia. Prezydent daje mi dużą swobodę, ma w tym zakresie do mnie zaufanie. Współpracując ze społecznikami i organizacjami pozarządowymi można to dalej zmieniać. Jeśli ktoś się skarży na miasto, to poczuwam się do odpowiedzialności, że to może być moja wina. Odpowiadam za plusy i minusy.
PRZECZYTAJ WYWIAD Z MONIKĄ MATOWSKĄ „Mieszkańcy mają duże oczekiwania”
– Kampania wyborcza, w którą był pan zaangażowany, już za nami. Czas przejść do realnych działań. Czy nie obawia się pan, że hasło wyborcze „Tylko Konkrety” nie zacznie się obracać przeciwko Rafałowi Bruskiemu? Slogan zaczyna się pojawiać w komentarzach na pojawiające się problemy dotyczące inwestycji czy awarie komunikacyjne.
– Konkrety to jest to, co ostatecznie się udaje. Droga może być zawsze ciernista i w każdym mieście, w którym są realizowane duże projekty, taka właśnie jest. Ostatecznie konkretem będzie miasto zupełnie zmienione w najbliższym czasie. Podpisaliśmy umowę na rozbudowę ulicy Kujawskiej, trwają prace w Młynach Rothera, skończymy Stary Rynek, Muzeum Okręgowe, Halę Targową.
Jak już wracamy do kampanii – była ona istotna, ale też istotna była jej wiarygodność w połączeniu z ostatnimi ośmioma latami prezydenta Bruskiego. Gdyby nie można było nic konkretnego powiedzieć, to hasło byłoby mało wiarygodne, ale wiele z tych rzeczy zostało ukończonych i dziś, po czasie nie pamiętamy o problemach i perturbacjach z tym związanych. Cieszymy się efektem.
– Skoro mówimy o trwających inwestycjach – wybiegnę nieco w przyszłość, w okres po 2020 roku, bliżej końca kadencji. Mamy ukończoną Nową Astorię, mamy zagospodarowane Młyny Rothera, Teatr Kameralny, odnowione Muzeum Okręgowe, powstało wiele mniejszych inwestycji. I co dalej? Jaka jest wizja miasta na kolejne lata? Jakich zamierzeń inwestycyjnych można się spodziewać?
– Na to wpływ mają dwa elementy. Jeden – to strategia rozwoju miasta, nad którą pracujemy. Jesteśmy na finiszu, ale świadomie prezydent chciał, aby ostateczne decyzje w tej sprawie podejmowała nowa rada miasta. Drugi – nawet istotniejszy, bo pojęcie strategii jest bardzo szerokie i obejmuje lata aż do 2030 roku – to nowa perspektywa unijna. Jesteśmy w takim momencie historycznym, jeśli chodzi o miasto, że nie wiadomo czy możliwość korzystania z pieniędzy europejskich się nie zakończy. To jest naszym priorytetem, jeżeli chodzi o kolejne lata. Dlatego już teraz sprawdzamy, co będzie mogło liczyć na dofinansowanie unijne.
Podam konkretny przykład: Miasto posiada odpowiednie zdolności finansowe, aby zdecydować się na zakup nowych tramwajów i całkowicie wymienić stary tabor. Wiedząc, że w perspektywie trzech lat priorytetem może być transport niskoemisyjny, to obserwujemy, czy istnieje szansa na zrobienie tego z 15% wkładem miasta i z 85% wkładem środków europejskich. Jeżeli będziemy stawali przed takimi dylematami, to w pierwszej kolejności będziemy sięgać po środki europejskie. Podobnie, jeśli chodzi o termomodernizację budynków. Prezydent zapowiedział, że chcemy dokończyć ten projekt. Już wiemy, że dla Unii Europejskiej będzie to wciąż bardzo ważny obszar. Stąd musimy być przygotowani – nie możemy się pośpieszyć, by potem nie okazało się, że można na to pozyskać środki zewnętrzne.
Na pewno kolejne lata to wyzwania związane ze współpracą z otoczeniem. Skończy się budowa drogi S5, liczymy na start prac nad S10. To będzie ważny węzeł komunikacyjny, który może nas wyróżnić na tle kraju i być dodatkowym bodźcem gospodarczym. No i rzeka. Wieżę Eiffela można wybudować wszędzie, a tak umiejscowionej rzeki nie ma nigdzie indziej.
– To jak wykorzystać atut Brdy? To temat szerokiej dyskusji – głównie nad tym, jak mają wyglądać kolejne odcinki bulwarów. Czy tak jak w Warszawie czy Wrocławiu, czy tak jak do tej pory, co nie jest już w stanie zadowolić wielu mieszkańców. Bydgoszczanie, którzy na co dzień mieszkają w Gdańsku, Warszawie czy Wrocławiu widzą, jak te miasta wykorzystują swoje atuty. A Bydgoszcz trochę wyhamowała w tej kwestii…
– Nie zgadzam się, że wyhamowała. W ostatnich latach wokół rzeki działo się sporo. Możemy wskazać na palcach jednej ręki podobne przykłady inwestycyjne w innych miastach. Na bulwary nie ma dofinansowania unijnego, co jest pewnym minusem – ale im lepsza będzie sytuacja gospodarcza miasta, im większe będą dochody budżetowe i im lepiej będziemy wykorzystywać środki unijne, tym będzie więcej pieniędzy na zagospodarowanie terenów wokół Brdy. To jest jeden z filarów rozwoju miasta, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Jeśli mamy jeszcze wiele kilometrów bulwarów, które chcemy wykonać na miarę XXI wieku, to czy chcemy wykonać ich jak najwięcej, ale w przyzwoitym standardzie, czy chcemy zrobić mniejsze fragmenty, ale z przestrzenią wysokiej jakości?
Był projekt remontu bulwarów obejmujący wspólny ciąg pieszo-rowerowy. Po uwagach społeczników udało się to zmienić, przy czym nie ma tutaj ograniczeń. Jedynym ograniczeniem są pieniądze. Jeżeli będziemy mieli odpowiednie środki, to wtedy razem ze społecznikami usiądziemy i przedyskutujemy, jak będą wyglądały bulwary. Nie wyobrażam sobie, byśmy zaczynali kolejną dużą inwestycję bez rozeznania, czego chcą mieszkańcy.
– Wydział inwestycji miasta to trudny wydział. W ostatnim czasie uwidacznia się kilka przeszkód w realizacji zamierzeń – czyli opóźnienia związane z procedurą przetargową, wysokie ceny oferowane przez wykonawców i zupełnie inny aspekt, czyli emocje, jakie wzbudzają inwestycje wśród mieszkańców. Czy widzi pan szansę na to, aby coś zmienić i przyspieszyć realizacje miejskich planów?
– Gdyby mieszkańcy oczekiwali rewolucji w tym zakresie, to nie wybraliby prezydenta już w pierwszej turze. Ewolucja zawsze jest potrzebna – akurat w tym obszarze uważam, że mamy bardzo doświadczonych urzędników. Moim zadaniem jest ich wsparcie w procesie decyzyjnym i przyśpieszenie niektórych rzeczy. Ja się nie boje opóźnień – czasami się one zdarzają. Bardziej istotne jest pytanie, czy te opóźnienia wynikają z naszych błędów, czy z uwarunkowań zewnętrznych. A od nich zależy mnóstwo elementów. Często jest tak, że mieszkańcy tego nie wiedzą. Na pewno będziemy chcieli, aby informacje o inwestycjach jeszcze skuteczniej docierały do mieszkańców. Bydgoszczanie są inteligentni i sami wyciągną wnioski, czy to my nie dajemy rady, czy ktoś inny. Jeżeli chodzi o jakość inwestycji i osoby za nie odpowiedzialne, to nie mam uwag, ale czuję, że w zakresie komunikowania tego, co robimy, albo w zakresie wyprzedzania pewnych działań czy rozmawiania z mieszkańcami na etapie przygotowywania procesu inwestycyjnego, możemy parę rzeczy poprawić. Na pewno to zrobimy.
– Schodząc nieco niżej – mieszkańcy poszczególnych osiedli sygnalizują, że mniejsze inwestycje także napotykają na problemy. Aktywni społecznicy z Mariampola zwracają uwagę, że wykonanie ich projektu w ramach budżetu obywatelskiego się opóźnia. Nie ma też decyzji w sprawie budynku po szkole podstawowej nr 9. Proponują też zmiany dotyczące oświetlenia ulic, opłaty adiacenckiej czy utwardzenia dróg gruntowych. Jak pan chce rozwiązywać takie problemy?
– W obszarach, które mi podlegają, stworzyliśmy dosyć jasne i precyzyjne mechanizmy. Jeżeli jest kwestia konsultacji społecznych – bardzo znacznie rozszerzyliśmy inicjatywę konsultacyjną. Rada osiedla czy grupa mieszkańców może w dowolnym temacie zwrócić się z wnioskiem o ich przeprowadzenie. Budżet obywatelski daje pewne możliwości, ale też pewne ograniczenia. Zakres projektu musi mieścić się w kwocie przegłosowanej przez mieszkańców. Tutaj mamy dokładnie taką sytuację, dlatego świadomie na etapie weryfikacji nazwa zadania uległa zmianie i dotyczyła punktu widokowego zamiast wieży widokowej. Jeżeli zadanie ma charakter mocno otwarty i przekroczenie jego standardu powoduje podniesienie kosztów, to podajemy, że będzie on realizowany do zaplanowanej kwoty. Tu mamy dokładnie taką sytuację. Jeżeli wnioskodawca oraz jednostka realizująca projekt ostatecznie uzgodni zakres, który mieści się w kwocie przeznaczonej na BBO, to będzie on wykonany. W to, co tam powstanie, nie mam zamiaru ingerować. Uważam, że jest to rola wnioskodawcy.
– A co w kwestii budynku po szkole? Były w tej sprawie konsultacje społeczne. Czy planowane jest ostateczne rozstrzygnięcie?
– To jest obszar, który mi nie podlega, więc nie chciałbym się wypowiadać. Aczkolwiek znając ten teren i jego uwarunkowania – budynek jest w dużej odległości od zabudowań – umieszczanie tam funkcji publicznych, moim zdaniem, byłoby nie do końca zasadne. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak skonstruowany jest Fordon i jak wygląda kwestia jego urbanizacji.
– Zmieniamy część miasta. Czy mieszkańcy Miedzynia mogą się spodziewać kolejnych, poza basenem i przebudową Nakielskiej, inwestycji na swoim osiedlu? To kolejna grupa aktywnych społeczników, zwracająca uwagę na problemy „małej ojczyzny”.
– Pamiętajmy, że Bydgoszcz ma ponad 350 tysięcy mieszkańców. Na każdym osiedlu są spore oczekiwania. Na pewno jednym z mechanizmów, które chciałbym wdrożyć, jest przygotowanie mapy potrzeb, która byłaby swego rodzaju wskaźnikiem. Już budżet obywatelski niejako jest takim narzędziem, które pozwala nam określać, gdzie coś bardziej jest potrzebne, a gdzie nie.
Jeżeli chodzi o osiedla w zachodniej części miasta – ja nie zgadzam się z tezą, że w jakikolwiek sposób są one marginalizowane. Przypomnę, że oprócz basenu, którego budowa ruszy w przyszłym roku, zacznie się też przebudowa ulicy Nakielskiej. Zlecimy koncepcje na pozostałą część ulicy od ronda Grunwaldzkiego do ulicy Nasypowej. Nakielska to jedna z bardzo ważnych dróg w naszym mieście. Pokazuje ona, jak w soczewce, problemy Bydgoszczy – czy mamy tworzyć infrastrukturę dla mieszkańców miasta, czy dla osób dojeżdżających? Czy ma tam dominować komunikacja publiczna, czy postawić na komfort pieszych i drogi rowerowe? Udało znaleźć się pewien kompromis, który bardzo radykalnie zmieni tę okolicę. Przypomnę również, że na Miedzyniu powstało pełnowymiarowe boisko ze sztuczną trawą. Do tego jednym z konkretów, przedstawionych przez prezydenta Bruskiego na kolejną kadencję, jest uruchomienie komunikacji wewnątrzosiedlowej, co w domyśle oznacza też wprowadzenie jej na Miedzyniu.
– Do tego potrzeba zakupić minibusy. MZK dysponuje obecnie dwoma takimi pojazdami i zazwyczaj można spotkać je w Fordonie. Czy taki tabor znajdzie się w planach zakupowych?
– To oczywiste, że w wypadku uruchomienia regularnej komunikacji wewnątrzosiedlowej takie zakupy będą konieczne. Nie nadzoruję spółki komunikacyjnej, więc nie chcę deklarować perspektywy czasowej. To po prostu odbędzie się w trakcie tej kadencji, co deklarował prezydent podczas ka







