Bydgoszcz
-0C
Słonecznie
80% wilgotność
Wiatr: 5km/h W
H 0 • L -1
1C
Sob
0C
Nd
-2C
Pon
-2C
Wt
-1C
Sr
Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]
Metropolia BydgoskaBydgoszczPolitykaPiS, czyli ciężki przypadek sondażokracji [FELIETON RADOSŁAWA SIKORSKIEGO]
Radosław Sikorski
17.11.2021 | 19:45

PiS, czyli ciężki przypadek sondażokracji [FELIETON RADOSŁAWA SIKORSKIEGO]

Na zdjęciu: Radosław Sikorski pełni funkcję europosła od 2019 roku.

Fot. nadesłane

Szanowni Państwo!

Mateusz Morawiecki i jego ministrowie wzywają media oraz opozycję do bezwarunkowego popierania rządu i zaufania, że dobrze radzi sobie z kryzysem na granicy z Białorusią. Powołują się przy tym na dobro państwa. Ale jednocześnie na każdym kroku pokazują, że na wszelkie kryzysy patrzą nie z punktu widzenia państwa, tylko słupków poparcia.

Zaledwie kilka dni temu Morawiecki nie potrafił powiedzieć, jakie konkretnie kroki rząd podejmie w związku z rosnącą liczbą zachorowań na koronawirusa. „Widzimy jak mało skuteczne na Zachodzie Europy są różne restrykcje, różne kary, obostrzenia, które są tam wdrażane. Widzimy gigantyczne demonstracje na Zachodzie, które są rozpędzane w brutalny sposób. Chcemy tego uniknąć, dlatego szukamy złotego środka”, mówił.

Nie poinformował jednak, jakie konkretnie restrykcje są rzekomo tak nieskuteczne. We Włoszech, gdzie certyfikaty potwierdzające zaszczepienie są wymagane w przestrzeni publicznej, liczba w pełni zaszczepionych przekroczyła 80 proc. obywateli powyżej 12. roku życia. W Austrii – gdzie odsetek zaszczepionych wynosi 63 proc. (w Polsce to 53 proc.) – od kilku dni do restauracji czy hoteli także wpuszczane są tylko osoby zaszczepione. Skutek? Po okresie zastoju przed punktami szczepień znów ustawiły się kolejki.

We Francji wprowadzenie takiego samego rozwiązania wywołało protesty, a sondaże pokazują, że chociaż decyzję popiera mniej więcej 2/3 Francuzów, to około 20-25 proc. jest przeciwnych. Ale jednocześnie Francuzi się szczepią. Kiedy wprowadzano nowe przepisy, tylko 54 proc. obywateli było po pierwszej dawce szczepienia. W połowie października było to już 75 proc., a Francja wyprzedziła pod względem liczby zaszczepionych Wielką Brytanię, Stany Zjednoczone i Niemcy.

W Polsce, we wrześniowym sondażu dla „Rzeczpospolitej”, za wprowadzeniem obowiązku pokazania certyfikatu szczepień przy wejściu do kina czy teatru opowiedziało się 46,6 proc. respondentów. Przeciwnych było 25 proc., ale zapewne te liczby dałoby się poprawić, gdyby rząd na każdym kroku nie puszczał oka do ruchów antyszczepionkowych, a zamiast tego przeprowadził porządną kampanię promującą szczepienia. Dlaczego tego nie robi?

Ujawniane regularnie maile Michała Dworczyka pokazują, że najbliższe otoczenie premiera jest dotknięte ciężkim przypadkiem sondażokracji. Każdy kryzys, nawet taki, od którego zależy życie polskich obywateli, jest rozpatrywany w kategoriach sondażowych słupków. Zamiast pytać jak rozwiązać problem, otoczenia premiera pyta, co zrobić, żeby nie spadło poparcie.

Doradca Morawieckiego, Norbert Maliszewski, pisał w jednym z maili, że „ocena rządu i PADudy [Andrzeja Dudy] zależy od postrzeganej skuteczności walki z epidemią”. W związku z tym, przekonywał dalej, „potrzebny jest symbol poradzenia sobie z pandemią”, na przykład „zniesienie obowiązku noszenia maseczki na otwartym powietrzu”. Morawiecki się zgodził. Skandaliczna jest nie sama decyzja. Być może w tamtym czasie sytuacja pandemiczna na to pozwalała. Skandaliczne jest to, że decyzje w sprawach pandemii premier podejmuje nie pod wpływem lekarzy i naukowców, ale doradcy do spraw wizerunku. A przecież jego zalecenie nie jest oparte na żadnych danych epidemicznych, tylko na przewidywanym efekcie sondażowym!

To nie jedyny przykład. W marcu tego roku inny doradca premiera pisał, że rządowi potrzebny jest „efekt sprawności państwa w weryfikacji obostrzeń pandemicznych”. Zwracam uwagę, że nie ma tu mowy o poprawieniu faktycznej sprawności państwa, ale o sprawieniu takiego wrażenia! „Spróbujmy chociaż na jeden weekend pokazać, że to państwo działa i nie przymyka oczu na wszystko” – pisał Matynia. „Dobra – róbmy coś takiego”, odpowiedział Morawiecki, chociaż patrząc na realne skutki to im nie wyszło.

Z kolei 18 lutego 2021 roku ten sam Matynia pisał, że „aborcja spadła nam dziś z nieba”. O co chodzi? Tego dnia Platforma Obywatelska przedstawiła projekt rozwiązania tragicznej sytuacji, jaką zgotował polskim kobietom i ich rodzinom trybunał Julii Przyłębskiej, całkowicie zakazując aborcji. Zgodnie z projektem PO, Polki w trudnej sytuacji miałyby możliwość przerwania ciąży do 12. tygodnia. Co na to doradca premiera? Nie interesowało go, czy ta propozycja pomoże uniknąć rodzinnych tragedii takich jak ta, do której doszło ostatnio w Pszczynie. Interesowały go wyłącznie korzyści partii. „Spadła nam dziś z nieba kwestia aborcji. To jest dla nas szansa na nowe pozycjonowanie Platformy bardziej na lewo i zrobienie miejsca dla nas”, pisał Matynia.

W lipcu z kolei sam Morawiecki miał podobnie oceniać protesty przeciwko sfałszowanym wyborom na Białorusi. Setki tysięcy Białorusinów wychodziły wówczas na ulice domagając się odejścia Łukaszenki, mimo że reżim bezwzględnie rozprawiał się (i nadal rozprawia) z protestującymi – wyrzucając z pracy, brutalnie bijąc i zamykając w więzieniach. A tymczasem Morawiecki pisze, że „z całym szacunkiem dla Białorusinów to jest polityczne złoto dla nas”, bo pozwoli mu na jakiś czas uciszyć Zbigniewa Ziobro, który próbuje go podgryzać. Nie chodzi o to, by realnie pomóc Białorusinom, żeby cokolwiek osiągnąć – ważne są rozgrywki partyjne i sprawienie dobrego wrażenia.

To powtarzalny wzór – w rządzie Morawieckiego decyzje podejmuje się nie ze względu na ich realne skutki, ale na wyniki sondaży. Dla tego premiera wszystko jest PR-em. Kiedy więc dziś Morawiecki i jego ministrowie mówią nam, że dziennikarze nie są potrzebni na granicy z Białorusią, że mamy ślepo popierać działania rządu i na wiarę przyjąć, że wszystko jest w porządku, to nie sposób mu ufać. Zwłaszcza w tak poważnej sprawie jak prowokacje Łukaszenki.

Mamy też coraz więcej dowodów, że ten ciężki przypadek sondażokracji, na jaki cierpią ludzie Morawieckiego, coraz bardziej popycha ich w objęcia prawicowych radykałów. PiS z premierem na czele staje się całkowicie poddany oczekiwaniem ekstremistów i jest w stanie zrobić wszystko, żeby ich zaspokoić, ponieważ walczy o ich poparcie ze Zbigniewem Ziobro i Konfederacją. Przykłady? Miliony złotych dla Roberta Bąkiewicza i status uroczystości państwowych dla jego marszu niepodległości; procedowanie w Sejmie projektu Kai Godek przewidującego do 25 lat więzienia dla kobiet dokonujących aborcji i wcześniejszy, podły projekt szczujący na gejów i lesbijki; opowieści o „III wojnie światowej”, którą ma zacząć konflikt Warszawy z Brukselą.

Morawieckiemu i jego kolegom wydaje się zapewne, że sprytnie manipulują opinią społeczną. Ale wiele wskazuje na to, że szykują sobie pętlę na szyję, bo prawicowa ekstrema nigdy nie będzie usatysfakcjonowana i wysunie kolejne żądania. A Morawiecki będzie musiał je spełnić. Maile Dworczyka pokazują obraz władzy, którą cynizm oraz paniczny strach przed utratą poparcia popycha w objęcia radykałów. W imię źle pojmowanego interesu partii PiS naraża cały kraj, bo idzie w eskalację konfliktu społecznego, a to musi się źle skończyć.


Artykuły Radosława Sikorskiego ukazują się na MetropoliaBydgoska.PL w ramach działu OPINIE I FELIETONY.


Powiązane treści