Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]

Bartosz Fiałek: Mówią, że z naszych działań czerpią inne kraje. To jest parodia. To jest Korea Północna [STUDIO METROPOLIA]

Dodano: 20.03.2020 | 13:01
dr Bartosz Fiałek

rozmawiał Eryk Dominiczak | e.dominiczak@metropoliabydgoska.pl

Na zdjęciu: Bartosz Fiałek, lekarz reumatolog, przewodniczący Regionu Kujawsko-Pomorskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Fot. Szymon Fiałkowski

Bartosz Fiałek, na co dzień lekarz, ale także działacz związkowy w rozmowie z MetropoliaBydgoska.PL opowiada o niedoborach w ochronie zdrowia, nierównej walce z koronawirusem, ale także o tym, dlaczego warto sięgać po szybkie testy na SARS-CoV-2 i dlaczego po epidemiach dopada nas zbiorowa amnezja.

Ilu pana kolegów skorzystało ze słynnej zachęty „Niech jadą!” i wyjechało w ostatnich latach z kraju?
Trudno powiedzieć, ilu generalnie. Jeśli chodzi o liczbę zaświadczeń wydawanych przez Naczelną Izbę Lekarską, które pozwalają realizować się w innych krajach, to mówimy tutaj o 800-1000 osobach rocznie. Warto jednak dodać, że w tym samym czasie studia kończyło od czterech do pięciu tysięcy ludzi rocznie. A i wszyscy, którzy zaświadczenie otrzymali, na pewno nie wyjechali.

A teraz – dosłownie i w przenośni – wchodzicie cali na biało.
Dokładnie. Ale problem z kadrami jest ogromny. Jak szacuje Naczelna Izba Lekarska, brakuje od 50 do nawet 68 tysięcy osób. Taka jest skala. Braki były widoczne w newralgicznych punktach – chociażby na SOR-ach – już w czasach pokoju. Był problem z obsadzaniem dyżurów. A w czasie epidemii on się tylko pogłębi. Będą wypadali kolejni lekarze. We Włoszech personel stanowi 10 procent zakażonych. W Portugalii – 20 procent. Pamiętajmy, że jeśli kwarantannie będzie musiał poddać się lekarz ze szpitala powiatowego, to może to oznaczać zamknięcie albo oddziału, albo nawet całego szpitala. Bo szpitale powiatowe już teraz pracują na ostatnich oparach.

Kilka dni temu właśnie Naczelna Izba Lekarska postulowała zabezpieczenie części testów na wyłączną potrzebę pracowników ochrony zdrowia. A już trzeba było zamknąć chociażby laboratorium przy Państwowym Zakładzie Higieny, bo u jednego z pracowników potwierdzono obecność koronawirusa. Problem będzie narastał?
Ja uważam, że tak. Dopóki nie będziemy stosowali wystarczającej liczby środków ochrony indywidualnej, to pracownicy ochrony zdrowia – lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni czy diagności będą wypadali. Potrzebne jest maksymalne zabezpieczenie – maseczki, gogle, kombinezony. To są podstawowe rzeczy, ale doskonale wiemy, że mamy braki. A jak będą zbyt duże, to może dojść do tragedii, bo zabraknie obsady.

We wtorek – zaledwie kilka godzin po potwierdzeniu pierwszych siedmiu przypadków zakażenia wirusem SARS-CoV-2 w regionie – bydgoski szpital zakaźny zaapelował o przekazywanie środków ochrony osobistej. Dyrektor Grażyna Welter pisała o tym, że szpital jest „zmuszony do przygotowania tego apelu” i „dziękuje za zrozumienie bardzo trudnej sytuacji”. W tym samym czasie wojewoda odpowiada, że dziękuje tym, którzy „racjonalnie gospodarują środkami”, a stwierdzeń pani dyrektor komentował nie będzie.
Wojewoda ma kompletny brak kompetencji do oceny wykonywania i realizacji świadczeń zdrowotnych. I mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością. Nie wie tego z racji wykształcenia, nie jest osobą, która ma jakiekolwiek pojęcie, jak funkcjonuje szpital, jak lekarz musi się ubrać i kiedy musi to zrobić. Ja nie mam pojęcia o zaawansowanej ekonomii i tak samo pan Bogdanowicz nie ma pojęcia o zaawansowanej medycynie. Bo z taką mamy teraz styczność. Pracujemy na najwyższych obrotach, z najbardziej specyficzną i szczegółową medycyną. Pan wojewoda tego nie rozumie i dlatego mówi o racjonalnym wykorzystywaniu środków. A problem jest taki, że środków brakuje, więc nie można mówić o racjonalnym bądź nie ich dystrybuowaniu. Z Grudziądza dochodzą do nas sygnały, że otrzymują zbyt mało środków ochrony indywidualnej. Mam bardzo dużo pretensji do polityków o to. Oglądałem wystąpienie kanclerz Merkel, która mówi, że pomimo wydania 2 bilionów euro (a my takich pieniędzy nigdy nie zobaczymy), sytuacja jest zła. Powiedziała to spokojnym tonem, żeby nie nakręcać, ale powiedziała prawdę. A my mówimy nieprawdę. Opowiadamy, że jest dobrze, podczas gdy Niemcy pod względem opieki zdrowotnej biją nas na głowę. U nas mówią, że z naszych działań czerpią inne kraje. To jest parodia. To jest Korea Północna. Z nas nikt nie czerpie. A przekaz musi być taki, żeby nie było paniki, ale żeby był prawdziwy.

Ale to zrozumiałe, że najbardziej obawiamy się instynktu stadnego, że zacznie się panika, wykupowanie wszystkiego ze sklepów i szykowanie się jak na wojnę atomową.
Oczywiście, ale jeszcze raz powtarzam – prawdę trzeba mówić uspokajającym tonem. Szpital w Grudziądzu nie jest, jak mówi pan wojewoda, gotowy do działania. Rozmawiałem w środę przez dwie godziny z lekarzem, który mówił, że nie ma procedur, że nikt nic nie wie, a wszystko ustalane jest z dnia na dzień. Mają w szpitalu jednego specjalistę chorób zakaźnych, w dodatku z pierwszym stopniem specjalizacji, który od 25 lat jeździ karetką. Strefa czysta miesza się z brudną, zakaźną. To nie ich wina, że nie znają zasad, bo skąd je mają znać? Jeżeli ktoś jest laryngologiem czy okulistą, to nie musi znać procedur alarmowych. Ja jako przyszły reumatolog ich nie znam. I nie muszę, bo państwo powinno nam pomóc. A państwo powiedziało – jesteście szpitalem jednoimiennym zakaźnym i sobie radźcie. Oczywiście – damy sprzęt, dołożymy trochę pieniędzy. Ale życia to nie uratuje, jeśli nie będzie ludzi.

Kto i kiedy zatem, bo nie wiem, które z tych pytań jest ważniejsze, powinien pojawić się w szpitalach przekonwertowanych na zakaźne? To przecież 19 szpitali w całym kraju.
W momencie, gdy zapadła decyzja, czy to o przekształceniu szpitala w Grudziądzu czy w Łomży, gdzie pracowała była posłanka Prawa i Sprawiedliwości Bernadeta Krynicka, to ona akurat powiedziała prawdę: Nie jesteśmy przygotowani. To tak, jak byśmy wysłali żołnierzy z pięściami na czołgi. Tam powinni jechać epidemiolodzy. A nawet wojsko, bo ma bardzo dobre procedury, jeśli chodzi o sytuacje alarmowe. Tym biednym lekarzom na miejscu trzeba pokazać, jak mają zorganizować miejsce pracy w tych nowych, trudnych warunkach. Do tych szpitali powinni być też skierowani lekarze chorób zakaźnych, wirusolodzy i odpowiadać na pytania. A teraz w Grudziądzu jest tak, że pytania są, ale nie ma kto na nie odpowiadać.

Gdy o wypowiedź Krynickiej zapytano wicepremiera Jarosława Gowina, to na antenie TVN24 powiedział, że jest to dowód, że nie należy traktować jej poważnie.
Wyciszamy wszystkich ludzi, którzy mówią prawdę niekorzystną dla rządu. To się dzieje od wielu lat, nie tylko zresztą za obecnego rządu. Ale cenzura wyciszająca osoby nieprzychylne jest teraz bardzo mocno widoczna. Kiedyś tego nie dostrzegałem, na studiach nie miałem możliwości działać, jak obecnie, nie miałem instrumentów. Natomiast nigdy nie widziałem takiej obrony własnych przekonań – wszystko robimy idealnie, mówimy tylko o sukcesach. Jest na to dobre powiedzenie: Pycha kroczy przed upadkiem. Pan Gowin nigdy nie zarządzał żadnym szpitalem, a Krynicka miała z nim jednak styczność. To kto wie lepiej, co tam się dzieje? Powiedziała rzeczy niewygodne, więc na drugi dzień zawieszono ją w prawach członka Prawa i Sprawiedliwości.


ZOBACZ TAKŻE: WIĘCEJ WYWIADÓW Z CYKLU STUDIO METROPOLIA


Czy podziela pan opinię, że minister zdrowia Łukasz Szumowski wykonuje obecnie dobrą pracę? Aż dziwne, że dla nas novum jest spokój i opanowanie.
Moim zdaniem wykonuje bardzo dobrą pracę, choć nie raz spotykaliśmy się po dwóch stronach barykady, gdy negocjowaliśmy i nie dawali nam tego, o co postulowaliśmy. Ten człowiek robi, co może. A możliwości mamy takie, jakie mamy. Z jednej strony winię go, ale też tłumaczę – mówiliśmy o tym, że trzeba zwiększyć nakłady, zmienić politykę kadrową, zacząć radzić sobie z biurokracją. Gdybyśmy zmienili system, to do epidemii też bylibyśmy lepiej przygotowani. Skoro tego nie zrealizowaliśmy, to mam żal, ale w tej sytuacji pracę wykonuje dobrze.

Robi, co może. Czyli może za mało?
Tak, bo minister zdrowia w Polsce czy nawet cały resort to nie jest resort decyzyjny. Takim jest najczęściej, co zrozumiałe, ministerstwo finansów. Od niego zależy, dokąd pójdą pieniądze. Minister Szumowski, jestem przekonany, doskonale znał problemy ochrony zdrowia i wiedział, że trzeba zwiększyć nakłady. Ale nie miał mocy, którą ma minister finansów, żeby przesunąć środki na ochronę zdrowia. Jako minister mało może. Nie może powiedzieć, że chce 10 miliardów i rząd to przyjmie, sejm to przyjmie, a prezydent podpisze. Musi liczyć na dobrą wolę premiera, wicepremierów, ministra finansów, wreszcie – prezydenta.

Tylko patrząc z dłuższej perspektywy – to jest problem systemowy i wieloletni. Pojawiła się dyskusja o wspólnych zamówieniach, chociażby na testy na koronawirusa, i okazało się, że do tego mechanizmu nie chciał przystąpić rząd z Bartoszem Arłukowiczem.
Uważam, że każdy rząd – a mówiłem to zawsze – w nowej Polsce, czyli po 1989 roku popełnił zaniedbania. A rządzili już wszyscy od lewej strony do prawej – AWS, SLD, PO z PSL czy PiS. I każdy miał możliwość przeprowadzenia reformy, i każdy ochronę zdrowia zlekceważył tak bardzo, jak mógł. Nie jest to tylko wina PiS-u. Epidemia trafiła na rządy PiS, ale oni też rządzą już piąty rok. Reforma ochrony zdrowia jest długa, ale gdybyśmy zaczęli ją pięć lat temu, to efekty byłyby już widoczne.

Teraz rząd, w ramach pakietu zwanego tarczą antykryzysową, zapowiada 7,5 miliarda złotych dla ochrony zdrowia.
Trudno mi w to uwierzyć, zwłaszcza po tym, jak widziałem negocjacje z nami. Pytanie – skąd wziąć te pieniądze? Ustawa budżetowa jest przyjęta. Przecież tych pieniędzy nie dodrukują, muszą je skądś przesunąć. Czy są w rezerwach? Nie wiem, ale nie sądzę, byśmy kiedykolwiek mieli takie rezerwy. Myślę, że takie pieniądze i tak miały trafić do ochrony zdrowia, bo większe nakłady wynikają ze wzrostu pensji minimalnej i składek na ubezpieczenie zdrowotne. Rząd mówi o skokowym wzroście nakładów, ja uważam, że następuje to stopniowo. Co nie znaczy, że pieniądze są wystarczające. Ale rząd nie dokłada, rośnie ściągalność i wysokość składki. Kwotowo jest więcej, ale nic poza tym.

Ja już prawie zapomniałem, a minęło zaledwie kilka dni, o Funduszu Medycznym zapowiedzianym kilka dni temu. W jego przypadku padła kwota 3 miliardów złotych.
Z tego, co pamiętam, dla onkologii. To była odpowiedź na środkowy palec posłanki Lichockiej, gdy zwycięskie okazało się głosowanie nad rekompensatą abonamentową dla mediów państwowych. Partia rządząca przekazała dla nich dwa miliardy złotych i zrobiło się larum. Stwierdzono, że opinię publiczną trzeba udobruchać, więc damy 3 mld złotych na onkologię, żeby nie płakała, że daliśmy 2 mld zł na TVP. To typowa zagrywka, zwłaszcza w kampanii prezydenckiej, żeby odciągnąć uwagę od czegoś, co może budzić społeczny opór. Tak samo jak nie wiem, skąd wezmą 7,5 mld zł, tak samo nie wiem, skąd wezmą te 3 mld zł. Dla mnie to taka wrzutka na odczepne.

Podczas środowej konferencji prezydent Andrzej Duda zapowiedział rozmowę z prezydentem Chin Xi Jinpingiem, aby Chiny przekazały nam więcej środków ochrony osobistej.
Dostałem zdjęcia od osoby, która była w Chinach służbowo i widziała, jak wyglądają ich szpitale. Chiny są takim potentatem gospodarczym, że przy nich jesteśmy bardzo mali, więc nie wiem, co ta rozmowa może wnieść. Oni mają chociażby tomografy na kółkach sterowane elektronicznie. Zobaczyłem zdjęcie z oddziału intensywnej terapii – 70 czy 80 łóżek, pełna automatyzacja, inny świat. My nigdy nie będziemy mogli w promilu zrealizować tego, co w przypadku Chin. Nie mamy ani zasobów ludzkic