Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]

Dr Paweł Rajewski: Dzięki koronawirusowi wracamy do podstaw. Do zasady wody z mydłem [STUDIO METROPOLIA]

Dodano: 06.03.2020 | 09:42
Paweł Rajewski Bydgoszcz

rozmawiał Eryk Dominiczak | e.dominiczak@metropoliabydgoska.pl

Na zdjęciu: Dr Paweł Rajewski jest wojewódzkim konsultantem do spraw chorób zakaźnych i członkiem sztabu kryzysowego zajmującego się koronawirusem.

Fot. Szymon Fiałkowski

Rozmowa z dr. Pawłem Rajewskim, wojewódzkim konsultantem do spraw chorób zakaźnych – o tym, jak radzić sobie z medialnością koronawirusa, jak zachować się, gdy mamy podejrzenie wirusa u siebie i dlaczego warto zachować spokój i nie być nadgorliwym, ale jednocześnie czujnym.

Dużo łatwiej było w ostatnim czasie zdiagnozować nie pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce, ale to, kto zajmuje sie wirusami od dawna, a kto – od tygodnia. Jedni mówili o zakażeniu, drudzy – o zarażeniu.
To prawda.

Ale ujawnienie pierwszego przypadku zakażenia koronawirusem było kwestią czasu.
Zdecydowanie. Co więcej, wirus musiał być w Polsce już od jakiegoś czasu. Ale również musiał mieć postać łagodną, jak w przypadku przeziębienia czy grypy, że nie zawsze trafiamy z nim do lekarza i mija samoistnie.

Czyli teorie spiskowe o ukrywaniu pierwszego przypadku koronawirusa należy włożyć między bajki?
Absolutnie, potwierdzonego przypadku nie dałoby się ukryć.

W czwartek Ministerstwo Zdrowia podało, że w Polsce dotąd przebadano 767 próbek na obecność koronawirusa. To dużo czy mało?
U nas w województwie badanych jest obecnie 45 osób (w czwartek po południu urząd wojewódzki podał, że tzw. nadzorem epidemiologicznym objętych jest 75 osób – red.). Badamy wówczas, gdy mamy istotne podejrzenie o zakażeniu. My nie jesteśmy aż tak atrakcyjnym dla obcokrajowców krajem, nie ma aż tylu imprez masowych, szczególnie o randzie międzynarodowej, więc myślę, że to jest stosunkowo dużo jak na Polskę.

Chińczycy o wirusie poinformowali późno, co mogło przełożyć się na skokowy w ostatnim czasie wzrost zachorowań w Niemczech czy we Włoszech. A czy my – jako kraj, media, politycy zdaliśmy pierwszy z egzamin z informowania?
To nowy wirus i trochę się go uczymy. Mamy też rezerwę w prognozowaniu, co się wydarzy. Ale poznajemy go coraz lepiej, bo w pierwszej fazie uczyliśmy się pewnych zachowań na modelu chińskim. I informacja też była taka, jaką mieliśmy na dany moment. Zresztą, myślę, że media opiniotwórcze przedstawiały sprawę w miarę rzetelnie. Gorzej w przypadku mediów…

…newsowych.
Tak. Lub portali społecznościowych. Pojawiało się dużo fake newsów. Bo to się czyta. Bo to jest chwytliwe, bo to się sprzedaje.

Miałem w pewnym momencie wrażenie, że w Polsce takich „pierwszych przypadków” było z pięć.
Dlatego w tej chwili musi być duży nacisk mediów na uspokojenie i wyrobienie u ludzi w Polsce pewnych nawyków. Na przykład – nie: jestem chory, idę do lekarza… do izby przyjęć, SOR-ów czy POZ-ów, ale: mam objawy, podejrzenia, dzwonię do stacji sanitarno-epidemiologicznej, na infolinię NFZ czy na numer 112. W epidemii jest to bardzo ważne, żeby nie być w łańcuszku zarażania.

Zwłaszcza że zestaw objawów jest w stanie sprawdzić każdy z nas.
Najważniejszy jest czas – należy obserwować się do 14 dni od momentu przebywania w rejonach, gdzie koronawirus występuje np. Chiny, Wietnam, Tajlandia, Tajwan, Iran, Włochy i inne… Najlepiej na bieżąco sprawdzać dane w CDC (Center for Disease Control; agenda rządu USA, której zadaniem jest m.in. monitoring chorób zakaźnych – przyp. red.), ECDC (odpowiednik europejski CDC), WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) czy GIS (Główny Inspektor Sanitarny). Oczywiście, podobnie, gdy przebywaliśmy z osobą, która wróciła z takiej podróży czy też opiekowaliśmy się osobą chorą z potwierdzonym zakażeniem koronawirusem.  Kluczowe objawy to: gorączka powyżej 38 stopni, suchy kaszel, nieznaczny ból gardła czy duszność. Ale, wiadomo, to też objawy typowe dla grypy. Dlatego warto zaszczepić się przeciwko niej, bo wtedy ją mamy, mówiąc kolokwialnie, z głowy, wykluczoną.

Przekonanie do szczepionki na grypę idzie opornie.
Absolutnie. Epidemia koronawirusa pokazuje nam jednak, że wobec chorób zakaźnych jesteśmy trochę bezbronni. Musimy pamiętać więc o nich i o tych chorobach, które wracają. Choćby o odrze, której większa liczba przypadków jest wprost związana z wyszczepialnością, a ta dzięki ruchom antyszczepionkowym w ostatnich latach spadła. Ale jak cofniemy się, to mieliśmy i ptasią, i świńską grypę, wirus ebola czy zika, a przedtem jeszcze MERS czy SARS pierwszego rodzaju. To wraca i musimy być czujni. W zaleceniach na 2020 rok, które co roku przygotowuje WHO, pojawia się zawsze katalog tego, czego możemy się obawiać w nadchodzącym roku. Są tam różne choroby np. serca, pandemia grypy, wirus HIV, antybiotykooporność czy ruch antyszczepionkowy, ale jest też – na dole – zapis: „choroba X wywołana przez wirus X”, która może spowodować poważną pandemię. Tak nas straszą od zawsze…

Kluczowe objawy to: gorączka powyżej 38 stopni, suchy kaszel, nieznaczny ból gardła czy duszność. Ale, wiadomo, to też objawy typowe dla grypy. Dlatego warto zaszczepić się przeciwko niej, bo wtedy ją mamy, mówiąc kolokwialnie, z głowy, wykluczoną.

Czymś nieznanym.
My jako zakaźnicy czasami śmiejemy się, że jak wyleczymy wszystkich chorych z przewlekłym zapaleniem wątroby typu C czy B, bo są doskonałe leki, to nie będziemy mieli co robić. Ale biologia nie lubi pustki, pojawiają się nowe rzeczy, nowe patogeny lub mutują stare… Koronawirusy znamy od lat 60. Warto dodać, że corocznie 30 procent zwykłych infekcji dróg oddechowych jest spowodowana właśnie przez koronawirusy. Czasami jednak, jak w tym przypadku, następuje przeskok wirusa ze świata zwierzęcego na świat ludzi, jak miało to miejsce w przypadku SARS czy MERS, jak i w tym przypadku z SARS-CoV-2. Na ten temat są obecnie różne teorie.

Chińczycy nawet badają, czy na targ w Wuhan im go ktoś „nie podrzucił”.
Albo że wirus wydostał się z laboratorium, bo pod Wuhan jest duże laboratorium biologiczne. Więc rzeczywiście boimy się tego, czego nie znamy. Dużo więcej ludzi jednak nadal umiera na grypę. Jak popatrzymy na statystyki, to w stosunku do SARS czy MERS nowy koronawirus SARS-CoV-2 ma znacznie mniejszą śmiertelność. Dwa, góra trzy procent.

Ale też większą zachorowalność.
Jest większa skala. Śmiertelność grypy wynosi maksymalnie jeden procent, skala też jest duża, bo globalnie dużo ludzi choruje, ale w różnym czasie i zdążyliśmy się do grypy przyzwyczaić i z nią oswoić, bo znamy ją od lat. Czy będzie epidemia w Polsce, tego nie wiemy. Na razie mamy pierwszego pacjenta. Wszystko teraz zależy od wyedukowanego społeczeństwa i zachowania zdrowego rozsądku.

Profesor Robert Flisiak przestrzega przed zjawiskiem paniki, którą nazywa wprost paniCOVID-em (COVID-19 to jednostka chorobowa wywołana przez wirus SARS-CoV-2 – dod.red.). Jak temu przeciwdziałać?
Rzetelną informacją. Powtarzaniem do znudzenia przez wszystkie media, nieważne, czy państwowe czy prywatne, telewizję, radio i gazety – masz takie i takie objawy, zadzwoń. Takie same komunikaty powinny pojawić się na ekranach na przystankach, w radiu powinny pojawiać się przerywniki. Musimy być społeczeństwem przygotowanym. Ale nie tylko informacyjnie, ale również w zakresie higieny – mówię o myciu rąk czy rezygnowaniu z pocałunków na powitanie.

Ale ręce możemy sobie jeszcze podać. My to zresztą na powitanie zrobiliśmy.
My sobie podaliśmy ręce, ale warunkiem jest, co zrobimy później. Czy umyjemy te ręce, czy trafią one do ust, nosa, w zależności od nawyków.

Czyli wracamy do podstaw.
Tak, do zasady wody z mydłem. I powiem zupełnie szczerze, że to wystarczy. Trzeba pamiętać o prawidłowym myciu, między palcami, kciuki. Nie chodzi tylko o zamoczenie w wodzie.

A nie miał pan poczucia absurdu, gdy widział pan, jak ważne osoby w państwie sprzeczają się o to, czy płyn dezynfekujący można nałożyć, naciskając dozownik kciukiem czy łokciem?
Nawyk dotykania łokciem to nawyk chirurgiczny, przedoperacyjny. Warto jednak zauważyć, że aerozol, który wydziela osoba zakażona (a wirus roznosi się drogą kropelkową), osadza się na przedmiotach. I jak wynika z najnowszych badań, może tam pozostać do dziewięciu dni. Stąd tak ważne jest, żeby myć ręce po pobycie w miejscach użyteczności publicznej – autobusach, tramwajach czy windach. W okresie wzmożonej ostrożności należy ręce myć nawet co godzinę. I wietrzyć pomieszczenia.

Zalecenie, aby zachować dwumetrowy odstęp od innej osoby jest, chociażby w tramwaju, nie do zrealizowania.
Jest to niewykonalne, ale powinniśmy być świadomi nie tylko informacyjnie. Jeśli jesteśmy chorzy, mamy katar, kaszel, zostańmy w domu. Dziecko jest zakatarzone – nie puszczajmy go przedszkola czy żłobka. Marzymy o wyjeździe na koncert, na który bilet kupiliśmy pół roku temu, ale jesteśmy chorzy – zrezygnujmy. To absolutne podstawy. Musimy zachowywać się świadomie. Bądź świadomy – nie zarażaj innych!

W męskiej ekstraklasie siatkówki właśnie ogłoszono, że zawodnicy przed meczem nie będą podawali sobie ręki. Ale – mimo że siatkówka nie jest sportem kontaktowym – wirus może osadzać się chociażby na piłce. Czyli nadgorliwość?
W tym momencie? Myślę, że tak. Aczkolwiek przy imprezach masowych, zwłaszcza rangi międzynarodowej, gdzie są zawodnicy czy publiczność z różnych krajów, takie zawody powinny odbywać się bez publiczności albo być odwoływane. Podobnie jest z międzynarodowymi kongresami lekarskimi, właśnie jeden z nich został odwołany.

A w warunkach krajowych? Idziemy śladem włoskim czy szwajcarskim i odwołujemy duże wydarzenia czy mecze?
Na razie nie ma takiej potrzeby. Jako kraj mamy jeden przypadek, może na jednym się skończy. Byłoby to nieuzasadnione sianie paniki. Najbliższy miesiąc pokaże nam, jak sytuacja się rozwinie. Musimy być cierpliwi, ale zachować czujność.

Czyli cierpliwości zabrakło wojewodzie lubelskiemu, który w środę chciał rozegrania pięciu meczów piłki nożnej przy pustych trybunach, a w czwartek się z tego wycofał? Zaczęto nawet ironizować, że pomylił swoje województwo z lubuskim (pierwszy i jak dotąd jedyny przypadek koronawirusa w Polsce stwierdzono w Zielonej Górze – red.).
Nie ma obecnie zaleceń głównego inspektora sanitarnego, żeby odwoływać imprezy masowe. Przed każdą oczywiście wojewoda może wystąpić do GIS z pytaniem o opinię. W tej chwili nie ma jednak zakazu, podobnie jak nie ma zakazu podróżowania do Niemiec czy Szwajcarii. Nie jest oczywiście zalecany wyjazd w rejony, gdzie występuje koronawirus. Nie ma też zakazu wyjazdy do Włoch, zwłaszcza jeśli nie jedziemy na północ. Uważać jednak trzeba.

SARS czy MERS miały też niższą zachorowalność, bo dopiero w ostatnich latach zmieniła się praktyka podróżowania?
To w pewnym stopniu zadecydowało. Jest moda na podróżowanie, udajemy się w coraz dalsze rejony. Ale mamy też mobilność pracy, wielu kontrahentów czy studentów z innych krajów, którzy jako miejsce docelowe wybierają Polskę.

Do tego węzły przesiadkowe na lotniskach.
Wraz z rozwojem cywilizacji możemy więc spodziewać się większej liczby takich chorób. Co więcej, choć nie dotyczy to koronawirusa, ociepla się klimat. A wiadomo, że niektóre choroby zakaźne np. gorączki krwotoczne o podłożu wirusowym wymagają pewnych wektorów do przeniesienia. Na przykład określonych gatunków komarów, które występują wyłącznie w określonym klimacie. Ale ten zmienia się i niewykluczone, że za kilka,