Bydgoszcz
8C
Opady
93% wilgotność
Wiatr: 5km/h W
H 8 • L 8
8C
Czw
4C
Pt
4C
Sob
5C
Nd
1C
Pon
Metropolia BydgoskaBydgoszczInwestycjeDariusz Smól: Na osiedla powinny trafiać większe środki z budżetu miasta [STUDIO METROPOLIA]
Dariusz Smól
22.06.2018 | 06:00

Dariusz Smól: Na osiedla powinny trafiać większe środki z budżetu miasta [STUDIO METROPOLIA]

Na zdjęciu: W dzisiejszym Studiu Metropolia prezes stowarzyszenia Miedzyń i Prądy Dariusz Smól.

Fot. Stanisław Gazda

W środę radni miejscy rozmawiali o planach przebudowy ulicy Nakielskiej. Długo wyczekiwana inwestycja nie jest jednak jedynym problemem mieszkańców Miedzynia. O tempie budowy dróg gruntowych, zaniedbanym Kanale Bydgoskim, a także o niesprawiedliwym dzieleniu środków na inwestycje w mieście rozmawiamy w ramach cyklu Studio Metropolia z Dariuszem Smólem, prezesem stowarzyszenia Miedzyń i Prądy.

– Miedzyń przyzwyczaił się już do czekania? Czekacie na Nakielską, na basen, na autobus na Górny Taras.
– Pewnie się przyzwyczaił. (śmiech) To jest taki stan permanentnego czekania, w  którym tak naprawdę  mieszkańcy są już zniecierpliwieni i zniechęceni. Podejrzewam, że nie tylko na Miedzyniu, ale też na innych osiedlach jest podobnie.  Mimo zapowiedzi niewiele się zmienia. Przygotowałem ostatnio raport dotyczący inwestycji na Miedzyniu na podstawie informacji publicznej i interpelacji radnych, gdzie wyliczyłem, ile pieniędzy powinno przypadać na nasze osiedle biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców, a ile przypada w rzeczywistości. I od 2013 roku wygląda to niestety coraz gorzej. Zapewnienia ze strony władz miasta, że troszczą się o nasze osiedle rozmijają się znacznie z rzeczywistością.  Rozpoczął się wyczekiwany cykl spotkań z  prezydentem. Oglądałem w poniedziałek relację z Fordonu i tam zastanawiano się, czy miasto powinno przeznaczać więcej środków na nadrabianie wieloletnich zaniedbań jak np. drogi osiedlowe czy na duże inwestycje na miarę miasta metropolitalnego. W pewnym momencie prezydent zaproponował aby mieszkańcy zdecydowali na co przeznaczyć ponad 200 milionów złotych (połowa z całej puli którą w 2017 mieliśmy do zainwestowania). Nie jestem pewien czy to była propozycja na serio, ale jest to dobry kierunek do otwarcia dyskusji. Sam prezydent ma też tę przewagę, że w budżecie na 2019 roku, który będzie konstruował może zaproponować konkretne rozwiązania. Czy będzie chciał?

– Dla osiedli jest budżet obywatelski.
– Ale proponowane środki to jest nadal zdecydowanie za mało. W moim odczuciu to nauka przez zabawę. Zachęcamy mieszkańców do aktywności, pobudzamy obywatelskość, ale nie rozwiązuje to naszych osiedlowych problemów.  Do tej pory nasze osiedle otrzymywało ponad 170 tysięcy złotych, teraz jest więcej, ale to jest – cytując klasyka – tyle co na waciki. Oczywiście wybudowane place zabaw, których brakuje na osiedlu, cieszą mieszkańców ale – jak wspomniałem – to nie są pieniądze, które mogą w sposób przemyślany zdecydowanie odmienić zaniedbania.

 – Miasto zna potrzeby Miedzynia?
– Przygotowując roczne zestawienie inwestycji celowo podzieliłem je na inwestycje z inicjatywy miasta i wychodzące od mieszkańców. I okazuje się, że to mieszkańcy wykazują się przede wszystkim większą  determinacją, a miasto chyba robi to, co musi na daną chwilę. Zauważam co prawda pewne zmiany w nastawieniu, urzędnicy raczej wiedzą, gdzie leży nasze osiedle, ale nadal, mimo że przedstawialiśmy pisemnie nasze priorytety, odnoszę wrażenie, że  nie do końca są one znane. Opowiem anegdotkę. Moja jedna z pierwszych wizyt w urzędzie miasta na Grudziądzkiej. „Dzień dobry, jestem z Miedzynia”, w skrócie mówię co chciałbym się dowiedzieć (chodziło o basen), a urzędniczka niepewnie wstaje, obraca się w kierunku zachodnich okien i machając ręką w tę stronę mówi: „ a Miedzyń to tam”. Rozpoznawalność Miedzynia, Prądów wzrosła, ale rzeczywistość mocno skrzeczy.

– Najwięcej mówi się o problemie z ul. Nakielską. Jak pan ocenia koncepcję jej przebudowy?
– Na razie jesteśmy w fazie dyskusji. Mieszkańcy, którzy bezpośrednio przy niej mieszkają i prowadzą biznesy wystosowali jakiś czas temu petycję, w środę miało miejsce wystąpienie obywatelskie jednego z nich na sesji, każdy – co naturalne – chce przedstawić swoje zdanie. Natomiast w naszym patrzeniu na ten problem błąd został popełniony już na początku, bo nie zrobiono projektu dla całej ulicy, o co prosiliśmy w 2015 roku wspólnie z Radą Osiedla Wilczak-Jary, tylko dla części. Jeśli nawet zostanie ona przebudowana w takiej formie, jaką obecnie się proponuje, to nie rozwiąże to naszych problemów dojazdowych.  Wiadukt, który jest po drodze, spowoduje, że ten problem nie zniknie. Teraz dojdzie do tego jeszcze parking, który ma tam powstać. Wydaje mi się, że prędzej czy później temat wiaduktu odbije się nam czkawką.

– Pana zdaniem przebudowa ma sens tylko, jeśli obejmie całą Nakielską?
– Sama inwestycja oczywiście może być  podzielona na odcinki, natomiast trzeba byłoby przygotować wizję tego, jak ulica ma wyglądać w całości. Gdyby taki projekt zrobiono, to moim zdaniem koncepcja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.

– W ubiegłym roku pisaliście w tej sprawie do prezydenta.
– Dostaliśmy odpowiedź, że koncepcja będzie przedłużona do Nasypowej. Pojawiły się nieoficjalne informacje, że tam powstanie rondo, ale na razie trudno mi się do tego odnosić. To i tak jest taki półśrodek.

– Pomysł budowy parkingu w ramach systemu Park&Ride przy Trentowskiego spotkał się z powszechną krytyką.
– Zgadzam się z Pawłem Górnym ze Społecznego Rzecznika Pieszych, że w przypadku naszej części miasta parking powinien zostać umieszczony na wysokości Łochowskiej, skrętu do Belmy, na granicy miasta. Wtedy miałoby to sens. Na obecnym projekcie parkingi umieszczono w trochę niezrozumiałych miejscach, jak np. przy Tańskich, gdzie przewiduje się wyburzenia i parking na powyżej sto miejsc. W planach Miejskiej Pracowni Urbanistycznej mowa o zachodniej obwodnicy, o przedłużeniu linii tramwajowej i to by się ładnie składało. Natomiast widząc  zaproponowany układ wiem już, że ZDMiKP nie myśli o przebudowie wiaduktu ani o przedłużeniu tramwaju.


CZYTAJ TAKŻE: Park & ride w Bydgoszczy. System potencjalnych błędów i wypaczeń? [RAPORT, MAPA PARKINGÓW]


– Mówiąc o inwestycjach i Miedzyniu, pierwsze co się kojarzy to gruntówki.
–  Jesteśmy osiedlem, które ma najwięcej gruntówek, więc to zawsze będzie temat numer 1. Ale są też inne problemy związane z brakiem oświetlenia kilkunastu ulic,  przeprawy drogowej i kładek pieszo-rowerowch, komunikacją miejską na Górny Taras, wykorzystaniem przystanku kolejowego na Błoniu, z zagospodarowaniem terenów nad Kanałem Bydgoskim po dwóch stronach, włączając Flisy i Osową Górą oraz oczywiście sprawa basenu.  Z naszego punktu widzenia dobrze, że po kilku latach zdecydowano się zaktualizować strategię miasta, bo w dotychczasowych dokumentach nie było prawie żadnych zapisów, które by nas dotyczyły.

– W kwestii gruntówek są uchwalone zapisy, ale w rzeczywistości niewiele z nich wynika.
– Do końca tego roku miało być wybudowanych  sześć ulic, a na chwilę obecną żadna nie powstała. Na Leszczynie i Osadzie rozpoczęto wstępne prace. Mógłbym zrozumieć opóźnienia, ale coraz bliżej jest 2019 rok, a my nadal nie wiemy, które kolejne ulice będą następnie budowane. Zaczyna się rozmowa o zmianie kryteriów, a ludzie są po prostu bardzo zniecierpliwieni. Czytałem o przykładzie Torunia. Tam wydawane są porównywalne środki, a wybudowanych kilometrów jest dużo więcej.

– Kilometry to dobry wskaźnik?
– Bardzo dobry.

–  Ale gdy na komisji podawano przykład Torunia, a także Radomia, to mówiono, że nie chciałby pan mieć pod domem drogi o takiej jakości jak w Radomiu.
– Toruń buduje ulice z pełną infrastrukturą sanitarną i w kostce, a więc modelowo. Radom poszedł trochę na skróty. Mieszkałem wiele lat przy gruntówce na Miedzyniu, teraz przy innej na Prądach i przy obecnym tempie prac moja ulica zostanie utwardzona pewnie gdzieś po 2100 roku. To jak zadałem sobie pytanie, czy wolę radomską drogę czy gruntówkę, to jednak chyba wolę jechać po radomskiej. Zawsze jednak uważałem, że każdą robotę trzeba zrobić raz a dobrze, więc takie odejście od tej zasady sprawia, że nie czuję się komfortowo.  W Radomiu był problem i postanowiono sobie z nim poradzić.

– U nas zdecydowano się na kryteria i jakość.
– Jeżeli to by szło w tempie trzydziestu ulic rocznie, co jest przecież możliwe i miałbym perspektywę, że za 20-30 lat będą zrobione wszystkie ulice w naszym mieście, to bym się zgodził, ale w tempie pięciu ulic rocznie to my zakończymy utwardzanie w 2136. A my nawet tego tempa teraz nie realizujemy. Cały 2015 rok dyskutowaliśmy. Z inicjatywy mieszkańca Miedzynia, pana Benedykta Grobelnego powstał projekt uchwały obywatelskiej, pod którym zebraliśmy ponad 1700 podpisów i przyszliśmy z propozycją do ratusza.  Temat podjęli również radni opozycyjni, składając własne projekty i finalnie dyskusja zakończyła się powstaniem kryteriów, ale co najważniejsze zagwarantowano 17 milionów złotych rocznie. Minęły trzy lata i nic z tego nie wynika. Mówię to z przykrością.


– Wspomniał pan o Kanale Bydgoskim i braku pomysłu na jego wykorzystanie. To wokół niego powinno się skupić życie Miedzynia?
– Kanał to takie nasze dobro, które jest zaniedbywane. W zeszłym tygodniu miałem okazję maszerować wzdłuż całego kanału i serce mi płakało, że tak to wygląda, szczególnie nad urokliwym Starym Kanałem na Okolu i Wilczaku. Z tego co pamiętam na ten odcinek wykonano w ramach programu Reuris projekt zagospodarowania. Wykonano rewitalizację tylko przy ul. Wrocławskiej. Każdy by chciał korzystać z tego co ma blisko siebie, żeby nie trzeba było jechać np. do Myślęcinka. Wdłuż ul. Spacerowej odbywa się nieprawdopodobny wręcz ruch rowerowy, pieszy, rolkowy, a także  często widać osoby chodzące na kijkach. Zarówno w weekendy, jak i w tygodniu. Teraz z budżetu obywatelskiego powstały urządzenia do gimnastyki i ludzie z nich bardzo chętnie korzystają. Mamy pewien zamysł, przeprowadziliśmy wstępne rozmowy z Uniwersytetem Technologiczno-Przyrodniczym, sąsiednimi  radami osiedla i przedstawimy pewną propozycję urzędowi miasta. Jeśli współpraca dojdzie do skutku, to skorzystają wszyscy.


PRZECZYTAJ WIĘCEJ WYWIADÓW Z CYKLU STUDIO METROPOLIA


– W pana odczuciu Miedzyń jest poszkodowany?
– Niedoinwestowane są nie tylko Prądy czy Miedzyń  ale inne osiedla też głośno sygnalizowały, że brakuje dostrzeżenia ich spraw. Stary Fordon, Piaski czy ostatnio Smukała, Janowiec i Opławiec zastanawiały się czy nie opuścić granic Bydgoszczy. Ci mieszkańcy nie czują, że miasto dba o ich potrzeby. Zdaję sobie sprawę, że nie może być tak, że każda dzielnica dostanie z budżetu tyle samo na inwestycje. Ale gdyby część budżetu udało się sprawiedliwie rozdzielić?  Na pewno to jest też związane z radami osiedli. Bydgoskie Porozumienie Rad Osiedli powstało właśnie ze zniecierpliwienia. Gdyby przekazano poważne środki na osiedla, a rady mogłyby o nich decydować, to ich znaczenie zostałoby wzmocnione.

– Teraz rady są zmarginalizowane?
– Zdecydowanie.  To, że pyta się je o opinie, które i tak nie są wiążące, to za mało. Mieszkańcy przychodzą do rad, aby załatwić swoje problemy.  Gdy sam jeszcze nie byłem tak zaangażowany, to zastanawiałem się, co ta moja rada właściwie robi. Ludzie nie mają świadomości, jak niewielkie ma kompetencje. Po co nam w obecnej sytuacji rady osiedli? Oczywiście działamy, robimy festyny, udała nam się ostatnio ciekawa inicjatywa w postaci wyprzedaży garażowej, mamy wiele innych pomysłów, ale to w tej chwili jest taka działalność kulturalno-oświatowa. Nie wiem, czy to właściwa rola dla rad.

– Parę miesięcy temu mówiło się nawet, że rady osiedli wystawią swoje listy nadchodzących wyborach. Później jednak temat ucichł.
– Słyszałem o tym, ale szczegółów nie znam. To też potwierdza moje słowa, że rady obecnie czują się niepotrzebne i chcą się przebić. Widzą problemy ludzi, które nie są dostrzegane przez urzędników.

– Ale chyba nie jest aż tak źle, jak w 2009 roku, gdy rada Miedzynia podjęła decyzję o odłączeniu się od Bydgoszczy?
– Wtedy miastem rządził ktoś zupełnie inny i to był akt desperacji. Rada podjęła uchwałę o odłączeniu a impas trwał pół roku. Radni osiedlowi z tamtego okresu mówili mi, że nie szło się porozumieć z miastem w żadnej kwestii. Od czterech lat spotykamy się z urzędnikami, wałkujemy te same tematy, a efekty? Mizerne. Moglibyśmy podjąć taką samą uchwałę o oderwaniu od miasta, namawiają czasami  do tego mieszkańcy.  Oczywiście jest to proces żmudny, długotrwały. Wolę jednak jako rodowity bydgoszczanin nim pozostać i czuć się dobrze w moim mieście. Ono jest moje. Wymaga jednak dużej zmiany w podejściu do partnerskiego traktowania rady osiedli, stowarzyszeń i samych mieszkańców. Skoro jednak tak ciężko to idzie i nadal urzędnik chce uznaniowo decydować, gdzie przeprowadzić inwestycję a gdzie nie, to proponuję, aby każde osiedle dostało określone pieniądze, np.  4-5 milionów. Rada osiedla wskazywałaby priorytety wg swojej małej strategii na rzecz osiedla i decydowałaby, że w danym roku wybuduje dwie ulice, doświetli trzy przejścia dla pieszych czy dogada się z innymi radami i wspólnie wygospodarują środki na budowę kładki. Współpraca z ratuszem  wyglądałaby o niebo lepiej, a mieszkańcy osiedli realnie odczuliby, że zaspakajane są ich wspólnotowe potrzeby i w pełni uczestniczą w życiu miasta. Wtedy Bydgoszcz rozwijałaby się w sposób wszechstronny i  zrównoważony.

Powiązane treści