Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]

Joanna Czerska – Thomas: Chcę rozmawiać z ludźmi i wziąć odpowiedzialność za Bydgoszcz [WYWIAD]

Dodano: 08.03.2024 | 09:10

Na zdjęciu: Joanna Czerska - Thomas to kandydatka Polski 2050 na prezydenta Bydgoszczy.

Fot. Szymon Fiałkowski/archiwum

Od kilku tygodni zastanawiano się, czy wystartuje w wyborach na prezydenta Bydgoszczy. Dlaczego tyle to trwało? Co nie podobało się jej w Koalicji Obywatelskiej? Czy zrobiłaby rewolucję w ZDMiKP? Czy obecna władza słucha głosu mieszkańców? No i dlaczego Bydgoszcz Informuje potrzebuje zmian? Na te i inne pytania w rozmowie z MetropoliaBydgoska.PL odpowiada Joanna Czerska – Thomas, kandydatka Polski 2050 na prezydenta Bydgoszczy.

Sebastian Torzewski, Błażej Bembnista: Czemu tak długo to trwało? Czy to pani zastanawiała się nad startem czy też centrala Polski 2050 musiała wyrazić zgodę?
Joanna Czerska – Thomas: Jeśli sięgnąć do pierwszych rozmów, to ten czas był jeszcze dłuższy, bo Polska 2050 po raz pierwszy zapukała do moich drzwi ponad rok temu. Propozycję startu w wyborach prezydenckich otrzymałam w listopadzie 2023 roku. Postanowiłam przeprowadzić badania, czy bydgoszczanki i bydgoszczanie są gotowi na kobietę na stanowisku prezydenta i 90 procent odpowiedziało, że nie ma z tym problemu. Badanie przeprowadzono na dużej grupie 1000 osób, więc trochę czasu trwało zebranie danych i ich przeanalizowanie.

Pani dotychczasowi współpracownicy z Koalicji Obywatelskiej nie namawiali, aby jednak nie startować w ramach innego ugrupowania?
Ze mną nikt na ten temat nie rozmawiał. Odejście z Nowoczesnej i Koalicji Obywatelskiej złożyłam pisemnie w styczniu tego roku. Wcześniej próbowałam rozmawiać odnośnie konkretów, miejsc na listach, ale oprócz deklaracji, że miejsce się znajdzie, nie otrzymałam żadnych szczegółów. Natomiast dementuję, jakoby ktoś ze mną rozmawiał w gabinetach odnośnie niekandydowania.

Co się pani nie podobało w Koalicji Obywatelskiej, że zdecydowała się pani odejść? Przecież przez parę lat była pani w tym ugrupowaniu, również jako wiceprzewodnicząca rady miasta.
Swoją przygodę z polityką zaczęłam od Nowoczesnej, która powstała w kontrze do PO – PiSu i miała być szansą na rozwój przedsiębiorców. Jej formuła się wyczerpała i w tej chwili nie ma już tak silnych głosów i wsparcia przedsiębiorców, jakie są w Trzeciej Drodze. Mam tu na myśli chociażby przykład postawienia jasno sprawy składki zdrowotnej, aby ona wróciła do formy stałej, a nie od sprzedaży każdej półki, książki i wszystkiego, na co można wystawić fakturę.

A czy jakieś sprawy lokalne także wpłynęły na tę decyzję?
Oczywiście. Zrezygnowałam z członkostwa w partii, ponieważ chciałam być fair wobec mieszkanek i mieszkańców Bydgoszczy i nie zmieniać barw po wyborach, ale już teraz powiedzieć jasno, że ta formuła się wyczerpała. Dzisiaj jestem osobą bezpartyjną, która startuje z poparciem całej Trzeciej Drogi.

No właśnie – cała Trzecia Droga. Już po waszej niedzielnej konferencji pojawiły się głosy, że jest pani na listach razem z na przykład przeciwnikami szczepień, byłymi działaczami Kukiz’15. Odpowiadają pani tacy współpracownicy?
Proszę sobie wyobrazić prezydenta lub prezydentkę, którzy współpracują tylko z ludźmi, którzy mają dokładnie taki sam światopogląd. To oznaczałoby, że nie rozmawiają z całą Bydgoszczą, a tylko z wybraną grupą ludzi. Pełnienie urzędu prezydenta to nie tylko słuchanie ludzi z jednej partii, ale także tych, którzy mają inne zdanie. Czy światopogląd ma wpływ na to, że mamy wspólne spojrzenie na sprawy regionalne i Bydgoszczy?

Jestem bardzo dumna, że w Trzeciej Drodze jesteśmy w stanie się dogadać.

Kilka różniących się ugrupowań wchodzi też w skład Bydgoskiej Prawicy Łukasza Schreibera. On w rozmowie z nami w ubiegłym tygodniu stwierdził, że ktoś, kto na miesiąc przed wyborami nie wie jeszcze, czy będzie startował, nie może być realną alternatywą i nie da rady przygotować programu.
Jak już mówiłam, rozmowy trwały od listopada i prace nad postulatami również trwały długo. Samo ogłoszenie startu ma się nijak do przygotowania programu. Jeżeli poszlibyśmy tym tokiem myślenia, to pan Łukasz zaczął myśleć o Bydgoszczy w lutym? Nasze postulaty już są i od programu zaczęły się nasze rozmowy. Zapowiadamy, że idzie nowe w komunikacji, idzie nowe w urzędzie. Ogłosiliśmy to na niedzielnej konwencji. To są postulaty bardzo spójne z tym, z czym utożsamiam się od dłuższego czasu. Konferencja programowa już niebawem. Tam ogłosimy program.

A jeśli się nie uda, jeśli władza się nie zmieni, to co – znowu koalicja z prezydentem Rafałem Bruskim?
To pokaże czas. Do tej pory nie było Trzeciej Drogi w radzie miasta. Czas na nowe, na większą koalicję, na większą sprawczość ugrupowania, które nawet ma marszałka w sejmie. W związku z tym rzeczywiście ta koalicja powinna być budowana na podstawie wyborów z 15 października, aby nie zawężać się tylko do ludzi, z którymi ma się identyczną wizję.

Mówiła pani w czasie niedzielnej konferencji, że Myślęcinek trzeba ożywić. W tym temacie we wtorek wypowiedział się także Łukasz Schreiber, który proponuje powrót do kolejki wąskotorowej, biegunarium, saunarium. Jaki pani ma pomysł na to miejsce?
Myślę, że jest to temat nawet na osobny wywiad, ponieważ od prawie pół roku rozmawiam z osobami, które działają w Myślęcinku. To są bardzo robocze, nieformalne spotkania. Ich efektem był na przykład kontakt z nadleśniczym i wstrzymanie wycinki.

Przede wszystkim trzeba zacząć od zabezpieczenia terenu, który będzie należał do nas wszystkich. W tej chwili część należy do miasta, a część do nadleśnictwa i jeśli nie stworzymy lasu społecznego, to nadal nadleśnictwo będzie decydowało, co tam się wydarzy. Nie mówię tu o obecnym nadleśniczym, panu Tabace, ponieważ rozmawialiśmy już kilka razy i dobrze się rozumiemy, ale żeby znowu nie wróciły czasy, kiedy rządzący będą widzieli w drzewach wyłącznie pieniądze.

Ważnym postulatem jest bezpieczeństwo – aby można było bezpiecznie iść na spacer, a równocześnie, aby osoby poruszające się na rolkach lub rowerach również czuły się komfortowo na wyodrębnionej ścieżce. Na pewno trzeba też dofinansować zoo, ponieważ wiele osób mówi, że mamy miejsce z ogromnym potencjałem, ale trzeba o te zwierzęta zadbać.

Myślęcinek to niedofinansowane miejsce z ogromnymi możliwościami. Chwalmy się, że mamy największy park miejski w całej Polsce. Nie musimy teraz wymyślać nowych haseł promujących Bydgoszcz. Po prostu wykorzystajmy to, co mamy.

Na konferencji mówiliśmy o Myślęcinku, ale chcemy też, aby mieszkańcy byli pewni, że skwery, parki, małe lasy na ich osiedlach są bezpieczne i za chwilę nie powstanie tam osiedle.

Czyli w trwającym składaniu wniosków do planu ogólnego raczej postulowałaby pani zmiany dotyczące zieleni i wykorzystania przestrzeni? Jest temat parku zamkowego, są tereny leśne przy Andersa, gdzie lider waszej fordońskiej listy Tomasz Hoppe walczył, aby nie powstała zabudowa mieszkaniowa.
Poruszył pan bardzo ważny temat konsultacji. One są przeprowadzane, ale często nie są brane pod uwagę. Mamy przykład hali targowej – były konsultacje i ludzie powiedzieli, że chcą potraw i wyrobów regionalnych. Tam miało być regionalnie. Wyników tych konsultacji nie wdrożono. Skoro już zbadaliśmy potrzeby ludzi, to spełnijmy je, oczywiście w granicach realnych możliwości.

Nie jestem alfą i omegą, nie wiem wszystkiego, ale uwielbiam wsłuchiwać się w głos ludzi, którzy tu mieszkają, mają większe doświadczenie i wiedzą, czego chcą. Na pewno będę się tym kierowała. Jeżeli eksperci powiedzą, że z jakichś powodów coś jest niemożliwe, to stanę przed ludźmi i wytłumaczę im, dlaczego tak jest.

Co dzisiaj na miejscu prezydenta zrobiłaby pani w sprawie hali targowej?
Na pewno wzięłabym odpowiedzialność za Bydgoszcz. Przeczytałam taki komentarz, który bardzo mną wstrząsnął: dotyczył on działań prezydenta – że bardzo chętnie przecina wstęgi, ale jeśli trzeba wziąć odpowiedzialność, to mówi, że to nie on.

Być może warto stanąć przed ludźmi i powiedzieć: “Tak, popełniliśmy błąd, nie stworzyliśmy hali, o którą prosiliście. Potrzebujemy drugiego otwarcia i teraz weźmiemy do serca to, o czym mówiliście”. Być może tej hali nie trzeba było w ogóle otwierać, jeśli nie było najemców zgodnych z planem.

No właśnie pan prezydent mówi, że miał tylko jedną ofertę od potencjalnego najemcy. Nie było więcej chętnych.
Dobrze, ale proszę sobie wyobrazić, że jeżeli chcę kupić samochód i dostaję ofertę, która mi nie odpowiada, to muszę go teraz kupić czy mogę za tydzień, miesiąc, rok pójść na kolejną giełdę albo pójść do innego salonu? W tej chwili to wygląda tak: potrzebuję samochodu do przewożenia czwórki dzieci, a kupiłam auto dla dwóch osób.

Stąd też propozycja tych dyżurów prezydenckich, które pani zapowiedziała?
Tak, chcę otworzyć urząd. Jestem absolwentką Szkoły Liderów Politycznych i kiedy na ostatnim zjeździe samorządowców i samorządowczyń zaczęłam opowiadać, jaka Bydgoszcz mi się marzy, że marzy mi się otwarty urząd i spotkania z mieszkańcami, to samorządowcy nie mieli pojęcia, o czym mówię, bo wszędzie taki urząd jest – mieszkańcy mogą umawiać się z prezydentem i wiceprezydentami, a przedsiębiorcy mają regularne spotkania, aby rozmawiać o przyszłości. Mówię o tym od dłuższego czasu. Kontakt do mnie jest dostępny na mojej stronie, podaję mój prywatny numer, rozmawiam z ludźmi, umawiam się na spotkania.

Nie widzę możliwości dobrego sprawowania urzędu prezydenta bez rozmów z ludźmi. To nie jest tylko stanowisko, ale też kontakt z innymi. Bez rozmów z mieszkańcami nie da się zarządzać miastem. Tak samo bez przedsiębiorców – przecież w XIX-XX wieku to oni sprawili, że Bydgoszcz pięciokrotnie wzrosła, jeśli chodzi o liczbę mieszkańców. A teraz mamy odwrotność i jesteśmy na pierwszym miejscu, ale jako miasto wyludniające się. Trzeba rozmawiać z ludźmi, aby to było miasto dla każdej i dla każdego. Aby Bydgoszcz była jak magnes.

Czy wróciłaby pani do formuły spotkań osiedlowych? Prezydent Bruski kiedyś brał w nich udział, ale potem uznano, że jest tam poruszanych zbyt wiele drobnych spraw, a kontakt z bydgoszczanami zapewniają konsultacje społeczne.
Te spotkania były organizowane z udziałem rad osiedli, dlatego jednym z naszych postulatów jest wzmocnienie właśnie tych rad. To one są najbliżej mieszkańców i oprócz spotkań z prezydentem na osiedlach dałabym większą możliwość decydowania radom osiedla na przykład w kwestii budżetu obywatelskiego, bo to one wiedzą, co jest potrzebne. Według mnie rady osiedli powinny być mocniej włączone w ten proces.

W j