Bydgoszcz
3C
Niebo głównie zachmurzone
74% wilgotność
Wiatr: 6km/h SW
H 4 • L 2
7C
Sob
6C
Nd
6C
Pon
5C
Wt
0C
Sr
Relacja na żywo z dróg w Bydgoszczy i regionie w naszej nowej usłudze TRAFFIC. Kliknij, aby zobaczyć więcej.
Metropolia BydgoskaBydgoszczPolitykaNasz ranking: Najwięksi wygrani i przegrani wyborów parlamentarnych
Helena-Czakowska-Tomasz-Latos-SF-tile
15.10.2019 | 13:41

Nasz ranking: Najwięksi wygrani i przegrani wyborów parlamentarnych

Na zdjęciu: Po wyborach niektórzy mają powody do radości, a inni - wręcz przeciwnie.

Fot. archiwum

Wybory mają to do siebie, że po ich zakończeniu wszyscy mówią, że są zadowoleni i tak naprawdę to właśnie oni wygrali. W okręgu bydgoskim rzeczywiście możemy znaleźć kilku takich, którzy mają powody do radości. Są jedna również ci, dla których głosowanie nie przebiegło po myśli.

Ranking przygotowała redakcja MetropoliaBydgoska.PL. Kolejność przypadkowa. Tekst: Sebastian Torzewski

WYGRANY: TOMASZ LATOS

Ostatnio mówiono o nim głównie w kontekście porażki w pierwszej turze ubiegłorocznych wyborów prezydenckich i nieudanej kampanii do europarlamentu. Teraz Latos udowodnił jednak, że jako „jedynka” w wyborach parlamentarnych sprawdza się bardzo dobrze. Ponad 60 tys. głosów to 13% wszystkich wskazań w całym okręgu nr 4, w którym PiS okazał się lepszy od Koalicji Obywatelskiej (36,4% o 31%). Co więcej, w porównaniu z poprzednimi wyborami parlamentarnymi przewaga listy napędzanej przez Latosa nad PO/KO wzrosła o prawie pięć punktów procentowych.

Ponad 60 tys. głosów to też zdecydowanie najlepszy wynik Latosa w karierze – cztery lata temu zdobył 40 tys. wskazań, niemal tyle samo ile rok temu, gdy kandydował na prezydenta miasta. Jest to również jeden z najlepszych wyników w całej historii okręgu nr 4. Latos zanotował podobne poparcie jak w 2001 roku Anna Bańkowska, gdy poparło ją ponad 50 tys. osób. Wtedy jednak frekwencja była niższa, więc procentowo lepsza, ale tylko nieznacznie, jest była polityk SLD.

Zaledwie jeden kandydat w historii okręgu zdobył więcej głosów niż teraz Latos. I to dwukrotnie. Niedościgniony pozostaje bowiem rekord Radosława Sikorskiego z 2007 roku, gdy poparło go 117 tys. osób, czyli 28% wyborców w całym okręgu. Niemal równie dobry wynik zanotował Sikorski cztery lata później.

PRZEGRANY: IRENEUSZ NITKIEWICZ

Przez lata budował swoją pozycję w SLD. Z Platformą Obywatelską współpracował co prawda w ramach koalicji w radzie miasta, ale na dobre zbliżył się do niej dopiero podczas tegorocznych eurowyborów, gdy Sojusz startował jako część Koalicji Europejskiej. Po wyborach lewica odłączyła się od koalicji, ale Ireneusz Nitkiewicz w niej pozostał. Zrezygnował z kierowania SLD w regionie i jako kandydat Inicjatywy Bydgoszcz znalazł się na czwartym miejscu na liście KO.

Kiedy Nitkiewicz zmieniał barwy, SLD dopiero zawiązywało koalicję z Wiosną i Razem. Długo wydawało się, że wiceprzewodniczący rady miasta dobrze obstawił. Wysokie miejsce na liście gwarantującej kilka mandatów miało być niemal pewną przepustką do sejmu. Lewica pozostawała niewiadomą. Nitkiewicz przeprowadził aktywną kampanię, organizował konferencje prasowe i rozwiesił wiele billboardów. Nawet jeśli obawiałby się startującej z piątej lokaty Magdaleny Łośko, która mogła liczyć na głosy z Inowrocławia, to był zdecydowanie bardziej widoczny niż startująca z „trójki” Iwona Kozłowska. Efekt? Dopiero siódmy wynik na liście Koalicji Obywatelskiej. Nitkiewicz okazał się gorszy nie tylko od Łośko i Kozłowskiej, ale też od Tadeusza Pogody ze Świecia i Wojciecha Szczęsnego ze Żnina.

A lewica? Zdobyła nie jeden, a dwa mandaty. Gdyby Nitkiewicz nie odszedł, najprawdopodobniej szykowałby się do wyjazdu na ul. Wiejską.

WYGRANY: PAWEŁ OLSZEWSKI

Ciągle młody, a już z dużym stażem w parlamencie – tak na wideo popierającym kandydaturę Olszewskiego reklamował go wiceprezydent Michał Sztybel. Olszewski zasiada w sejmowych ławach od czterech kadencji. Zainteresowanych historią kampanii wyborczych odsyłamy do jego spotu z 2005 roku, który z łatwością można znaleźć na YouTube. Czasy się zmieniły, sposób dotarcia do wyborców również, ale Olszewski tak jak czternaście lat temu dobrze przeprowadził swoją kampanię. Wszędzie go było pełno.  Rano rozdawał kawę z prezydentem Bruskim, za dnia organizował konferencje prasowe, a po nocach na słupy trafiały jego kolejne plakaty. Wystarczyło włączyć Facebooka, a z reguły pojawiał się tam poseł Olszewski rozdający ulotki.  Na przykład w tramwaju, gdzie jedna z pasażerek wzięła go za kontrolera biletów.

Nowej pracy Olszewski na razie nie musi szukać, bo aktywna kampania dała efekt – ponad 35 tysięcy głosów to najlepszy wynik w jego w karierze. Niewiele zabrakło, a poseł wyprzedziłby startującego z jedynki Tadeusza Zwiefkę. Olszewskiego pochwalił nawet radny PiS Paweł Bokiej, co zaskoczyło samego autora słów uznania: Nie sądziłem, że znajdzie się kiedyś na tym blogu jako pozytywny bohater. Trzeba jednak przyznać, że jako jedna z niewielu osób miał pomysł na kampanię i skutecznie go realizował. Zaangażował potężną grupę osób, sam również nie unikał interakcji z wyborcami i dało to bardzo dobry efekt.

WYGRANI: SOJUSZ LEWICY DEMOKRATYCZNEJ (ZE SZCZEGÓLNYM UWZGLĘDNIENIEM JANA SZOPIŃSKIEGO)

Lewica wraca do sejmu, a w Bydgoszczy tradycyjnie mogła liczyć na duże poparcie, zdobywając dwa mandaty. Krzysztof Gawkowski odbił sobie nieudany start w Bydgoszczy przed czterema laty i zdobył ponad 30 tysięcy głosów.

Osobna historia to Jan Szopiński. Rok temu został odstawiony na boczny tor. Zabrakło go na liście SLD do rady miasta, miał zadowolić się startem do sejmiku województwa, co z góry nie miało dużych szans na powodzenie. Przez kilka miesięcy jedynie przyglądał się polityce, aż Nitkiewicz podjął decyzję o odejściu z SLD. Wtedy działacze lewicy publicznie zaproponowali Szopińskiego. On początkowo nie komentował zainteresowania, ale ostatecznie znalazł się na drugim miejscu listy. Sam zdobył prawie 12 tys. głosów i dzięki dobremu wynikowi lewicy w całym okręgu został posłem. Zamiast końca politycznej kariery właśnie zaczyna jej najciekawszy rozdział.

Dwa mandaty dla lewicy są niezwykle istotne dla lokalnych działaczy. Kiedy cztery lata temu SLD wypadło z sejmu, regionalne struktury straciły ważne źródło środków finansowych na swoje utrzymanie. Bydgoską część ugrupowania trzymał przy życiu Janusz Zemke, ale i on wiosną pożegnał się z europarlamentem. Wybory do sejmu były więc pewnym „być albo nie być”. Mandat dla Gawkowskiego to z kolei impuls dla Wiosny, której dotychczas nie udało się w Bydgoszczy zbudować poważnych struktur. Teraz tworzy się na to szansa.

PRZEGRANY: MICHAŁ STASIŃSKI

Drugi z posłów Platformy Obywatelskiej, który starał się o reelekcję. On jednak bez powodzenia. Cztery lata temu dostał się do sejmu jako „jedynka” Nowoczesnej, która wtedy zapowiadała się na nową siłę w polskiej polityce. Wszyscy wiedzą, ile z tego wyszło, a Stasiński był jednym z tych, którzy dość szybko ocenili szanse na powodzenie projektu Ryszarda Petru. W trakcie kadencji przeszedł do Platformy Obywatelskiej.

Na liście Koalicji dostał dosyć dalekie szóste miejsce. Tyle mandatów dla KO było niemożliwe, wiec Stasiński musiał skupić się na kampanii wyborczej. Podobnie jak Nitkiewicz miał wiele billboardów, zorganizował kilka konferencji prasowych, ale czegoś zabrakło. Nie miał rozpoznawalności i aktywności Olszewskiego ani lokalnych wyborców jak Magdalena Łośko czy Tadeusz Pogoda. Zdobył 4,5 tys. głosów. Po jednej kadencji żegna się z sejmem.

WYGRANI: LOKALNI KANDYDACI

– W niektórych miastach lubią głosować na swoich kandydatów – mówił przed wyborami jeden z polityków opozycji. Najlepszym tego przykładem jest Inowrocław. Magdalena Łośko, była szefowa biura poselskiego Krzysztofa Brejzy, zastąpiła go na liście do sejmu. Z piątego miejsca osiągnęła trzeci wynik i zdobyła mandat. Tego jednak można było się spodziewać. Warto za to zwrócić uwagę na kandydatów z jeszcze dalszych miejsc.

Tadeusz Pogoda, były burmistrz Świecia, a obecnie radny sejmiku, może pochwalić się piątym wynikiem w Koalicji Obywatelskiej. Zdobył ponad 8 tys. głosów, z czego zdecydowaną większość w rejonie Świecia. Szósty wynik na liście KO osiągnął Wojciech Szczęsny ze Żnina – niespełna 8 tys. głosów. Obaj w pokonanym polu pozostawili m.in. Ireneusza Nitkiewicza i Michała Stasińskiego. Dwa tysiące głosów na swoim koncie zapisał były burmistrz Koronowa Stanisław Gliszczyński.

Dobrze spisał się też Ireneusz Stachowiak z Inowrocławia. Startując z ósmego miejsca zdobył szósty wynik na liście PiS, notując 9,4 tys. głosów. Gdy zastanawialiśmy się, do kogo trafi dwunasty mandat w okręgu, mówiliśmy przede wszystkim o Piotrze Królu i Marcinie Sypniewskim, ale posłowi PiS cały czas deptał po piętach właśnie Stachowiak.

PRZEGRANI: KANDYDACI PIS DO SENATU

Największym sukcesem opozycji w tych wyborach jest pozbawienie Prawa i Sprawiedliwości większości w senacie. Ta sprawa ważyła się niemal do samego końca. Ostatecznie PiS zdobył 48 mandatów. Jeden trafił do Lidii Staroń, która co prawda była kandydatką niezależną, ale zdecydowanie bliżej jej do PiS niż opozycji.

Gdzie zabrakło mandatów? Między innymi w województwie kujawsko-pomorskim. Tu sytuacja była o tyle ciekawa, że w inowrocławskiej części regionu PiS wystawił wojewodę Mikołaja Bogdanowicza. Na tak mocną kandydaturę KO mogła odpowiedzieć tylko w jeden sposób – przesuwając Krzysztofa Brejzę z sejmu do senatu. I ostatecznie okazało się to skuteczne, choć jeszcze nad ranem, opisując cząstkowe wyniki wyborów do izby wyższej, mieliśmy gotowy tytuł: „Senat: Bogdanowicz na razie przed Brejzą”. Chwilę przed publikacją wpłynęły wyniki z kolejnych komisji i Brejza wysforował się na prowadzenie, którego już nie oddał.

Jak ostatecznie ocenić ten ruch? Z jednej strony PiS, wystawiając Bogdanowicza, „zablokował” Koalicji jednego z jej najlepszych kandydatów do sejmu. Z drugiej jednak strony, partia Jarosława Kaczyńskiego miała pełne prawo, aby liczyć, że regularnie jeżdżący po miejscowościach wojewoda jednak pokona Brejzę, który notorycznie był krytykowany przez Telewizję Polską. Tak się jednak nie stało.

Na pewno „na minus” należy ocenić starania PiS o bydgoski mandat do senatu, który tak naprawdę został oddany walkowerem. Andrzej Kobiak ani nie należał do najaktywniejszych senatorów, ani nie prowadził bardzo aktywnej kampanii. O Helenie Czakowskiej trudno jednak cokolwiek powiedzieć, bo część wyborców mogła po raz pierwszy dowiedzieć się o jej kandydaturze dopiero podczas wypełniania karty do głosowania. Okręg bydgoski został przez PiS kompletnie odpuszczony.

WYGRANY: MARCIN SYPNIEWSKI

Mógłby znaleźć się też wśród przegranych. Bo mandat poselski był bardzo blisko, przez chwilę nawet w rękach Sypniewskiego. Bo taka szansa może już się nie powtórzyć. Ale Sypniewski jest jeszcze młody i jeśli zechce, to wiele kampanii wyborczych przed nim. Kilka lat temu dał się poznać jako solidny kandydat w wyborach samorządowych i parlamentarnych, a w ubiegłorocznej kampanii oraz tej właśnie zakończonej tylko to potwierdził. Po raz kolejny postawił na prezentację swoich pomysłów, a nie jałowe spory.

Indywidualnie osiągnął doskonały wynik – prawie 18 tysięcy głosów. Gdyby wraz z całym komitetem zdobył niespełna tysiąc więcej, to wówczas on, a nie Piotr Król, objąłby mandat, co byłoby dużą niespodzianką. Teraz musi się zastanowić, jak ten kapitał wykorzystać. Najbliższe wybory najprawdopodobniej dopiero za cztery lata  (bo w przyszłorocznych Sypniewski raczej nie wystartuje). Jeśli lokalny lider Konfederacji prześpi ten okres, to na starcie kolejnej kampanii już tacy pobłażliwi nie będziemy i umieścimy go w gronie rozczarowań.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane treści