Bydgoszcz
19C
Słonecznie
63% wilgotność
Wiatr: 3km/h WSW
H 23 • L 16
25C
Sob
24C
Nd
21C
Pon
18C
Wt
25C
Sr
Relacja na żywo z dróg w Bydgoszczy i regionie w naszej nowej usłudze TRAFFIC. Kliknij, aby zobaczyć więcej.
Metropolia BydgoskaBydgoszczKomunikacjaTramwaj zwany milczeniem. MZK ignorują pytania w sprawie pobicia w jednym z pojazdów
pesa bydgoszcz
05.06.2019 | 05:00

Tramwaj zwany milczeniem. MZK ignorują pytania w sprawie pobicia w jednym z pojazdów

Eryk Dominiczak | e.dominiczak@metropoliabydgoska.pl

Na zdjęciu: Przez kilka tygodni od władz MZK nie udało nam się dowiedzieć, jakie procedury bezpieczeństwa obowiązują w pojazdach. I czy pod koniec kwietnia zadziałały prawidłowo.

Fot. Sebastian Torzewski

Minął już ponad miesiąc od pobicia starszego mężczyzny w tramwaju linii nr 3 jadącym z Fordonu do centrum miasta. Policja i prokuratura zareagowały dość sprawnie, ustalając sprawcę i stawiając mu zarzuty. Dużo trudniej trwa ustalenie, jakie standardy bezpieczeństwa obowiązują w pojazdach Miejskich Zakładów Komunikacyjnych i czy w tym konkretnym, kwietniowym przypadku zadziałały jak należy.

Przypomnijmy – do groźnie wyglądającego incydentu doszło po południu w sobotę, 27 kwietnia. Przed godziną 17:30 w „trójce” jadącej ulicą Fordońską jeden z pasażerów zarejestrował sceny, na których widać, jak rosły mężczyzna kłóci się z innym, starszym i o wiele skromniejszej posturze. Na tego drugiego spada grad ciosów – najpierw otwartą dłonią w twarz, później – już w innej części pojazdu – pięścią w głowę. Nikt z pozostałych pasażerów nie reaguje, nie robi tego również motornicza. Gdy wychodzi z kabiny, poszkodowanego nie ma już w pojeździe. Napastnik podchodzi do niej, mówiąc, że „jej się wytłumaczy”. Po krótkiej wymianie zdań, której szczegóły nie są znane, tramwaj rusza w dalszą podróż. Ze sprawcą pobicia na pokładzie, który nie niepokojony jedzie dalej.

Jego spokój zmąci jednak wkrótce policja. Bulwersująca sprawa trafia na łamy mediów, a stamtąd – na biurka policjantów. Funkcjonariusze zabezpieczają opublikowany na YouTubie film jednego z pasażerów i monitoring z pojazdu. Szybko ustalają, że ofiarą napastnika jest 72-latek, samym napastnikiem – młody o dwie i pół dekady Paweł P. Choć poszkodowany nie chce ścigania sprawcy, policja akta przekazuje do prokuratury. Śledczy decydują, że sprawa będzie ścigana z urzędu.

Stało się tak z uwagi na szczególne okoliczności zajścia 

– wyjaśniała nam wówczas Agnieszka Adamska-Okońska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy. Wspomniany Paweł P. zgłasza się na komisariat. Przyznaje się do zarzutów, chce dobrowolnego poddania się karze. Ta szczególnie dotkliwa nie będzie – prokurator oczekuje 500 złotych grzywny, identycznej nawiązki dla pobitego, a także zakazu zbliżania i kontaktowania się z poszkodowanym.

Tyle że sprawa pobicia ma jeszcze jeden istotny aspekt. Chodzi o poczucie bezpieczeństwa w pojazdach komunikacji miejskiej, którymi codziennie podróżują tysiące mieszkańców. Do naszej redakcji dotarło przynajmniej kilka sygnałów, z których wynika, że pasażerowie oczekują wyjaśnień, dlaczego policja nie ujęła sprawcy na gorącym uczynku. „Nie wyobrażam sobie, aby ktoś z mojej rodziny, będąc pokrzywdzonym, nie otrzymał żadnej pomocy od obsługi pojazdu. Jako pasażer i rodzic, mam prawo wiedzieć, czy moje dzieci mogą się czuć bezpieczne w bydgoskich tramwajach i autobusach” – pisze w e-mailu do nas pan Krzysztof (nazwisko do wiadomości redakcji). Pani Alicja dodaje z kolei, że jest „bardzo zbulwersowana” znieczulicą zaprezentowaną przez współpasażerów, ale dziwi ją, że napastnik spokojnie opuścił pojazd, a nikt nie sprawdził, czy pobity nie doznał – przykładowo – wstrząśnienia mózgu.

Z podobnymi pytaniami zgłosiliśmy się już dzień po incydencie do MZK, które w tym konkretnym przypadku wykonywały przejazd tramwajem należącym do spółki Tramwaj Fordon. Wówczas Paweł Czyrny, dyrektor zarządzający i były prezes spółki, odmówił nam komentarza. Stwierdził jedynie, że „postępowanie prowadzi policja” i to wyłącznie jej władze MZK zamierzają przekazywać informacje dotyczące sprawy.

Zobacz również:

Pobicie w tramwaju na ulicy Fordońskiej! Nikt nie stanął w obronie poszkodowanego

W drugim podejściu poprosiliśmy więc miejskiego przewoźnika o spotkanie z osobą, która wyjaśni nam procedury bezpieczeństwa w autobusach i tramwajach oraz odniesie się do zachowania motorniczej z feralnego przejazdu z końca kwietnia. Kilka dni później przypomnieliśmy się telefonicznie, ale usłyszeliśmy w sekretariacie, że „prezes (Andrzej Wadyński – dod. red.) jeszcze nie wyznaczył osoby do spotkania”, ale „na pewno to zrobi, bo przecież na pierwsze pytania odpowiedź została wysłana”. Na tym jednak kontakt z MZK się urwał. Dlatego też w poniedziałek raz jeszcze za pośrednictwem formularza kontaktowego poprosiliśmy o odpowiedzi na pytania, prosząc o ich przysłanie do wtorkowego popołudnia. Do chwili publikacji odpowiedzi nie nadeszły.

Postanowiliśmy więc innymi kanałami ustalić, jaki jest model zachowań w przypadku incydentów w pojazdach komunikacji miejskiej. Zapytaliśmy o to samych zainteresowanych, czyli motorniczych. – Motorniczy czy też kierowca zgłasza do centrali ruchu informację, na przykład, że trzeba wezwać karetkę. Centrala pyta o szczegóły i wzywa. Wszystko robione jest przez radiotelefon, ewentualnie telefonicznie – wyjaśnia nam jeden z nich. Drugi dodaje, że regułą jest, iż w przypadku incydentów pojazd zatrzymuje się pomiędzy przystankami, następuje blokada drzwi, po czym trwa oczekiwanie na policję. Standardem jest też bezpieczny przycisk alarmowy znajdujący się w kabinie, którego użycie oznacza dla służb ratunkowych najwyższy priorytet.

Czy któryś z tych elementów został wykorzystany w trakcie kwietniowego zajścia? Z naszych informacji wynika, że tak. Motornicza miała bowiem początkowo zgłosić incydent, ale później – zgłoszenie odwołać. – Być może dlatego, że poszkodowany wysiadł. Sytuacja z odwołaniem zgłoszenia nie należy do rzadkości. Tyle że dotyczy to zazwyczaj osób, których zachowanie jest uciążliwe, ale nie – agresywne. Chodzi między innymi o osoby pijane – podkreśla jeden z naszych rozmówców.

Nie jest natomiast tajemnicąże poszkodowany kilka tygodni temu 72-latek znany jest ze swojego specyficznego zachowania, także wśród motorniczych. – Zdarza mu się zaczepiać inne osoby, bywa napastliwy – słyszymy od jednej z osób, choć zastrzega ona, że nie usprawiedliwia tym samym pobicia dokonanego przez 46-latka. Ale przekonuje też, że jest daleka od wyrokowania, czy jej koleżanka zachowała się właściwie. – Proszę spojrzeć na to z innej strony – kwestia zachowania pasażerów. Nikt nie powiedział, że doszło do pobicia. Może motornicza myślała, że chodzi o zwykłą pyskówkę? A może osoba nagrywająca powinna pokazać jej film i reakcja byłaby inna? – zastanawia się jeden z motorniczych. – Z drugiej strony miała do dyspozycji monitoring – wskazujemy. – I dlatego ta sprawa nie jest jednoznaczna i należałoby ją rzetelnie wyjaśnić. Także po to, aby pasażerowie czuli się bezpiecznie – kończy nasz informator.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane treści