Bydgoszcz
32C
Słonecznie
45% wilgotność
Wiatr: 4km/h WSW
H 34 • L 29
17C
Czw
22C
Pt
23C
Sob
26C
Nd
21C
Pon
Relacja na żywo z dróg w Bydgoszczy i regionie w naszej nowej usłudze TRAFFIC. Kliknij, aby zobaczyć więcej.
Metropolia BydgoskaREGIONInwestycjeWłosi chcą ogromnych pieniędzy za dokończenie budowy S5. „To bezpodstawne żądania”
budowa_S5_zima2019_GDDKiA
27.02.2019 | 06:00

Włosi chcą ogromnych pieniędzy za dokończenie budowy S5. „To bezpodstawne żądania”

Eryk Dominiczak | e.dominiczak@metropoliabydgoska.pl

Na zdjęciu: Do połowy marca na budowie S5, przynajmniej teoretycznie, obowiązuje przerwa zimowa.

Fot. GDDKiA / mat. prasowe

Aż 766 milionów złotych domaga się dodatkowo od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad firma Impresa Pizzarotti, która odpowiada między innymi za budowę trzech odcinków drogi ekspresowej S5 w województwie kujawsko-pomorskim. Ale drogowcy, przynajmniej na razie, pozostają nieugięci. – Nie ma zgody na ogólnikowe żądania dopłat do kwot kontraktowych – zapewniają.

Roszczenia, które pod koniec stycznia złożyła do GDDKiA włoska firma, od kilku dni były znanym opinii publicznej faktem. Ale w sferze domysłów pozostawała kwota, której domagają się przedstawiciele Impresy Pizzarotti. O wspomnianym ogólnikowym charakterze żądań Włochów wspominał kilka dni temu w rozmowie z nami odwołany w ubiegłym tygodniu dyrektor bydgoskiego oddziału GDDKiA Jarosław Gołębiewski. O ich wysokości nie chciał jednak mówić. Podkreślał przy tym, podobnie jak centrala dyrekcji, że mają one wymiar pozakontraktowy.

Wartość żądań przestała być tajemnicą we wtorkowe popołudnie, gdy GDDKiA na swojej stronie opublikowała raport pod wymownym tytułem (pisownia oryginalna) „Roszczenia wykonawców i ochrona pieniędzy Podatnika”. W rozbudowanej analizie nie zabrakło nie tylko oczywistych rozważań na temat praw i obowiązków stron drogowych kontraktów, ale padły także konkretne liczby. Również te dotyczące Impresy Pizzarotti. Jak podali drogowcy, domaga się ona dodatkowo 766 mln złotych za realizację kontraktów. Większość z nich to budowa trzech odcinków S5 w Kujawsko-Pomorskiem: Nowe Marzy – Dworzysko, Dworzysko – Aleksandrowo oraz Białe Błota – Szubin. Ich łączna wartość to ponad miliard złotych. Do tego dochodzi jeszcze podpisana w 2017 roku umowa na realizację budowy części drogi S61 – od Suwałk do granicy z Litwą. Tyle że tam nadal nie ma wydanej decyzji ZRID (zezwolenia na realizację inwestycji drogowej), wiadomo więc, że lwia część roszczeń dotyczy wyłącznie drogi S5.

Drogowcy podkreślają kategorycznie, że nie zamierzają godzić się na „realizację bezpodstawnych żądań o dopłaty do kontraktów”.

Strona publiczna nie będzie ponosić kosztów np. za źle oszacowane ryzyko, błędnie skalkulowane ceny materiały czy potrzeb sprzętowych i kadrowych

– wylicza Jan Krynicki, rzecznik GDDKiA. I dodaje, że umowę na realizację kontraktu drogowego wykonawcy podpisują „świadomie i dobrowolnie”. – Zasady są jednakowe dla wszystkich. Podobnie jak konsekwencje z tytułu niewywiązania się z podjętych zobowiązań – zaznacza.

W przypadku odcinków S5, za które odpowiedzialna jest Impresa Pizzarotti, pierwsze symptomy problemów pojawiły się już kilkanaście miesięcy temu. Wówczas jednak głównym winowajcą był jeden z podwykonawców, który miał spore problemy z organizacją pracy, a – jak się później okazało – także z oficjalnym zgłaszaniem dalszych podwykonawców do GDDKiA. A jest to jeden z warunków wypłaty wynagrodzenia na wypadek np. upadłości którejkolwiek z firm. Sytuacja nieco unormowała się wskutek ogłaszanych cyklicznie spotkań inwestora z wykonawcą i podwykonawcami. Ale na krótko – mimo kolejnych wniosków mobilizacyjnych ze strony GDDKiA prace na „włoskich” odcinkach postępowały zdecydowanie za wolno. W styczniu zaawansowanie prac na najbardziej wysuniętych na północ kujawsko-pomorskich odcinkach drogi ekspresowej nie przekroczyło nawet 30 procent, w przypadku odcinka Białe Błota – Szubin było tylko nieco wyższe (wyniosło 37 procent).

Zobacz również:

Niejasne okoliczności dymisji szefa bydgoskiej GDDKiA. Jest już konkurs na jego następcę

Impresa Pizzarotti nie jest jedyną firmą z Półwyspu Apenińskiego, która domaga się waloryzacji kontraktów. Podobnie postąpiła chociażby spółka Salini Impregilio odpowiedzialna za budowę kilku odcinków drogi ekspresowej S7 czy fragmentu autostrady A1. W jej wypadku roszczenia wynoszą blisko 450 mln złotych. Toto Costruzioni Generali, która również jest zaangażowana w budowę S61 i S5 (w przypadku tej drugiej – na terenie Wielkopolski), wystąpiła z roszczeniami przejściowymi, ale nie określiła ich kwoty. Dodatkowych środków nie chce za to Astaldi, której portfel drogowych zamówień jest największy, bo wynosi przeszło 3 mld złotych (za budowę S2, S7 i S8). Spółka ta już w ubiegłym roku miała problemy z płynnością finansową, ale wówczas płatności na rzecz wykonawców przejęła sama GDDKiA.

Drogowcy przekonują, że ich zdaniem bezpodstawne żądania to tylko jeden element układanki. Drugi to kary umowne zapisane w kontraktach, z których część podlega już egzekucji. Przypomnijmy, że łącznie mogą sięgnąć one 10 procent wartości kontraktu. W najbardziej interesującym mieszkańców regionu przypadku Impresy Pizzarotti mowa o 14,5 mln złotych. Ale to i tak niewiele w stosunku chociażby do Salini Impregilio, gdzie suma kar nałożonych może sięgnąć nawet 230 mln zł.

Dyrekcja zapewnia też, że podczas trwającej do 15 marca przerwy zimowej nie próżnuje, a czas poświęca między innymi – w związku z sygnałami o możliwym przerwaniu prac – na inwentaryzację placów budowy. Ma to przyspieszyć ewentualne poszukiwanie nowego wykonawcy. O tym, że sprawa budowy S5 może skończyć się w sądzie, mówił w poniedziałek na konferencji prasowej poseł PiS Piotr Król. Gdy za czasów rzadów PO – PSL rozstrzygano przetargi na realizację wartej 2 mld złotych inwestycji, jeszcze jako poseł opozycji, pytał o to, czy Włosi nie zaproponowali zbyt niskiej ceny. Uspokajał go wówczas wiceminister infrastruktury i poseł PO Paweł Olszewski.

Także dziś drogowcy przypominają, że firmy niejednokrotnie broniły się przed zarzutami stosowania rażąco niskiej ceny z uwagi na posiadanie tzw. know-how i własnego zaplecza technicznego. Rzeczywistość w tym momencie dość brutalnie weryfikuje jednak te deklaracje. A ostatecznie zweryfikuje je za nieco ponad dwa tygodnie, gdy zakończy się na budowie przywoływana już przerwa zimowa.

5
Dodaj komentarz

avatar
5 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
5 Comment authors
jacekaaaAdrianSlavJarek Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jarek
Gość
Jarek

Zapewne zanizyli koszty by wygrac przetarg I teraz brakuje im kasy. To ich problem

Slav
Gość
Slav

Tak to jest jak wyłania się najtańszych, lokalsi też pewnie stawali do przetargu lecz znając specyfikę i regionu proponowali pieniądze adekwatne do inwestycji. Tu zadziałała tanizna, a chytry traci podwójnie. Moja opinia.

Adrian
Gość

Sumy o jakich jest tu mowa to wręcz nieprawdopodobne ze niby tacy fachowcy niby tak wyszkoleni wykształceni prezesi popełniają takie pomyłki. Jednym słowem jest to brak kompetencji ludzi na tych stamowiskach. Ktory szary wykształcony polak dostanie taka posadę? Żaden.
Zatrudniają się kumple kupla koleżanki i znajomi mojej koleżanki. Jest to skorumpowany naród.

aaa
Gość
aaa

„Strona publiczna nie będzie ponosić kosztów ” – oczywiste jest, że będzie. Prace będzie musiała dokończyć inna firma, która już nie popełni takiego błędu z szacowaniem kosztów i oferta będzie dużo droższa.

Suma sumarum strona publiczna te koszty poniesie.

jacek
Gość
jacek

włosi nie zapłąca podwykowcom a zgodnie prawem inwestor tez za to odpowiada wiec podatnik zapłaci 2 razy za to samo

Powiązane treści