Bydgoszcz
10C
Niebo głównie zachmurzone
100% wilgotność
Wiatr: 2km/h E
H 12 • L 9
23C
Sr
23C
Czw
22C
Pt
14C
Sob
12C
Nd
Lista odwołanych wydarzeń i zamkniętych miejsc [AKTUALIZACJE NA BIEŻĄCO]
Metropolia BydgoskaBydgoszczMiastoDlaczego Komunalnik wrócił do gry o odbiór odpadów z bydgoskich osiedli? Znamy stanowisko Krajowej Izby Odwoławczej
śmieci - odpady - segregacja - SF (1)
31.12.2019 | 17:40

Dlaczego Komunalnik wrócił do gry o odbiór odpadów z bydgoskich osiedli? Znamy stanowisko Krajowej Izby Odwoławczej

Eryk Dominiczak | e.dominiczak@metropoliabydgoska.pl

Na zdjęciu: W Nowym Fordonie, Śródmieściu i na osiedlach północno-zachodniej Bydgoszczy odpady od 1 stycznia nadal będzie odbierał Remondis.

Fot. Szymon Fiałkowski

Jeśli w Bydgoszczy od 1 stycznia mielibyśmy mówić o jakiejkolwiek rewolucji w gospodarce odpadami komunalnymi, to na razie głównie w wymiarze cenowym. Chyba że ratusz ostatecznie uzna, że złożona w przetargu oferta firmy Komunalnik nie narusza zasad konkurencji. I tym samym umożliwi spółce naruszenie status quo na lokalnym rynku.

Pewne jest, że od 1 stycznia za odbiór odpadów każdy z bydgoszczan zapłaci więcej – 22 złote zamiast dotychczasowych 13 złotych miesięcznie. Budząca emocje podwyżka to, jak tłumaczy urząd miasta, efekt niekorzystnych zmian prawnych – większej liczby frakcji (rodzajów odpadów do segregacji) czy zasad obliczania opłat za odpady pochodzące z tzw. nieruchomości niezamieszkałych (sklepów, biur czy restauracji). Do tego dochodzą również elementy rynkowe – wyższy koszt paliwa czy zatrudnienia pracowników.

Wiadomo także, że w nowym roku na bydgoskich osiedlach pojawią się te same śmieciarki, co w latach ubiegłych. Ale tylko częściowo jest to efekt przetargu, który ratusz ogłosił latem, a rozstrzygnął – na początku listopada. Na podstawie decyzji urzędników przez najbliższe cztery lata (aż do końca 2023 roku) odpady miały odbierać nadal – miejska ProNatura, a także Remondis i Corimp. Odrzucono złożoną w trzech (z dziewięciu) sektorach miasta ofertę firmy Komunalnik z Nysy, uznając, że zaproponowane przez nią ceny nie gwarantują właściwego wykonania zlecenia. Ale spółka z Dolnego Śląska odwołała się od tej decyzji do Krajowej Izby Odwoławczej. I wygrała. Administracja prezydenta Rafała Bruskiego musi więc jeszcze raz przeanalizować oferty złożone w postępowaniu. Do tego czasu (nie później niż do końca marca) z terenów Nowego Fordonu, Śródmieścia czy osiedli północno-zachodniej Bydgoszczy odpady – na zasadach współpracy „z wolnej ręki” – odbierać będzie dotychczasowy operator, czyli Remondis.

KIO wytyka miastu błędy

Naszej redakcji udało się pozyskać uzasadnienie grudniowej decyzji KIO, która rzuca nowe światło na sam przetarg i na jego potencjalne rozstrzygnięcie. Izba nie uznała bowiem żadnego z podnoszonych przez miasto argumentów mających świadczyć o zastosowaniu przez Komunalnika rażąco niskiej ceny. A były to kolejno – zbyt niski koszt: paliwa, mycia pojazdów, wyposażenia ich w system umożliwiający monitoring wywozu odpadów, zapewnienia worków big bag i wreszcie rozstawienia, mycia i zebrania pojemników.

Kluczowym elementem spornym był koszt paliwa wynikający z bardzo dużych dysproporcji pomiędzy przyjętą przez miasto i wykonawcę liczbą kilometrów koniecznych do pokonania w ramach trzech sektorów. Urzędnicy twierdzili bowiem, że miesięcznie samochody Komunalnika będą musiały pokonać blisko 165 tysięcy kilometrów. Sama firma zapewniała, że wystarczy do tego zaledwie nieco ponad 75 tysięcy km. Co więcej, miasto przyjęło do wyceny średnie spalanie na poziomie 65 litrów na 100 kilometrów, podczas gdy Komunalnik podnosił, że realne jest osiągnięcie spalania na poziomie 35 l / 100 km (a nawet 25 l / 100 km przy założeniu, że pojazdy z i do bazy pokonują ok. 100 km bez ładunku; o samej bazie piszemy szerzej poniżej). Z tych powodów różnica w cenie paliwa miała wynieść łącznie około 4 mln złotych na sektor. Czyli de facto tyle, o ile niższa była cena Komunalnika w stosunku do wybranej pierwotnie jako najkorzystniejszej oferty Remondisu.

Tyle że KIO uznała, że przyjęty przez miasto zakres kilometrówki jest „nierealny” i opiera się o błędne, niekorzystne dla potencjalnego wykonawcy szacunki.

Jednym z nich było przyjęcie, że pojazdy będą wykonywały dziennie nawet cztery kursy (choć średnio mają wykonywać jedynie dwa). A ponadto pomiędzy nimi – jak zapewnia Komunalnik – nie będą zjeżdżały do bazy, która ma być ulokowana poza Bydgoszczą, co znacząco zwiększyłoby liczbę kilometrów do pokonania. Co więcej – przewidziana dzienna trasówka (średnio 160 km) składa się na wszystkie kursy, a nie jeden, jak przyjęli bydgoscy urzędnicy.

Na tym tle kolejne elementy mające składać się na cenę były już – w ocenie KIO – mniej istotne. Ale także w tych przypadkach przyznała ona rację Komunalnikowi. Tak było chociażby w przypadku kosztów mycia pojazdów. Miasto zarzucało, że wykonawca zaniżył je dwukrotnie. Spółka przedstawiła w trakcie rozprawy ofertę, która miała dokumentować, że jej wycena (ok. 100 zł za jedno mycie, ponad 170 tys. zł za cały okres umowy z miastem) jest realna. Zdaniem KIO wykonawca uzasadnił dostatecznie, że w zaoferowanej cenie jest w stanie zamontować w swoich pojazdach system RFID (radio-frequency identification) wraz z kamerami umożliwiającymi monitoring wywozu odpadów. Uznał ponadto, że zarówno ceny za dostarczenie worków big bag, jak również mycie kontenerów (m.in. w oparciu myjko-śmieciarkę) nie odbiegają od normy i nie można ich uznać za podstawę do odrzucenia oferty Komunalnika. „Zdaniem Izby wyliczenia zamawiającego zawierają szereg nieścisłości i błędnych założeń, które w zestawieniu z wyjaśnieniami odwołującego oraz dokumentacją postępowania czynią uznanie za rażąco niską cenę oferty odwołującego niezasadnym” – podkreśla KIO. I dodaje, że „nie stanowi novum w zakresie zamówień, iż wykonawca starający się wejść na dany rynek oferuje zwykle cenę niższą niż wykonawcy już na tym rynku obecni w szczególności w zakresie kwoty zysku”.

Tajemnica przedsiębiorstwa i tajemnica poliszynela

Firma Komunalnik na rynku odbioru i zagospodarowania odpadów od lat budzi kontrowersje. Realnie udało jej się zaistnieć jedynie na Opolszczyźnie i Dolnym Śląsku, gdzie odbiera bądź odbierała odpady z terenów tamtejszych gmin czy miast (np. Wałbrzycha). Próby ekspansji do większych miast, jak chociażby Poznania, kończyły się niepowodzeniem. A i mimo to jej działania budzą wątpliwości. Różne instytucje i organy nakładały na nią nawet kary, ale w wielu wypadkach skuteczne okazywały się odwołania spółki.

Firma zresztą niekoniecznie tę aurę tajemniczości rozwiewa. Zastępca prezydenta Michał Sztybel na liczne pytania, zarówno dziennikarzy, jak i radnych, konsekwentnie odpowiadał, że o wielu sprawach w ramach przetargu mówić nie może z uwagi na tajemnicę przedsiębiorstwa. Tyle tylko że Krajowa Izba Odwoławcza stwierdziła, że miejscy urzędnicy nie wywiązali się z ustawowego obowiązku oceny, czy materiały przekazane przez firmę Komunalnik taką klauzulę faktycznie mieć powinny. KIO zwróciła bowiem uwagę, że wykonawca powinien złożyć oświadczenie o nałożeniu takiej klauzuli, a miasto – zbadać je w oparciu z jednej strony o zapisy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, z drugiej – nadrzędne dla przetargu publicznego kryteria jawności. Tymczasem, jak czytamy w wyroku KIO, „odwołujący złożył wniosek do zamawiającego o objęcie wyjaśnień tajemnica przedsiębiorstwa, a więc dokonał czynności nieznanej ustawie”.

Izba uznała ponadto, że w wyjaśnieniach dotyczących rażąco niskiej ceny kilkanaście stron stanowią informacje o firmie Komunalnik, które „w sposób oczywisty” nie powinny stanowić tajemnicy. A miasto z definicji za taką je uznało.

Z kolei oferentowi KIO zarzuciła, że nie uszczegółowił, które elementy i z jakiego powodu chciałby zastrzec. Co więcej, złożone przez niego dokumenty nie spełniały nawet zapisów wewnętrznej „Polityki ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa”, gdyż nie było na nich opisanych w dokumencie pieczęci „tajemnica przedsiębiorstwa”.

Te teoretyczne rozważania mają mocno praktyczny wymiar. Do dzisiaj nie wiadomo na przykład, gdzie ma znajdować się baza magazynowo-transportowa Komunalnika. Kilka miesięcy temu na łamach „Expressu Bydgoskiego” pojawiła się sugestia, że pod Inowrocławiem. Czy to właściwy trop? Rozporządzenie ministra środowiska z 2013 roku nakazuje, aby baza znajdowała się maksymalnie 60 kilometrów od granicy gminy, gdzie będzie odbywał się wywóz odpadów. To że faktycznie śmieciarki spółki będą dojeżdżały do Bydgoszczy z bazy oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów wiemy również ze stanowiska samego Komunalnika. Spółka w dokumentach zawarła bowiem informację, że codziennie jej pojazdy będą pokonywały bez ładunku dystans około 100 kilometrów (w dwie strony). I to uprawdopodabnia wersję o podinowrocławskiej bazie.

Z drugiej strony podczas wyjaśniania wątków rażąco niskiej ceny spółka powołała się chociażby na cennik myjni ciężarówek w Kozłowie w powiecie świeckim. Z dokumentów KIO nie wynika jednoznacznie, czy to właśnie tamtejsza firma zamierza myć pojazdy Komunalnika. A wiadomo, że wykonywanie dojazdów do myjni położonej daleko od bazy byłoby działaniem z punktu widzenia firmy nieekonomicznym. Zwłaszcza że wspomniane rozporządzenie sprzed sześciu lat nakłada obowiązek mycia i dezynfekowania śmieciarek przynajmniej raz w miesiącu, a w okresie letnim – nawet co dwa tygodnie.

Gospodarowanie odpadami po nowemu

Od 1 stycznia w całej Bydgoszczy segregacja odpadów będzie odbywała się do pięciu pojemników. Pojawi się nowy, niebieski kontener na papier i makulaturę (dotychczas takie artykuły wrzucaliśmy do pojemnika żółtego razem z plastikiem i opakowaniami metalowymi), a także brązowy – na bioodpady, które dotąd trafiały do kontenera na odpady zmieszane. W dalszym ciągu do osobnego pojemnika będziemy segregowali szkło. Pilotażowo, już od 1 listopada, z tymi zasadami w praktyce mogli zapoznać się mieszkańcy kilku bydgoskich osiedli – Wyżynach, Glinkach, Wzgórzu Wolności, Szwederowie czy Górzyskowie.

Należy pamiętać jeszcze o kilku zasadach segregacji – opróżnianiu opakowań z resztek żywności, wyrzucaniu odpadów bio i szkła bez worków, odkręcaniu metalowych i plastikowych nakrętek (nie trzeba zdzierać etykiet), a także zgniataniu plastikowych butelek, puszek czy kartonów, aby zajmowały mniej miejsca.

Od początku 2020 roku w zabudowie wielorodzinnej meble, pralki, lodówki, telewizory, wózki dziecięce i inne duże przedmioty będą odbierane częściej, bo dwa razy w miesiącu (do tej pory raz na miesiąc). W przypadku zabudowy jednorodzinnej odpady wielkogabarytowe odbierane będą co kwartał. W przypadku pozostałych frakcji częstotliwość odbioru śmieci zasadniczo się nie zmieni. Od poniedziałku do soboty odpady wielkogabarytowe można oddawać także do trzech miejskich PSZOK-ów.

Informacje o harmonogramie odbioru odpadów można znaleźć na stronie CzystaBydgoszcz.pl.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Powiązane treści