Stary Rynek w nowej szacie budzi emocje. Fakty i mity na temat remontu płyty
Dodano: 21.06.2019 | 08:34Na zdjęciu: Po przebudowie Stary Rynek zyskał dwa drzewa. Jedna z lip znajduje się przy bibliotece miejskiej. Wojewódzki Konserwator Zabytków próbował jednak zablokować ich wsadzenie.
Fot. ED
Za nami rok remontu Starego Rynku. Miała być to inwestycja, która zwieńczy dyskusję na temat zagospodarowania Starego Miasta, ale ostateczny wygląd placu po zakończeniu prac otworzył nowe pole do debaty. Stary Rynek stał się obiektem największego zainteresowania w historii twitterowego konta urzędu miasta – ale zamiast aplauzu była krytyka i nazywanie go patelnią bez drzew. Internetowi komentatorzy z różnych zakątków często jednak nie zdają sobie sprawy, jak wyglądał proces przebudowy placu – dlatego też dla nich, ale też dla wszystkich bydgoszczan prezentujemy kilka faktów i mitów na temat przebudowy płyty Starego Rynku. To też swoiste podsumowanie tego zamierzenia.
Możemy się założyć, że kiedy akceptowano projekt budowlany przebudowy płyty Starego Rynku, nikt z urzędników czy architektów nie spodziewał się, że zakończenie jego remontu zbiegnie się z falą upałów i nagłośnieniem tematu “betonozy”. Pojęcie zostało nagłośnione przez warszawskie stowarzyszenie Miasto Jest Nasze po tym, jak mieszkańcy Skierniewic przez dwa dni musieli zmagać się z brakiem wody. Warszawscy działacze miejscy łączą problem suszy z działaniami rewitalizacyjnymi, które odbywają się w polskich miastach.
– Odpowiedzi na pytanie o to, jak się adaptować do nowych niedoborów wody, są dwie: ograniczać zużycie i magazynować. Zwłaszcza z tym drugim radzimy sobie słabo. Betonujemy na potęgę i tworzymy sprawne systemy odprowadzania deszczówki do kanalizacji. (…) Drzewa swoimi bryłami korzeniowymi zatrzymywały wodę w gruncie, a ponadto, rzucając cień, obniżały temperaturę, dzięki czemu ograniczały parowanie – czytamy na stronie MJN. Działacz ruchu Jan Mencwel zbierał na Twitterze przykłady polskich miast, w których miejsca z zielenią zamieniono na „betonowe” place. Temat „betonozy” stał się bardzo nośny na tym portalu społecznościowym – i w końcu dotknął też bydgoski rynek. Dlaczego? Kilka dni temu na oficjalnym koncie Bydgoszczy na Twitterze pojawił się poniższy wpis.
Stary Rynek. Zapraszamy na uroczyste otwarcie!
Więcej: https://t.co/mTjmxfqWCc pic.twitter.com/PxU3zURTlL
— bydgoszcz.pl (@BydgoszczPL) 13 czerwca 2019
Tweet stał się viralem – czyli materiałem, który stał się szybko popularny (prawdopodobnie to najpopularniejszy post w historii konta miasta na tym portalu). Ale z wiadomych względów nie przyniósł on miastu promocji – większość z 290 komentarzy na temat zdjęcia można streścić używanym tam często słowem „patelnia”. Krytykę „zabetonowania” rynku wyraził nie tylko wspomniany już Jan Mencwel, ale też były lider Miasto Jest Nasze Jan Śpiewak czy wpływowe postacie mediów – były dziennikarz śledczy Michał Majewski czy szef portalu sportowego Weszło Krzysztof Stanowski. A to tylko kilka z osób z „dużymi zasięgami”, które skomentowały post. Co ciekawe, wzrost aktywności pod nim pojawił się trzy dni po publikacji – w niedzielę, 16 czerwca – kiedy urzędnicy nie mieli możliwości podjąć decyzji o skoordynowanych działaniach promocyjnych. Do dyskusji z dziennikarzami i użytkownikami włączył się jednak zastępca prezydenta Bydgoszczy Michał Sztybel, tłumacząc m.in. kwestie związane z zachodnią pierzeją czy decyzjami Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Ale na silniejsze działania miasta w mediach społecznościowych przyszedł czas dopiero na początku tego tygodnia, kiedy już kwestia „bydgoskiej patelni” straciła na znaczeniu. Posty o „Bydgoszczy pełnej zieleni” spotykały się z komentarzami nawiązującymi do „betonowego” rynku czy wprost sugerującymi, że na działania antykryzysowe było już za późno.
Można postawić tezę, że powodem niepowodzenia medialnego „opakowania” otwarcia Starego Rynku po przebudowie jest wzrost świadomości społecznej w kwestii zieleni i ekologii. Jednak mając na uwadze słuszność postulatów zarówno mieszkańców, jak i działaczy społecznych należy pamiętać, że większość osób wyciągnęła wnioski z jednego zdjęcia, bez zagłębienia się szerzej w okoliczności powstawania nowego wyglądu Starego Rynku. Poniżej postaramy się przedstawić najważniejsze czynniki, które wpłynęły na przebudowę.
Dlaczego na rynku są tylko dwa drzewa i czy mogło ich w ogóle nie być?
Obecny projekt rewitalizacji Starego Rynku pochodzi z 2016 roku. Jego autorem jest bydgoska pracownia Macieja Gajownika i Szymona Muszyńskiego – GM Architekci. To ona w 2009 roku wygrała konkurs na zagospodarowanie płyty rynku, jak i zachodniej pierzei. Ich nowoczesne pomysły na zabudowę terenu po kościele, jak i wizja samej płyty wzbudziły jednak za duże kontrowersje. Kolejny projekt powstał już za kadencji Rafała Bruskiego – wizja z 2012 roku uwzględniała zieleń, która miała znajdować się w donicach. Natomiast w zarysie ostatecznie przeznaczonym do realizacji, opublikowanym w 2016 roku nie umieszczono żadnych drzew czy kwiatów. To duży błąd urzędu miasta – już na starcie wiele osób skreśliło ten projekt, słusznie domagając się zieleni na rynku.
Głosy za wprowadzeniem drzew i kwiatów na płytę pojawiają się w kwietniu 2018 roku – wraz z ogłoszeniem przetargu na wybór wykonawcy inwestycji. –Otwarcie więc pytamy, czemu Bydgoszcz przyjęła tak anty-zieloną politykę? Liczymy także, że mimo wszystko uda się doprowadzić chociażby do ustawienia szeregu donic z roślinami na płycie Starego Rynku – pisze w liście do prezydenta miasta Daniel Kaszubowski z Partii Zieloni. Sam Rafał Bruski z początku zapewnia o rozmowach z plastykiem miejskim na temat zagospodarowania placu. Pod koniec sierpnia ratusz ogłasza natomiast konkurs na projekt elementów małej architektury, obejmujący także ławki i kwietniki. W grudniu, na oficjalnym wręczeniu nagród dla zwyciężczyni konkursu Agaty Łapińskiej prezydent oficjalnie potwierdza krążące od tygodni informacje o posadzeniu na rynku dwóch drzew. Mają pojawić się po wschodniej stronie placu – jedno przy bibliotece (vis a vis fontanny, blisko wlotu ulicy Magdzińskiego), a drugie przy zbiegu ulicy Krętej z Jatki.
– To były jedyne miejsca – ze względu na umiejscowienie licznych instalacji podziemnych – gdzie możemy to zrobić.
– dodaje Bruski. W marcu tego roku nasadzenie nowych drzew próbował jednak zablokować Wojewódzki Konserwator Zabytków, a raczej jego bydgoska delegatura. Jej kierownik Elżbieta Dygaszewicz argumentuje, że historycznie “nigdy ich tam nie było”. Co ciekawe, pismo ilustrowane jest zrzutami ekranu z profilu na Facebooku „Bydgoszcz-Okruchy Przeszłości”, przedstawiającymi m.in. stare zdjęcia z samochodami stojącymi przy bibliotece. Rozpoczyna się walka mieszkańców o drzewa – pojawiają się argumenty, że w czasie zaborów drzewa znajdowały się w pobliżu pomnika króla Fryderyka II. Nagłośniony medialnie sprzeciw wobec działań delegatury WKZ przyniósł skutek – wniesiono m.in. petycję z ponad tysiącem podpisów, popierających nasadzenia. Ostatecznie – także po lobbingu wpływowych bydgoszczan – wojewódzki konserwator Sambor Gawiński zmienił decyzję. Dziś w dwóch wskazanych miejscach rosną lipy.

Zobacz również:
Bydgoszczanie wygrali bój o drzewa na Starym Rynku
Faktem jest, że poza wspomnianymi drzewami przy pomniku niemieckiego cesarza oraz powojennymi nasadzeniami w miejscu zachodniej pierzei, na Starym Rynku nigdy nie było innych drzew. W porównaniu z innymi nagłaśnianymi przypadkami „betonozy”, w Bydgoszczy nie mieliśmy do czynienia z wycinką, poprzedzającą „zabetonowanie” przestrzeni. Tu jednak należy zastanowić się nad tym: co by było, gdyby miejsca na drzewa udało się znaleźć już w trakcie prac projektowych (a nie po rozpoczęciu budowy) i pracownia GM Architekci przedstawiła je na wizualizacjach przebudowy?
Kolejnym ważnym elementem, który w odróżnieniu od drzew padł ofiarą decyzji wojewódzkiego konserwatora zabytków, był planowana przez Gajownika i Muszyńskiego realizacja fontanny w zachodniej części placu. – Badania archeologiczne w rejonie historycznej pierzei zachodniej, wyprzedzające przebudowę płyty Starego Rynku, wykazały płytkie zaleganie pozostałości pojezuickiego kościoła i sąsiadujących kamienic, a tym samym kolizję z projektowaną konstrukcją fontanny. Wobec negatywnych opinii służb konserwatorskich co do możliwości rozbiórki reliktów średniowiecznej zabudowy, odstąpiono od planów wybudowania fontanny w linii pierzei zachodniej – tak wyjaśnił decyzję konserwatorów Mirosław Kozłowicz, zastępca prezydenta Bydgoszczy w odpowiedzi na interpelację radnego Krystiana Frelichowskiego z 2 lutego 2017 roku. Zamiast fontanny w płycie rynku zaprojektowane dyszę rozpylające wodną mgiełkę. Brak fontanny wpływa jednak negatywnie na zagospodarowanie placu – miasto, wiedząc dużo wcześniej o problemach z resztkami dawnej zabudowy, mogło zaproponować inną lokalizację bądź przychylić się do pomysłu wyeksponowania w centralnej części fontanny „Dzieci bawiące się z gęsią”, znajdującej się przy bibliotece. Wydaje się jednak, że ratusz zbyt pochopnie odpuścił ten temat, co z dzisiejszej perspektywy można uznać za spory błąd.
Reakcje na temat wyglądu rynku, poparcie dla walki o dwie lipy, a także ostatnie uwagi do projektu Strategii Rozwoju Bydgoszczy dobitnie pokazują, że bydgoszczanie chcą więcej zieleni – nie tylko na rynku, ale i w całym mieście. Stąd też pojawiają się naciski członków stowarzyszeń, jak Społeczny Rzecznik Pieszych, czy Partii Zieloni na rzecz zwiększania liczby nasadzeń. Dzisiaj można tylko spekulować, ale gdyby teraz GM Architekci, albo inna pracownia przystępowała do projektowania przebudowy płyty Starego Rynku, już od początku uwzględniała by ona umieszczenie dużej ilości zieleni. Co również wpłynęło na jej obecny kształt? Pokutujące od lat myślenie, także u bydgoskich decydentów oraz speców od estetyki. Jeszcze do niedawna panowało przekonanie, że rynek wielkiego miasta to pusty plac bez drzew, których sadzenie na rynku kojarzyło się z miastami powiatowymi. W 2019 roku roku, co pokazała akcja „betonoza” o przestrzeniach w centrach dużych aglomeracji myśli się pod kątem komfortu mieszkańców i ekologii, a nie samopoczucia miejskiego skarbnika.
Siła obrazu
Słynny już post z Twittera zawiera zdjęcie Starego Rynku, ujętego ze strony wschodniej. U osób, nieznających miasta i okoliczności przebudowy, od razu utrwalił się obraz „patelni” i betonowej przestrzeni. W dobie mediów społecznościowych i dynamicznego przekazu, jedno zdjęcie korzystnie pokazujące miasto potrafi zbudować jego promocję lepiej od wysokonakładowych kampanii. Siłę odpowiednio dobranych fotografii zawsze podkreśla menedżer Starego Miasta i Śródmieścia.
Chciałbym nieco zmienić sposób promowania Starego Miasta i Bydgoszczy, zaczynając od banalnego konkretu: wpisując w wyszukiwarkę „Bydgoszcz” wyskakują piękne zdjęcia, ale nie we wszystkich artykułach o mieście te zdjęcia są idealne. A powinny być idealne, bo dla wielu ludzi z zewnątrz jest to pierwszy kontakt z Bydgoszczą. Jeżeli zobaczą oni świetnie przygotowany materiał marketingowy, to wyrobią sobie inne zdanie
– mówił po objęciu funkcji Maciej Bakalarczyk. Foto wrzucone na Twittera nie było idealne, gdyż zostało wykonane przed umieszczeniem kwietników, ławek i śmietników. Odpowiednio ujęte elementy małej architektury mogły zmienić postrzeganie całego miasta – zwłaszcza wśród tych, którzy wysnuwają wnioski z jednego zdjęcia. Trzeba pogodzić się ze specyfiką







